piątek, 1 maja 2026

Labirynt Luster - Rozdział 43


Oparłam się o ścianę nerwowo rozglądając się na boki. Gdyby było tu chociaż jakieś okno, ale nie było. Byłam w pułapce. Słyszałam jedynie szum wody i bicie własnego serca. Byłam boleśnie świadoma tego, kto się kąpał, a kwestią czasu było to, że stanie w końcu na przeciwko mnie. Miałam tylko nadzieje, że nie będzie nagi. To byłoby kłopotliwe dla nas obojga. Osunęłam się na podłogę. Już na samą myśl zaczynało kręcić mi się w głowie. Gdy szum wody ucichł, zasłoniłam dłońmi oczy i pochyliłam głowę. Nie mogłam się ukryć, jedyne na co liczyłam, to że Itachi zlekceważy moją obecność i jakoś otworzy drzwi. Nic nie widziałam, za to słyszałam to jak wszedł do pomieszczenia, w którym się znajdowałam. Nie odezwał się. Słyszałam dźwięk otwieranej szafki, szelest materiału jakieś inne odgłosy, których nie potrafiłam przypisać do czynności. Dźwięki ucichły, a ja poczułam się jeszcze bardziej niepewnie. Mogłabym się założyć, że jest gdzieś blisko. Jakbym instynktownie go wyczuwała. Cichutki szelest rozbrzmiał dużo bliżej niż wcześniejsze odgłosy.

- Hej. - Dobiegło z naprzeciwka mnie. - Przecież cię widzę, nie ukryjesz się w ten sposób przede mną. - Zdawał się rozbawiony, mimo że mówił bardzo cicho. Pewnie wyglądałam zabawnie, zachowując się trochę jak mała dziewczynka.

- Jesteś ubrany?

- Tak. - Otworzyłam oczy, zaglądając z pomiędzy palców, cicho pisnęłam widząc jego nagą klatkę piersiową, po czym znowu ukryłam głowę opierając czoło na kolanach. - No powiedzmy, że w połowie. Nic czego już wcześniej byś nie widziała.

O zgrozo! Wrócił Uchiha jakiego poznałam wiele tygodni temu. Ten komentarz mógł sobie darować. Poczułam jednak nostalgię. Uniosłam głowę, przyglądając się jego twarzy, lekceważąc jednocześnie odkryte części ciała, które według mnie powinien zakryć przed podejściem do mnie. Jego uśmiech, wyraz twarzy, oczy z błyskiem, za którym tęskniłam. Nie było śladu po zimnym i przerażającym brunecie, z którym rozmawiałam po raz ostatni. Palec wskazujący przytknął do ust, dając znać, abym była cicho.

- Podsłuchują. - Wskazał na drzwi. Pewnie miał rację. Po koszykarzach można było spodziewać się wiele.

Podniósł się i wyciągnął do mnie dłoń. Czy powinnam skorzystać? Tego nie mogłam wiedzieć. Czasem trzeba zaryzykować. Pochwyciłam jego rękę, a on pomógł mi wstać, jednocześnie przyciągając do siebie, zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku. Głową przylgnęłam do jego nagiego torsu. Byłam sparaliżowana. Moja pewność siebie, jaką wcześniej przy nim posiadałam, ulotniła się, zostawiając mnie samej sobie. Walczyłam ze sobą, nie będąc pewna czy go odepchnąć, czy również przytulić. Gdy zdałam sobie sprawę, że jego serce bije równie szybko i niespokojnie jak moje, zdecydowałam się na drugie rozwiązanie. Staliśmy w nieskalanej ciszy, przytulając się, uspokajając się w środku. Nie miałam pojęcia czy minęło zaledwie kilka sekund, minut, a może nawet godzina. Oboje oddychaliśmy już równo i spokojnie, gdy od strony drzwi dało się słyszeć uderzenie i wypowiedzianą pretensję "posuń się". Czyli słyszalny dowód na to, że mamy publikę za drzwiami. Itachi odciągnął nas w róg szatni, dalej od drzwi.

- Zacznijmy wszystko od początku. - Wyszeptał mi do ucha.

- Wiesz, że to niemożliwe. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. - Spojrzałam mu w oczy, a on bacznie mnie obserwował.

- Nie będzie ta sama. Bagaż doświadczeń zostanie.

- Chcę pozostać niewidzialną Hinatą.

- Więc spotykajmy się w ukryciu.

- Jako kolega z koleżanką. Nic więcej. - Zastrzegłam i to wywołało lekkie poruszenie na jego twarzy, a może mi się jedynie zdawało, bo chwilę później jego spojrzenie zdawało się takie samo jak wcześniej.

- Jako kolega i koleżanka z czasem z szansą na coś więcej. - Odrzekł z rozbrajającym uśmiechem.

Poczułam jak miękną mi nogi, a serce ponownie wali jak szalone. Jak mogłam być niewidzialną Hinatą, gdyby nasza znajomość przerodziła się w coś więcej. Myślałam chyba zbyt długo, dając mu do zrozumienia, jak trudna była to dla mnie decyzja. 

- Jako kolega i koleżanka z szansą na przyjaźń. 

Odrzekłam, starając się wypowiedzieć słowa w ten sam sposób jak poprzednio. Uśmiech pozostał na jego twarzy, ale oczy się zmieniły. Niezauważalnie, nie byłam pewna czy czasem sama sobie tego nie wmówiłam.

- Zgoda.

Wyciągnął do mnie dłoń, a ja ją uścisnęłam. Nasza umowa została przypieczętowana.

- Jak się stąd wydostaniemy? - Chciałam już zmienić temat, nie patrzeć dalej w jego oczy i uciec, aby nie zrobić czegoś czego nie powinnam.

- Proponuję przez drzwi. - Ponownie się uśmiechnął a ja zaczynałam się zastanawiać czy czasem nie robię się czerwona.

Itachi podszedł do szafki. Szybko wciągnął na siebie koszulkę. Skoro to było takie proste, czemu nie zrobił tego wcześniej? Na to pewnie nie poznam odpowiedzi, bo nigdy nie odważę się zapytać, nawet jeśli będziemy już przyjaciółmi. Kiedy stanął przed drzwiami i wsunął klucz w drzwi, aż mnie wmurowało. Czy to był podstęp o którym on wiedział? Czy sam to zaplanował?

- Skąd...? - Czułam się oszukana. Za łatwo poszło, więc co się dziwiłam.

- Kapitan zawsze ma zapasowy klucz do szatni. - Odpowiedział mi spokojnie, już nie przyciszonym głosem.

Zasada dobrego wychowania mówi o tym, że kobieta idzie pierwsza. Dziękowałam w duchu, że to on wyszedł pierwszy. Wszystkie oczy skierowały się na niego. Chcieli wiedzieć, czy nasze wspólne zamknięcie coś zmieniło.

- A tobie co się stało? - Surowy głos, zupełnie odmienny od tego którym odzywał się jeszcze przed chwilą do mnie, zabrzmiał na korytarzu. 

Stałam za Itachim i widziałam jedynie kilkoro z koszykarzy, podśmiewających się pod nosem. Nikt nie odpowiedział. Itachi nic więcej nie powiedział, po prostu poszedł w stronę wyjścia, nie zwracając uwagi na nieme i głośne pytania ze strony kolegów.

- Czyli nic z tego? - Yahiko zwrócił się do mnie, a ja wzrokiem zaczęłam szukać ratunku.

Sakura zjawiła się przy mnie i pociągnęła mnie do wyjścia. Na naszej drodze stanął Sasori z zakrwawioną chusteczką przyłożoną do ust.

- Odwiozę was. - Trzymał dystans, mimo iż twardo oznajmił swoje zdanie.

- Mam ci poprawić? Z drogi!

Różowa Burza odepchnęła go, prowadząc nas obie do wyjścia. Była wściekła. Czyli jednak nie ma aż takiej słabości do jego ust. Pokazała mu, aby z nią nie zadzierał.

- Oni wszyscy są porąbani. Co te laski w nich widzą? 

I wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że nikt nawet nie pomyślał, że ja i Itachi się dogadaliśmy. Uśmiechnęłam się, czując satysfakcję. Sakura przystanęła, gdy znalazłyśmy się w bezpiecznym miejscu.

- Opowiadaj. - Rzekła, jednocześnie bardzo uważnie mi się przyglądając.

Nie miałam słów by ująć wszystko w jednym zdaniu. Rzuciłam jej się na szyję, przytulając mocno.

- Zaczynamy wszystko od początku. - Powiedziałam jej na ucho, a ona zarzuciła mnie lawiną pytań.

 

Z Sakurą spędziłam godzinę na rozmowie o tym co zaszło w szatni koszykarzy. Moje życie to ostatnio jej ulubiona historia miłosna. Zaczęła snuć dalekosiężne plany dotyczące mnie i Uchihy. Ciężko było mi jej wytłumaczyć, że to tylko znajomość, może z czasem przyjaźń. Kiedy Sakura snuła te wszystkie przypuszczenia, miałam mieszane uczucia. Ona od razu zakładała, że oboje jesteśmy w sobie zakochani tak bardzo, że była nam pisana już tylko droga prowadząca do ślubu i wspólnego życia w szczęściu i harmonii. Z początku było mi dziwnie, kiedy to wszystko słyszałam, z czasem zaczęłam mieć chęć cofnięcia najnowszych ustaleń z Itachim. Na końcu w duchu zaczynałam się modlić, by moja rozmowa z Sakurą poszła w innym kierunku, a moja radość ustąpiła obawom. Przyznałam się już wcześniej sama przed sobą, że zakochałam się w Itachim. Ta miłość rozcięła mi niejednokrotnie serce, nim miałam okazję sprawdzić czy pasujemy do siebie. Gdybyśmy byli parą, a wszystkie nieporozumienia pojawiłyby się ponownie, to rozstanie mogłoby rozszarpać moje serce na strzępy. Skoro on wywołuje we mnie tyle emocji, to może powinnam unikać każdej formy kontaktu z generatorem zawirowań w moim życiu. Problem w tym, że najwyraźniej oboje tego nie chcieliśmy. Stojąc w małym pomieszczeniu, odcięta od świata, w objęciach Uchihy straciłam kontakt z rzeczywistością. Nic dziwnego, że Sakura nie wierzy w nasze koleżeństwo, skoro ja sama mam wątpliwości czy to w ogóle możliwe. Z drugiej strony uczucie jakie mam w stosunku do Nejiego nie jest niczym złym i chyba mogłabym takim uczuciem braterskim obdarzyć Uchihę. To mogła być nasza wersja przyjaźni. Spotykalibyśmy się w ukryciu, zwierzali z problemów, przytulali po przyjacielsku, będąc swoim wsparciem w każdej sytuacji. Przy odpowiednim podejściu obu stron, mogłoby to wypalić.

 

 

Wieczorem odezwał się mój telefon, wyrywając mnie z rozmyślań nad dzisiejszym dniem, dając mi znać, że przyszła nowa wiadomość. Patrząc na wyświetlacz, zdziwiłam się i jednocześnie ucieszyłam.

 

ITACHI: Wybierasz się jutro do schroniska?

 

Obiecał mi dyskrecję, to też przeraziła mnie myśl, że pojawi się w schronisku, wzbudzając zainteresowanie i złość Kiby.

 

HINATA: Tak

 

ITACHI: Czy mógłbym spędzić trochę czasu z Rambo, kiedy wyprowadzisz go na spacer?

 

Przeczytałam pytanie kilkukrotnie, nie wiedząc, czy Rambo jest powodem, czy też pretekstem. Jeśli Uchiha faktycznie zaprzyjaźnił się z moim pupilem, to mógł chcieć go zobaczyć, a ja uniemożliwiłam mu to po tym jak ostatnio na niego naskoczyłam.

 

HINATA: Jasne. Rambo pewnie się ucieszy.

 

ITACHI: Super. Daj mi znać jak będziecie wychodzić ze schroniska i podeślij mi lokalizację, gdzie was znajdę.

 

HINATA: Co jeśli ktoś nas zobaczy razem?

 

ITACHI: Nas tam nie będzie. To spotkanie Niewidzialnej i Nieznajomego. Do jutra ;)

 

HINATA: Do jutra.

 

Część mnie cieszyła się, że ponownie go zobaczę, a część się obawiała tego spotkania. Nie mogłam pozbyć się z głowy wspomnienia tego jak tulił mnie, niczym niedźwiedź do swojego nagiego torsu. Skubaniec, chyba specjalnie nie założył tej koszulki. O zgrozo! Jestem raptem od kilku godzin względnie pogodzona z Itachim i już mam mętlik w głowie.

 

* * *

 

Idąc do schroniska, sama sobie nagadałam w myślach, że za bardzo się przejmuję dzisiejszym spacerem. Nie zachowałam się jak osoba, która ma spotkać się z kolegą czy też może kandydatem na przyjaciela. Wbrew temu co sama sobie wmawiałam, starałam się wyglądać ładnie. Z godzinę wybierałam odpowiedni strój, przebierając się jakieś kilkanaście razy. Chciałam wyglądać dobrze, ale też swobodnie, tak aby nikt nie zauważył, że jest jakoś inaczej. Nie potrafiłam też się nie uśmiechać, kiedy szłam do schroniska. Gdy witałam się z przyjaciółmi, ich wzrok był podejrzliwy i ku mojemu niezadowoleniu, zauważyli zmianę. Tłumaczyłam, że mój uśmiech wynika z możliwości spędzenia czasu na powietrzu z ukochanym psem. Nie wiem czy to kupili. Kiba machnął ręką, gdy usłyszał o Rambo, ale Shino przyglądał mi się bacznie, delikatnie się uśmiechając.

Wysłałam brunetowi lokalizację jak tylko opuściłam schronisko na tyle, aby nikt nie widział że piszę wiadomość. Czułam zaniepokojenie, nie wiedząc czego mogę się dziś spodziewać. By nie pokazać, że czekam, rozłożyłam kocyk jak zwykle, Rambo położył się przy mnie i pozwolił mi się pogłaskać. Celowo nie rozglądałam się na boki. Odwróciłam wzrok dopiero, kiedy rozbrzmiało warczenie. Rambo poderwał się i prawie rzucił się na zbliżającą się do nas postać. Blisko mnie kucnął postawny człowiek, w luźnych spodniach bojówkach, w czarnej bluzie z kapturem zarzuconym na głowę. Przez chwilę poczułam lęk, że to ktoś, kto chce zrobić mi coś, dlatego Rambo chciał go zaatakować. Kiedy ten ktoś wyciągnął rękę, a mój pupil rzucił się na niego z zębami, miałam przed oczami już tylko czarne scenariusze. Rambo jednak zamiast ugryźć, zaczął lizać rękę przybysza, a później wręcz wskoczył na niego, przez co mężczyzna siadł tyłkiem na trawie.

- Ja też się za tobą stęskniłem stary druhu. - Itachi czochrał Rambo za uszami, tak jak to on lubił najbardziej. Pies zaczął bardziej na niego wchodzić, nosem zbliżając się do kieszeni bluzy. - Nos dalej sprawny, co staruszku. - Z kieszeni wyjął przysmak, który wywąchał pies. Spojrzał na mnie dopiero, gdy smakołyk zniknął w paszczy. - Cześć.

- Cześć. - Mój głos był tak cichy, że nie wiedziałam nawet czy mnie usłyszał. On uśmiechnął się, po czym wrócił do zabawy z Rambo.

Itachi zdawał się nie bardzo interesować moją obecnością. Poczułam nawet lekkie rozczarowanie. Po co się tak stroiłam, skoro on zerknął na mnie raptem kilka razy, wypowiedział jedno słowo, a całą uwagę poświęcał psu. O zgrozo! Czy ja byłam zazdrosna o psa? Musiałam wziąć się w garść. Itachi jawnie zadeklarował, że chce się spotkać nie ze mną, tylko z Rambo. Musiałam się ogarnąć i nie dać po sobie poznać rozczarowania, ani nic innego głupiego, czego nie powinnam czuć. Po jakiś kilkunastu minutach uwaga Uchihy skupiła się na mnie.

- Powiedziałaś Sakurze o naszej rozmowie w szatni?

- Tak. - Przyznałam się, chociaż poczułam się zażenowana tym, że w sumie zrobiłam to bez konsultacji z nim. Sama chciałam utrzymać nasz układ w tajemnicy, a pierwsza się wygadałam.

- Masz coś przeciwko temu, abym ja powiedział Sasoriemu?

- Byłabym hipokrytką zakazując ci powiedzieć przyjacielowi, skoro sama się wygadałam i to nie pytając się ciebie o zgodę. - Odwróciłam wzrok, czując się zakłopotana moim zachowaniem.

- Sasori to domyślny człowiek, a czego się nie może domyślić, to będzie męczył aż się dowie.

- Coś o tym wiem. - Uśmiechnęłam się, pamiętając jak do tej pory chodził i drążył, męcząc mnie bądź Sakurę przy okazji.

- Za pewne. - On też się uśmiechnął. - Nie obiecam, że nie będzie chciał się dowiedzieć czegoś innego, ale mówiąc mu prawdę, będzie łatwiej go zhamować.

- Tylko czy on się nie wygada?

- Zdecydowanie można mu ufać. - Zapewnienie Itachiego nie było dla mnie takie oczywiste, ale to nie był czas, aby to drążyć. - Coś nie tak?

- Nie, wszystko w porządku.

- Będę się zbierał. - Wstał, a ja również się podniosłam i zaczęłam składać swoje rzeczy.

- Ja też powinnam już iść.

- Czy skoro mamy wąskie grono poinformowanych, to moglibyśmy jutro w czwórkę wyskoczyć do innego miasta na kręgle?

Zaskoczyło mnie pytanie i nie wiedziałam jak odpowiedzieć mu bez konsultacji z Sakurą.

- Ja nie wiem czy Haruno nie ma planów na jutro.

- Zapytam Saso i wieczorem się zgadamy jak wygląda sytuacja.

- Ok.

- To do usłyszenia. Cześć psiaku. Może za tydzień uda nam się znowu spotkać. - Po raz kolejny poczochrał Rambo.

Kiedy Itachi odchodził, ja czułam się zadowolona, trochę rozczarowana, zaniepokojona, ale i podekscytowana. Musiałam jeszcze dziś zdzwonić się z Sakurą, aby zapytać ją o propozycję Uchihy. Nie mogłam udawać, że tego nie było, bo znając Sasoriego, w poniedziałek kręciłby się koło nas, dopytując czemu odmówiłyśmy. W domu napisałam do przyjaciółki z pytaniem czy chciałaby pojechać na kręgle z Itachim i Sasorim, o ile wszystkim by to pasowało. Oczywiście musiała zadzwonić i wypytać skąd ten pomysł. Opowiedziałam jej więc o moim spotkaniu z Itachim w parku. Nie uwierzyła. Ona w ogóle nie wierzy, że między nami może być tylko przyjaźń, dlatego pomysł na wspólny wyjazd jej się spodobał. Chciała na własne oczy zobaczyć tą naszą, jak to nazwała „pseudo przyjaźń”. Także umówiliśmy się że w niedzielę o piętnastej chłopcy podjadą po nas autem pod mój dom.

* * * * * * *

No i się pojawiła kontynuacja. Kto się stęsknił za Itachim, to chyba nie może narzekać na jego brak ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz