poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Labirynt Luster - Rozdział 44


Nie wiedziałam czemu to takie stresujące. Sakura przyszła wcześniej, ładnie ubrana i umalowana. Chciała zrobić mi też lekki makijaż, ale upierałam się długo i ostatecznie użyłam jedynie błyszczyk do ust. Nie chcę się stroić. Wyjście na kręgle miało mieć jedynie koleżeński aspekt. Nie idziemy jako para, co oznacza, że to nie jakaś podwójna randka czy coś w tym stylu. Po prostu paczka znajomych wychodzi, aby się rozerwać i porobić coś wspólnie. Chociaż czułam lekki stres, bo wszystko mogło się zdarzyć, a my mimo wszystko mogliśmy spotkać na miejscu kogoś znajomego, to starałam się udawać, że wszystko jest w porządku. Telefon zawibrował, a ja odczytałam wiadomość od Uchihy, że już są i czekają przed domem.

- Możemy wychodzić. - Oznajmiłam przyjaciółce.

- Napisali, że są? Naprawdę? Romantyzm umarł. A gdzie kwiaty, czekoladki i ta para słodkich szczeniaków czekających na nas przed drzwiami, abyśmy łaskawie z nimi wyszły?

- A co do tego mają szczeniaki? - Zaśmiałam się, widząc jej reakcje.

- Nie takie prawdziwe szczeniaki, tylko oni powinni stać pod drzwiami jak szczeniaki, śliniąc się na nasz widok i merdając ogonkami.

- Sakura, to nie randka ani wyjście na bal, a oni podjechali po nas z grzeczności jedynie.

- Tak sobie powtarzaj. Ja i Sasori idziemy tam jako przyzwoitki, to też mam nadzieję, że chociaż będziemy się dobrze bawić.

- Przypominam, że sama chciałaś iść i na pewno nie chodziło tu o rolę przyzwoitki. Między mną i Itachim jest tylko koleżeńska relacja.

- Tak, tak, Hinata. Powtarzaj to dalej, ale chyba tylko ty w to wierzysz. - Różowa Burza wyszła z pokoju, kierując się do drzwi. - To randka, a ty nie zdziw się, jak ten zdrajca w pewnym momencie mnie porwie i zostaniecie sami w jakiejś loży, szukając gumki.

- Hinata. - W mieszkaniu pojawiła się Kurenai z wyrazem twarzy, który nie wskazywał zadowolenia.

- O cholera! - Sakura prawie że krzyknęła, zakrywając usta dłonią. - To nie tak miało zabrzmieć i o nie taką gumkę chodziło, tylko taką do włosów.

- Sakuro, możesz nas zostawić same?

- Oczywiście. Poczekam w aucie. - Sakura założyła buty, a potem spojrzała na mnie i niemym głosem wypowiedziała „przepraszam”.

Kiedy drzwi się zamknęły, ja spojrzałam na swoją opiekunkę. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Znała prawdę o mnie i Itachim, a mimo tego jej wyraz twarzy był nietęgi.

- Z kim się wybierasz i gdzie? - Jej pytanie było surowe, ale dostrzegałam coś co wyglądało jak zmartwienie.

- Jedziemy z Itachim i jego przyjacielem Sasorim na kręgle do innego miasta.

- Porozmawialiście i wyjaśniliście sobie wszystko?

- W sumie to nie. - Jej mina wskazywała że czeka na lepsze wyjaśnienie sytuacji. - Rozmawialiśmy i postanowiliśmy zacząć od początku, jako kolega i koleżanka. Nie wyjaśniliśmy sobie nic, to było bardziej jak reset.

- Czemu unikacie rozmowy?

Wzruszyłam ramionami, a ona znowu tak na mnie spojrzała, niczym mama żądająca odpowiedzi od dziecka, któremu za grosz nie wierzy.

- Taka rozmowa mogłaby wywołać kolejne zgrzyty, więc tak jest chyba lepiej. - To jej nie przekonało. Starsi ludzie niełatwo dopuszczali inne drogi, niż te które znali sami, bądź zakładali że znają. Gdybym zaczęła wszystko z Uchihą wyjaśniać, pewnie znowu byśmy złapali jakiś zgrzyt.

- Tylko na krótki czas. Jeśli nie wyjaśnicie sobie nawzajem co wami kierowało, ponownie popełnicie te same błędy i wszystko znowu runie.

- To tylko kolega. Umówiliśmy się, że ta znajomość ma jedynie szanse na przyjaźń, ale na więcej już nie.

- Nie można złożyć sobie takich obietnic. Uczucia tak nie działają. One są ponad rozsądkiem i kpią sobie ze wszelkich racjonalnych planów.

- Mogę już iść? - Musiałam to uciąć. Czemu wszyscy mają się za takich specjalistów w tych sprawach? Jak na razie jesteśmy przykładnym dowodem zwykłego koleżeństwa i nikt nie powinien podważać naszego planu.

- Hinato, wiem, że masz to już za sobą, a moje prośby i ostrzeżenia nic nie zmienią. Proszę cię abyś w chwilach gdy zaczniesz tracić zdrowy rozsądek pod wpływem pożądania, pamiętała, że zawsze musisz się zabezpieczać. Twój ojciec bywa nieobliczalny, gdy jest prawdziwie wkurzony, a ciężarna nastolatka mogłaby go zdrowo zdenerwować.

- To był błąd. Wyciągnęłam już z tego lekcję i nie zakładam, abym chciała powtarzać go ponownie.

Kiwnęła mi głową, chociaż nie wydawała się zadowolona.

- Baw się dobrze i przede wszystkim bezpiecznie.

- Miłego popołudnia. - Odrzekłam i poszłam w kierunku wyjścia.

Coś mi podpowiadało, że gdyby to była faktycznie moja mama, albo opiekunka z prawdziwego zdarzenia, to zamiast do auta, kierowałabym się teraz do swojego pokoju ze szlabanem na co najmniej tydzień. Im bliżej byłam auta, tym bardziej czułam, że to kiepski pomysł. Nie chciałam tam jechać i w sumie mogłabym podejść i powiedzieć, że jednak Kurenai mnie nie puściła, a oni pojechaliby w trójkę. Chociaż Sakura sama z bystrzakami? To też złe połączenie. Itachi opierał się o auto, obserwując mnie, kiedy podchodziłam. Moje kroki nie były pewne i szybkie, tylko ostrożne.

- Czyli jednak możesz jechać? - Zapytał z rozbrajającym uśmiechem. Moja mina musiała wyrażać zaskoczenie pytaniem, bo dodał po chwili. - Sakura coś wspomniała o tym, że zostałaś zatrzymana na przesłuchanie i nie wie czy czasem nie pogrzebała twojego pozwolenia na wyjście.

- Mogę.

- W takim razie zapraszam.

Odrzekł i otworzył mi drzwi prowadzące na tylnie siedzenie. Dostrzegłam, że jest tam już Sakura, co nieco mnie uspokoiło. Nie chciałam siedzieć koło Uchihy, to sugerowałoby, że może inni mają rację, a ja byłam pewna swego. Sakura szczerzyła się do mnie.

- Mi też otworzył drzwi, po tym jak zapukałam w szybę i zapytałam, czy jest w tym aucie jakiś dżentelmen albo prawdziwy mężczyzna. - Kiwnęłam jej ze zrozumieniem. - Wyjaśniłaś Kurenai nieporozumienie? - Dodała przyciszonym głosem.

- Powiedzmy.

- Jak? Powiedz, to może i ja kiedyś skorzystam z tego sposobu.

- Wie, że jestem rozsądna i nie zrobię nic głupiego. - Skłamałam jak z nut, ale Haruno nie było tak trudno okłamać.

- Moi mi w to nie uwierzą, więc u mnie to nie zadziała.

- Grałyście już kiedyś w kręgle? - Z przodu padło pytanie od bruneta.

- Dla mnie to nowość. No ale czytałam na czym to polega i nie wydaje się to trudne. - Sakura wypięła dumnie pierś.

- A ty Hinata? - Odezwał się tym razem Sasori z siedzenia pasażera.

- Ja kiedyś grałam z siostrą. - Ugryzłam się w język, aby nie dodać, że również z bratem.

- Mogę ci Sakura pokazać jak się gra, abyś nie zrobiła sobie krzywdy. - Zaproponował Sasori, na co Sakura prychnęła.

- Spróbuj się za bardzo zbliżyć, a to tobie zrobię krzywdę.

Czerwonowłosy nie odpowiedział. To mogła być trudna podróż. Ja i Itachi jako dwójka osób starająca się pokazać każdemu, że to tylko koleżeńska relacja i Sakura z Sasorim z kosą zawieszoną nad głową Sasoriego.

Przez resztę drogi chłopcy rozmawiali ze sobą, a ja z moją przyjaciółką. Pokazywała mi w telefonie, wszystkie kreacje jakie ostatnio wpadły jej w oko. Przeszukiwała Internet, szukając promocji, a ja jak zwykle starałam się coś zapamiętać, aby móc jej za jakiś czas sprezentować. Kiedy dojechaliśmy na miejsce w radosnym nastroju poszliśmy na kręgielnie. Uchiha powołał się na rezerwację jaką zrobił. Poszliśmy po odpowiednie obuwie, a potem wprowadziliśmy swoje imiona do systemu. Jako pierwsza na liście znalazła się Sakura, potem ja, Sasori i Itachi na końcu. Przed torem znajdowała się przestrzeń dla osób aktualnie rozgrywających swoją kolejkę, a za tą strefą stolik dla czekających na swoją kolej. Na sąsiednich torach byli już inni gracze. Po lewej stronie siedziała piątka nastolatków, na oko nieco starszych od nas. Oni prawdopodobnie grali już od godziny i wyglądało, że będą grali przez kolejną godzinkę. Za nimi były inne grupy. Widziałam też jakąś rodzinę. Po prawej stronie była już jedynie ściana. Zamówiliśmy napoje i można było zaczynać. Różowa burza wyszła jako pierwsza.

- Potrzebujesz pomocy? - Tonem trochę jak od niechcenia zapytał Sasori.

- Nie. - Sakura złapała kulę, nie patrząc nawet na oferującego pomoc kolegę.

- Nie tak się trzyma kule.

- Poradzę sobie, nie pouczaj mnie.

- Ja chciałem ci jedynie pomóc.

Prychnęła w odpowiedzi.

- Trzymaj się ode mnie z daleka, albo wsadzę ci tą kulę w cztery litery. - Jej wypowiedź nie była cicha, przez co kilka osób z sąsiadującego toru się zaśmiało.

- Dobra, zrozumiałem. - Sasori usiadł koło nas z miną jakby było mu wszystko jedno.

Sakura zamachnęła się kulą, ale wypuściła ją w złym momencie oraz pod złym kątem i zamiast poturlać się po naszym torze, odbiła się i wskoczyła na sąsiedni. Jeden z graczy, którego była teraz kolej się zdenerwował, bo zaliczyło mu jakby to on wykonał swój ruch, zdobywając całe zero punktów. Różowa burza skrzywiła się, po czym przepraszającym uśmiechem skłoniła się do chłopaka. Jego koledzy nie współczuli mu, tylko śmiali się z jego nieszczęścia, bo w ten sposób zwiększyła się ich szansa na wygraną. Haruno miała naprawdę dużo siły. Nie przedłużając, ponownie podeszła po drugą kulę, unosząc jednocześnie ostrzegawczo palec, aby Akasuma siedział cicho. Chłopak uniósł ręce w górę, pokazując, że nic nie robi. Kolejny zamach wzięła nieco mniejszy, trafiła tym razem w swój tor, ale bezpośrednio w boczne zagłębienie, w którym kula turlała się już jedynie do końca, nie będąc nawet blisko kręgli.

- No że kur….opatwa! - Wykrzyknęła na tyle głośno, że każdy ją usłyszał.

Śmiechy i uszczypliwe głosy, wzmocniły złość na jej twarzy. Zła Sakura, to kłopoty. Nie miałam pojęcia jak ją uspokoić. Nigdy tego nie potrafiłam zrobić. Mimo drugiego rzutu, na ekranie pokazywało, że to dopiero pierwszy, a jej przysługiwał kolejny w tej turze. Podeszła po kulę z pulsującą żyłą na skroni. Sasori podniósł się i widocznie chciał do niej podejść, aby ją nieco uspokoić, albo jej pomóc. Zanim zdążył do niej dojść, zamachnęła się i jak tylko wypuściła kulę na tor, tak przyjaciel Uchihy runął na ziemię. Ten rzut był nieco lepszy, dzięki czemu trafiła w kręgle i zbiła dwa z nich. Na sali jednak rozeszło się kilka głosów pojękiwań i nawet Itachi zasyczał. Sakura odwróciła się szczęśliwa, spoglądając na Sasoriego leżącego tuż za nią.

- A tobie co? - Była zaskoczona, widocznie nie zdała sobie nawet sprawy z tego, że uderzyła go, biorąc zamach.

- Przywaliłaś mu kulą do kręgli, laleczko. - Zakpił jeden z sąsiednich graczy.

- Ja? - Spojrzała na mnie, a gdy kiwnęłam głową na potwierdzenie, klęknęła koło poszkodowanego. - Co cię boli? Mogę ci rozmasować to miejsce, to może pomoże.

Na te słowa rozeszła się salwa śmiechu.

- Obejdzie się. - Wymruczał Sasori.

- Laleczko, jak on nie chce to ja chętnie skorzystam. Możesz mi obciągnąć zamiast jemu.

Chyba dopiero wtedy Sakura załapała gdzie uderzyła naszego kolegę. Widziałam jak zacisnęła zęby, a potem pięści. Podniosła się z mordem w oczach i najwyraźniej chciała iść do odważnego mężczyzny, aby zedrzeć mu uśmiech z twarzy.

- Już ja ci…

Nie dokończyła, bo gdy wstała, Sasori złapał ją ręką za kostkę, uniemożliwiając odejście od niego.

- Pomóż mi wstać. - Sakura poskromiła swoją złość na chwilę i wyciągnęła rękę do czerwonowłosego. - A teraz posłuchaj. - Wypowiedział jak tylko podniósł się i stanął naprzeciwko niej. - Nie ma sensu abyś niszczyła sobie dłonie na kimś takim jak ten gościu. - Prychnęła mu w odpowiedzi. - A w tej chwili ja nie jestem w pełni sprawny, aby stawić im wszystkim czoła, więc może zamiast masażu załatw mi jakiś zimny okład.

Na jej twarz wpełzł delikatny, prawie niezauważalny rumieniec. Nie miałam pojęcia jak on to robił. To były czary. Cokolwiek Sasori miał w sobie działało na Różową Burzę. Skinęła mu głową i odeszła.

- Twoja kolej. - Rozbrzmiało koło mojego ucha. - Potrzebujesz pomocy?

- Nie. - Podniosłam się i podeszłam w poszukiwaniu kuli dla siebie.

Z moim szalonym rodzeństwem nie było opcji abyśmy nie próbowali gry w kręgle. W zasadzie ciekawość Hanabi była tak wielka, że to głównie ona ciągnęła nas na wszystko. To oczywiście nie była moja specjalność i nie zakładałam, że pójdzie mi wybitnie, ale jakieś podstawy miałam. Cieszyło mnie to w tej chwili, bo nie chciałabym, aby to Itachi pokazywał mi jak trzymać kulę i brać zamach. Dalej czułam się przy nim niezręcznie i niepewnie, dlatego wolałam unikać nadto jego bliskości. Udało mi się zbić pięć kręgi, co uznałam za wynik nie taki zły, jak na kogoś, kto nie jest stałym klientem takich miejsc.

Sasori radził sobie całkiem nieźle mimo kontuzji. On w pierwszej rundzie zbił dziewięć, a Uchiha osiem kręgli.

Sakura zdobyła zimny okład dla kontuzjowanego i pozwoliła, by Itachi pokazał jej jak grać. Uchiha dawał jej dobre wskazówki, które i ja starałam się stosować podczas swojej tury, ale widać było że on zachowuje lepszą czujność w pobliżu Haruno niż jego przyjaciel. Rozmawialiśmy na różne tematy podczas gry, nawet żartowaliśmy sobie nieco z poszkodowanego, kiedy było widać, że jego kroki są trochę kaczkowate. On wyraźnie też śmiał się z samego siebie. Czuło się, że trzyma dystans od Sakury. Ja wielokrotnie spotkałam się ze spojrzeniem Uchihy, ale fakt, że nie byliśmy sami, a on nie zabiegał jakoś szczególnie o moją uwagę, dawał mi poczucie, że cały plan działa, a moja przyjaciółka nie miała racji.

 

Udało nam się rozegrać trzy pełne kolejki i prawie połowę czwartej, kiedy nasz czas się skończył. Haruno była najbardziej nieprzewidywalna, a jej wyniki najbardziej rozbiegane. Chłopcy nie schodzili poniżej siedmiu kręgli zbitych w jednej turze, ja balansowałam pomiędzy pięć, a osiem. Udało mi się raz zbić wszystkie za jednym razem. Nie powtórzyłam jednak tego wyczynu. Sakura za to od bijących po oczach zer wbijała dziesiątki. Nie wiem czy nie zaliczyła każdego możliwego wyniku. Czasem wyglądało, że już załapała i wymiata, po czym tupała nogą w złości, gdy kula potoczyła się na bok zamiast prosto. Testowała też różne ciężary kul i okazało się, że z racji poskromnienia jej siły lepiej sprawdzały się te cięższe, za to wtedy miała większy problem z celnością. Cieszyłam się, że była tu ze mną. Ona rozładowywała każdą sytuację. Nie dawała żadnych chwil, w których byłoby mi niezręcznie w towarzystwie mojego kolegi nowej szansy.

- To teraz co, pizza czy kebab? - Sasori zapytał, jak tylko wyszliśmy z kręgielni.

- Pizza! - Zadecydowała Sakura, po czym zaczęła iść pewnym krokiem przed siebie.

- W takim razie idziesz w złą stronę. - Z przekąsem odparł jej Akasuma.

- A może ja chcę iść na około? Albo trasą z ładnym widokiem.

- Śmiało, nerwusie. To będzie bardzo na około, także ty ruszaj, to może do jutra zajdziesz, a my podjedziemy autem do centrum w tamtą stronę. - Uniósł dłoń i wskazał w przeciwnym kierunku do tego gdzie szła Różowa Burza.

- Lepiej być nerwusem, niż parszywym kłamcą, albo porywaczem. No i zważaj jak się do mnie odnosisz. Masz rozciętą wargę i obolałe jaja. Jak myślisz w co wyceluję następnym razem? - Podniosła swoją dłoń, grożąc mu tak jak robiła to czasem z Naruto.

- Myślisz, że boję się twoich gróźb?

- Powinieneś, wystarczy spojrzeć jak wyglądasz.

- Cios w twarz mi się należał, dlatego pozwoliłem ci się uderzyć. Zaskoczyłaś mnie tylko dzisiaj, ale to się więcej nie powtórzy. Od teraz za każdy atak, nawet ten który zatrzymam, sam sobie wezmę od ciebie rekompensatę. Dlatego radzę ci dwa razy się zastanowić zanim podniesiesz na mnie rękę.

- Jasne. - Prychnęła, ale widziałam, że nie jest tak pewna swego.

- Ruszajmy. - Itachi poszedł w stronę auta.

Sasori zdawał się iść nie zważając na nas. Ja wzięłam Sakure pod pachę i zaczęłam ją prowadzić w stronę samochodu.

- Może trochę mu odpuścisz? - Szepnęłam do jej ucha. Gdyby nie cały ten fortel, ja i Itachi dalej bylibyśmy skłóceni. Także mogłam się ten jeden raz za nim wstawić.

- Jeszcze nie. Liczę na przeprosiny, ale on ubzdurał sobie, że skoro mu przywaliłam, to jesteśmy kwita. Głupek zrobił to przy innych i cała drużyna gapiła się na mnie z uśmieszkiem, jak się dowiedzieli, a ten durny zboczeniec zaczął mi dokuczać. Także nie odpuszczę Sasoriemu tak łatwo. Były różne sposoby, aby mnie zatrzymać. Mógł wymyślić coś, co mnie tak nie wkurzy i nie naruszy mojej przestrzeni osobistej.

Miała rację. Przytaknęłam jej, a że byłyśmy już przy aucie, zaniechałyśmy kontynuacji tematu.

Do pizzerii dojechaliśmy szybko. Pieszo byłoby znacznie dłużej. Nie znałam tego miasta dobrze. Kiedy wyszłam, zaczęłam się rozglądać.

- Byłaś tu już kiedyś? - Uchiha przyglądał się mi, a ja zaprzeczyłam ruchem głowy. - Wieczorem jest tu ładnie. - Zerknął na zegarek. - Jak posiedzimy w pizzerii około dwóch godzin, to powinno być już na tyle ciemno, aby było widać urok tego miejsca.

Pokiwałam mu jedynie głową.

W lokalu usiedliśmy w loży na cztery osoby. Ja i Sakura siedziałyśmy koło siebie. Naprzeciwko siebie miałam Uchihę. Kiedy moja przyjaciółka zdała sobie sprawę z tego kto siedzi naprzeciwko niej, westchnęła ciężko z niezadowolenia. Złożyliśmy zamówienie, a między całą czwórką nawiązała się luźna rozmowa. Ja, jak zwykle to bywało w grupie, odzywałam się mało. Od czasu do czasu moje spojrzenie krzyżowało się z czarnymi oczami. Mogłam chcieć zachować z nim relacje koleżeńskie i chociaż on wyraźnie też chciał takie trzymać, to moje ciało reagowało na niego o wiele bardziej niż na zwykłego kolegę. Czułam też lekki żal do samej siebie. Może gdyby wszystko potoczyło się inaczej, gdybym nie była tym kim jestem, może wtedy moglibyśmy być tu w innej relacji, nie przejmując się opinią innych.

- Itachi, naprawdę chcesz być teraz jedynie kolegą Hinaty? - Sakura wypaliła z zaskoczenia, przykuwając uwagę wszystkich.

- To pytanie ma jakieś ukryte przesłanie?

- Nie, po prostu zastanawiam się jak ta wasza relacja ma teraz funkcjonować.

- Hinata ci tego nie tłumaczyła?

- Owszem. Koleżeństwo z szansą na przyjaźń.

- Więc wiesz wszystko.

- Nie wiem, ale pracuję nad tym. - Haruno oparła lewy łokieć na stole, a następnie brodę na swojej dłoni. W prawej dłoni trzymała w połowie zjedzony kawałek pizzy. - To kiedy zacznie się ta przyjaźń?

- Kto to wie. - Spojrzał na mnie, jakby pytał mnie o to samo, a potem wrócił do przyglądania się Sakurze. - Czemu cię to interesuje?

- Zastanawiam się, czy jako jej najlepsza przyjaciółka mogę liczyć na jakieś profity od kogoś kto aspiruje na przyjaciela mojej przyjaciółki.

- Zamieniam się w słuch.

- Naprawdę? Zrobiłbyś coś dla mnie?

- Jako aspirujący na przyjaciela twojej najlepszej przyjaciółki, mógłbym zapunktować pomagając ci, nie sądzisz?

- I to jest odpowiedź która mi się podoba. - Mina Haruno zmieniła się w obłędnie szczęśliwą. - W takim razie powiedz mi, jak zdobyć serce Sasuke.

Prawie zakrztusiłam się kawałkiem pizzy słysząc jej życzenie. Sasori zaśmiał się głośno, a na Sakurę spojrzał z uznaniem.

- Załatwiła cię, co? - Klepnął kumpla w ramię. Było widać jak powstrzymuje się od tego, aby dalej się nie śmiać. - Lojalność wobec brata czy oczko w górę w podnoszeniu swojego notowania na przyjaciela?

Itachi zdawał się nie spuszczać wzroku z Sakury. Był bystrzakiem, a ja miałam okazję zobaczyć jak to u niego działa. Jak wybrnie z tego pytania? Nawet jeśli pytanie go zaskoczyło, nie dał po sobie poznać żadnym szczegółem.

- Tego to nawet on nie wie. - Odpowiedział w końcu, na co Sakura prychnęła.

- A jakie dziewczyny mu się podobają?

- Takie, które stanowią wyzwanie, ale też nie w przesadny sposób.

- No dobra Uchiha, niewiele mi to mówi i czuję, że na każde kolejne pytanie odpowiesz w równie niejasny sposób. Także na kolejne pytanie może paść jedynie odpowiedź tak albo nie. Czy jako aspirujący na przyjaciela Hinaty traktujesz ją jak przyjaciółkę?

Te pytania były jak przesłuchanie, a ja nie rozumiałam po co ona to robi.

- Tak.

- W takim razie jako przyjaciel pomożesz Hinacie zostać dziewczyną Naruto?

O zgrozo! Zaplanowała to? W grupie zapadła grobowa cisza, a ja nie miałam odwagi podnieść wzroku. W żołądku zawiązał mi się supeł, i nie wiedziałam czy przypadkiem nie zwrócę tego co właśnie zjadłam. Co ona powiedziała? Dlaczego? Jakim prawem? Tak nie postępują przyjaciele, tym bardziej, że wie iż nie czuję już tego co kiedyś do Naruto, a sama dalej zakłada, że zależy mi na Itachim. On jednak nic nie odpowiadał, a ja czułam jak palą mnie policzki z zażenowania.

- Naprawdę myślisz, że uwierzę w tą waszą lipną deklarację przyjaźni? - Sakura kontynuowała, niezrażona. - A ty w to wierzysz? - Zwróciła się do drugiego z mężczyzn.

- Nie ważne w co wierzę. Wiem co widzę i w jaką stronę to zmierza. - Sasori dalej był rozbawiony.

- Więc co widzisz?

- Że wtykasz nos w nieswoje sprawy.

Rozległ się szmer, potem uderzenie i syknięcie Sakury po tym jak kopnęła nogą w stolik.

- Dupek.

- Czyżby nieudany atak na moją osobę? Wiesz co to znaczy.

- Trzymaj dystans, albo… Ej! - Krzyknęła głośno po tym jak Sasori wyrwał jej z ręki kawałek pizzy jaki trzymała i odgryzł całkiem spory kęs.

- Chcesz z powrotem?

- Pieprz się.

- Tego mi życzysz po tym jak chciałaś mi zgnieść genitalia? Uroczo. Sasuke w sobie nie rozkochasz z takim podejściem. On nie jest zwolennikiem hardych i pyskatych dziewczyn.

Na te słowa zamilkła i zagryzła zęby.

- To chcesz ten kawałek z powrotem?

- Nie wezmę do ust niczego z twoją śliną.

- Mój język jakoś ci nie przeszkadzał.

- Prowokowanie mnie sprawia ci przyjemność?

- Z moją miłą wersją aktualnie nie rozmawiasz, więc dostroiłem się pod ciebie.

- Naprawdę jesteś popieprzony.

- Dokładnie tak jak mówisz. Nigdy o tym nie zapominaj, laleczko. - Po wypowiedzeniu tych słów wcisnął resztę kawałka pizzy jaki zabrał Sakurze do ust.

Przewróciła oczami, odpuszczając kontynuowanie z nim rozmowy.

- Miałeś dużo czasu Uchiha na przemyślenia. Jaka jest odpowiedź?

- Sakura, przestań. - Chciałam, aby w końcu zamilkła. Nie podobało mi się, że zasugerowała iż jestem zainteresowana byciem z Naruto.

- Niby dlaczego? Deklarujecie zwykłą znajomość, góra przyjaźń. W takim razie nie powinniście mieć problemu z tym, aby druga osoba spotykała się z kimś innym. Kelnerka, która przyniosła nam pizzę, rozbiera Uchihę wzrokiem. Pewnie zastanawia się, aby dać mu swój numer telefonu. Jeśli to zrobi, a on umówi się tu z nią w następny weekend będziesz miała coś przeciwko temu?

- Nie. - Odpowiedziałam szybko, aby nie posądziła mnie o nieszczere deklaracje, chociaż w rzeczywistości ten pomysł mi się nie podobał.

- Ok, czyli ty w to wierzysz. A ty Uchiha? Pomógłbyś Hinacie z zbudowaniem związku z innym chłopakiem?

- Tak. - Odpowiedział pewnie, a ja słysząc odpowiedź, podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Chociaż powinnam być zadowolona, poczułam się dotknięta tą odpowiedzią. - O ile sama by mnie o to poprosiła.

O zgrozo! W życiu! Nigdy bym o to nie poprosiła, a już na pewno nie jego.

- Oboje jesteście popieprzeni. - Wskazała palcem na obu mężczyzn przed nami.

- W rzeczy samej. - Sasori szeroko się uśmiechnął.

Po tym zapadła cisza. Chociaż się wypierałam, Sakura miała rację. Budowanie przyjaźni z Itachim uda się tylko wtedy, jeśli będę w stanie akceptować to, że może w każdej chwili zacząć się z kimś spotykać czy to przelotnie czy też na stałe. Jako przyjaciółka, powinnam się cieszyć jego szczęściem. Jeśli nasze koleżeństwo ma przerodzić się w przyjaźń, muszę zaakceptować i pogodzić się z faktem, że to nigdy już nie będę ja. Dziś wolałabym, aby nie umówił się z kelnerkę, z tego lokalu. To jednak w końcu się wydarzy. Pewnie nie będzie to Tsukino, ale chętnych dziewczyn jest wiele. Jeśli nie pogodzę się w tą myślą do tego czasu, moje serce zostanie ponownie zranione.

 

Wrócilibyśmy po jedzeniu do domu, ale Sasori zapytał czy wracamy czy idziemy na spacer po deptaku. Przeciągając się, stwierdził, że on jest za powrotem, bo cały ten deptak to kiczowate miejsce dla par. Sakura nie wiadomo czy po złości, aby zrobić na przekór, czy też z ciekawości, zadecydowała o spacerze. Miejsce było urokliwe. Szliśmy brzegiem rzeczki oświetlonej delikatnym światłem. Niewielkie latarnie po drugiej stronie ścieżki dawały delikatne, przytłumione oświetlenie padające prosto na krzaki ciągnących się róż. Sakura sprzeczała się z Sasorim z przodu, a ja razem z Itachim szliśmy za nimi w ciszy. Różowa Burza dostrzegła lokal, w którym można było kupić napoje, a przed nim, pod namiotem stały stoły do cymbergaja. Koniecznie chciała zagrać. Pociągnęła Sasoriego za rękaw bluzy zmuszając go, aby z nią zagrał. Było dość chłodno, a ja miałam cienką bluzkę na długi rękaw. Zatrzęsłam się czując przebiegające po moim ciele zimno. Itachi powiedział, że za chwilę przyjdzie, po czym zniknął na jakieś dziesięć minut. Kiedy wrócił, zarzucił na mnie swoją bluzę. Może protestowałabym, ale było mi zbyt zimno. Moja przyjaciółka rozgrywała kolejny pojedynek, nie chcąc się oderwać. Wyglądało, jakby się w końcu dogadała z Sasorim, a może to było chwilowe zawieszenie broni.

- Myślisz, że groźba Sasoriego jest prawdziwa? - Z tyłu głowy ciągle miałam słowa jakie wypowiedział do mojej przyjaciółki.

- W kwestii odwetu? - Przytaknęłam mu w odpowiedzi. - Myślę, że głównie się zgrywał, ale będzie miał się na baczności po dzisiejszym.

- Od dawna się przyjaźnicie?

- Od początku szkoły średniej. No powiedzmy. Byliśmy w jednej klasie od początku. W pierwszym miesiącu ludzie trzymali się w grupach jakie znali, ale od drugiego czy trzeciego grupy się wymieszały. Na pierwszej imprezie… - Zawahał się, nawet on coś kiepsko ukrywał, więc pewnie nie chce abym wiedziała co się tam wydarzyło - Oddał mi wtedy przysługę, a potem okazało się, że nadajemy na podobnych falach.

- Jesteś pewien, że nie wygada się przed kolegami z drużyny? - To pytanie też mnie nurtowało. Po ostatnich perypetiach nie czułam, aby jakakolwiek informacja była bezpieczna w jego posiadaniu.

-  Można mu w pełni zaufać. On szanuje sekrety innych, szczególnie jeśli go o to poprosić.

- Mam inne zdanie. - Wymsknęło mi się, zanim ugryzłam się w język.

- To zaskakujące stwierdzenie, szczególnie jeśli chodzi o Sasoriego. Skąd ten brak wiary w niego?

- Kiedyś poprosiłam go, aby przekazał ci wiadomość po meczu, ale podejrzewam, że nie zaczekał do końca, tylko zrobił to od razu.

- Mówisz o tym liście odnośnie twoich relacji z Nejim?

- Tak.

- Twój list nie trafił w ręce Sasoriego, tylko od razu do mnie. - Moje zaskoczenie na twarzy musiało zapytać za mnie. - Hidan chodzi własnymi ścieżkami. Początkowo założyłem, że celowo dałaś go Hidanowi i kazałaś mu aby mi przekazał. Nie wiedziałem nawet, że był jakiś zakład. Dopiero później Saso powiedział mi o zakładzie i jaka miała być nagroda. - Jego twarz zdawała się rozbawiona moją reakcją. - Swoją drogą celowo przeciągnęłaś odpowiedź do piątku? Fakt, że od razu uciekłaś i to z Nejim nie wydawał się przypadkowy.

- Źle się wtedy czułam, więc Neji odwiózł mnie do domu. - Słysząc samą siebie nie miałam wątpliwości, że mi nie uwierzył w ten blef.

- Neji jest w stosunku do ciebie bardzo opiekuńczy.

- Kiedy tu przyjechałam, szybko zaczął traktować mnie jak młodszą siostrę. Mój tata poprosił go, aby się mną zaopiekował, a on wziął to bardzo do siebie. Tylko jego dziadek… - Zatrzymałam się w historii. Itachi był bystrzakiem, a ja w tej chwili byłam marnym kłamcą. Jeśli opowiem tą historię, to mogę wzbudzić jego wątpliwości. Jak wykręcić się z opowiadania, którego nie chce się ciągnąć dalej?

- Moja rodzina też się wywodzi z tych z długą tradycją i apodyktycznymi przodkami. Tak jakby nie liczyło się nic poza planami jakiegoś starego człowieka, który wie najlepiej co jest dobre dla rodziny. Czasem mam wrażenie, że utknęli w czasach cesarzy.

Uniosłam głowę, aby spojrzeć w jego oczy. Znowu był rozbawiony, a jego uśmiech był zaraźliwy.

- Zaplanowali ci już przyszłość?

- Ależ oczywiście, włącznie z imieniem dla pierwszego syna. - Jego uśmiech się powiększył. - No i co ważne muszę mieć tylko synów, aby nazwisko Uchiha przetrwało.

- Konkretne wymagania. - Zaśmiałam się, zarażając się jego wesołym nastrojem. - Co jeśli urodzi ci się córka?

- Znasz historię starożytnego Rzymu i to co robili z wadliwymi dziećmi? Tu istnieje tylko jedno rozwiązanie.

- Jesteś okropny. Zrobiłbyś coś takiego własnej córce? - Chociaż podejrzewałam, że żartuje, to zaczynałam mieć obawy co do tego jakie w jego rodzinie panują zwyczaje. W końcu faktycznie ma jedynie brata.

- Patrząc na moich wujków pewnie okręciłaby mnie wokół swojego małego palca. Szkoda, że nie mam siostry, bo może zobaczyłbym zupełnie inne oblicze ojca.

- Coś w tym jest. Mój tata jest najwspanialszym tatą na świecie. - Przez chwilę chciałam powiedzieć jak rozpieszcza mnie i Hanabi, ale ma inne podejście do Nejiego. W świecie Terumi nie mam braciszka, którego mój ojciec traktowałby jak syna. Muszę o tym pamiętać. Mogę jednak poruszyć inny temat. - Chyba, że chodzi o chłopaków, wtedy potrafi być niewesoło.

- Ma wysokie wymagania?

- Po prostu uważa, że jesteśmy jeszcze zbyt młode na związki, więc chłopaki nie wchodzą w rachubę.

- Co jeśli byś jednak zaczęła się z jakimś spotykać?

- Och, to proste. Znasz historię starożytnego Rzymu? - Odbiłam piłeczkę, nie mogąc zachować powagi na twarzy.

- Brzmi groźnie. Śmierć czy kastracja? - Odpowiedział mi równie rozbawionym głosem.

Oboje uśmiechaliśmy się z żartu jaki się wywiązał z tej rozmowy.

- To co grozi odważnemu chłopakowi, który odważyłby się na startowanie do czcigodnej Terumi?

Wszystko, ale tego nie mogłam mu powiedzieć.

- Och, odważny młodzieniec zachowałby głowę, ale córkę zamknąłby w najwyższej wieży, aby ochronić ją przed amantem.

Itachi nie odpowiedział, ale było widać, że moje słowa dały mu do myślenia. Pewnie zastanawiał się ile w tym prawdy.

- W takim razie, dyskrecja przede wszystkim. Zachowam listę zainteresowanych pod kluczem. - Podniósł dłoń do góry i pokazał jakby zasuwał usta na suwak a następnie zamykał na klucz i wyrzucał go. Gest jaki pamiętam z czasów dzieciństwa i zabaw z mamą, kiedy zatajałyśmy przed ojcem prawdę, aby zrobić mu niespodziankę. Czy też go znał, a może powtórzył, bo chyba kiedyś sama przed nim tak zrobiłam.

Naprawdę słuchał i obserwował to co mówię i robię. Pokazując ten sam gest, wypowiadając te same słowa, dawał mi na to wyraźny dowód.

 

* * *

Było już szarawo, kiedy wróciliśmy do naszego miasta. Itachi najpierw stanął przed domem Sakury, więc to ona jako pierwsza opuściła auto. Zastanawiałam się kogo odwiezie jako drugiego. Chociaż cały dzień okazał się miłym doświadczeniem, wolałabym nie zostawać z nim sam na sam. Otulona jego zapachem, miałam wątpliwości czy moje silne postanowienia nie zostaną nadszarpnięte, gdybyśmy zostali jedynie we dwoje. Bałam się też pytań o Naruto. Dalej byłam zła na Sakurę, że w ogóle zaczęła ten temat. Szybko jednak zdałam sobie sprawę, że jedziemy w stronę mojego domu, co mnie uspokoiło. Stanął przed moim domem, ale tym razem on również wysiadł, nie gasząc silnika.

- Muszę ci oddać bluzę. - Zaczęłam rozpinać suwak.

- Nie. - Położył mi dłoń na ramieniu. - Nie zdejmuj. Wpadnę po nią w tygodniu, a sama mówiłaś, że ci zimno, więc zostań w niej.

Kiwnęłam głową nie chcąc się sprzeczać. Naprawdę było mi chłodno kiedy ją brałam i mogłam tylko przypuszczać jak czułabym się, kiedy musiałabym ją teraz zdjąć na dworze.

- Dziękuję.

Kiwnęłam mu głową i zaczęłam iść w stronę drzwi. Dał kilka kroków za mną, trzymając wyraźnie dystans. Odwróciłam się do niego przed otworzeniem drzwi.

Czy w tej chwili byliśmy w takiej samej sytuacji, jak kilka tygodni temu, gdy on uczył mnie matematyki? Sama mówiłam, że nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy, a jednak tak się po części działo.

- Dziękuję za dzisiaj. - Powiedziałam, chcąc zachować się kulturalnie.

- Nie ma za co. Moglibyśmy to niedługo powtórzyć.

Uśmiechnęłam się w odpowiedzi, nie chcąc ciągnąć tego tematu. Musiałam ochłonąć, a nie planować kolejny wyjazd.

- Dobranoc, Itachi.

- Dobranoc, koleżanko.

Skinął mi głową na odchodne i poszedł. „Koleżanko” tego chciałam, a jednak coś mi w tym stwierdzeniu nie pasowało. W domu zastałam Kurenai czekającą na mnie w salonie, owiniętą w koc i z książką w ręku. Spojrzała na mnie wyczekująco.

- Nic się nie stało, jeśli o to pyta twoje spojrzenie. Itachi odprowadził mnie do drzwi, nazywając koleżanką i odjechał.

- Co w takim razie masz na sobie? - Moja opiekunka zdawała się nie wierzyć mi do końca, a ja miałam już dość po dzisiejszych atakach ze strony Sakury. Wzruszyłam więc ramionami, jakby to było oczywiste jak słońce.

- Bluza. Było mi zimno, a mój kolega miał zapas w bagażniku i się podzielił.

- Kolega daje ci bluzę, odwozi pod dom, odprowadza pod drzwi i nie odbiera pod drzwiami bluzy, tylko pozwala w niej zostać. Dobrze, że to jedynie kolega, bo pewnie gdyby było inaczej spałabyś dziś w niej.

- Nie mam siły i chęci wyprowadzać cię z błędu. Dobranoc.

Słyszałam jak życzy mi dobrej nocy. Udałam się do swojego pokoju i położyłam się w łóżku chcąc chwilę odpocząć po całym dniu. Zmęczenie wylało się ze mnie z impetem. Miałam jedynie dać sobie chwilę, a później iść pod prysznic, przebrać się w piżamę i położyć normalnie udowadniając Kurenai, że się myli. Kiedy rano zadzwonił mój budzik, wiedziałam, że to nie moje było na wierzchu. Jako, że zasnęłam na niepościelonym łóżku, najwyraźniej moja opiekunka przyniosła mi zapasową poduszkę i kołdrę, którą mnie okryła. Chociaż nie tylko tego nie planowałam, bo wręcz twardo chciałam tego uniknąć, obudziłam się w bluzie Uchihy.

 

* * *

Wyszło znacznie więcej niż planowałam, ale nie chciałam aby ten wypad był rozbity na dwie części. Kto tęsknił za Itachim, raczej nie powinien narzekać. Chociaż w tym rozdziale najwięcej było chyba Sakury :)

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz