O zgrozo! Jak to się stało? Co ja tutaj robię? W momencie kiedy ja siedzę
pomiędzy dwójką osób, identyfikujących się jako artyści, którym miałam dzisiaj
towarzyszyć na wystawie sztuki, na boisku rozgrzewa się drużyna Akatsuki. Nie
mam problemu, aby dostrzec również jego. Chłopaka, który jest bezpośrednią
przyczyną mojego aktualnego stanu. Bruneta, zimnego jak lód, którego ja w
dalszym ciągu pamiętam ze swojej ciepłej i przyjaznej strony. Jest mi już
wystarczająco ciężko zmagać się ze wspomnieniami. Nie czuję aby moja obecność w
tym miejscu, pomogła komukolwiek z nas. Czy jest możliwe, że on nie zauważy, że
tu jestem? Chciałabym wyjść, ale nie mogę. Sasori i Sakura nie pozwolą mi
opuścić trybun. Zapewne będą mnie pilnować, abym również nie napisała SMSa z
prośbą do mojego braciszka, by mnie stąd zabrał. Siedzę więc i obserwuję co
dzieje się bezpośrednio na boisku. Rozpoznaję niektóre z osób. Najbardziej
rzuca w oczy się chłopak z rudymi włosami, który jak dobrze pamiętam ma wiele
kolczyków. Między nimi stoi również bardzo wysoki chłopak z niebieskimi
włosami. To zaskakujące, że mimo iż jest taki wielki, nie kojarzę go ze szkoły.
Ma jednak koszulkę Akatsuki, a ja widziałam go już kiedyś na sali wśród
drużyny, co sugeruje że jest jednym z koszykarzy i uczniów naszej szkoły. Osobą
rzucającą się w oczy jest również Hidan, który prowadzi burzliwą rozmowę z
blondynem. O ile dobrze pamiętam chłopak w blond włosach ma na imię Deidara.
Mimo tylu charakterystycznych osób to nie oni przykuwają moją uwagę. Na ławce, w
szerokim rozkroku, ze spuszczoną głową siedzi Itachi. Najmniej wyróżniająca się
postać, a jednocześnie jestem pewna, że to on przyciąga zainteresowanie
większości dziewcząt siedzących na trybunach. Tak właśnie działa urok Uchihy.
Zarówno on jak i jego brat nie muszą się starać, ponieważ imponują dziewczynom
nawet wtedy kiedy tego nie chcą.
- Jak grasz, to jaka jest twoja rola
na boisku?
Jako, że to ja siedziałam w środku, Sakura odchyliła się przede mnie aby
widzieć Sasoriego.
- Ja jestem rozgrywającym.
Nie miałam pojęcia co to za funkcja i podejrzewałam, że moja przyjaciółka
również nie.
- Czyli to ty jesteś mózgiem tej
drużyny. Dlatego ten rudy mówił, że jesteś ważnym graczem. - Ku mojemu
zdziwieniu Sakura zdawała się wiedzieć o czym mówił jeden z moich porywaczy. -
A reszta? No i kto cię zastępuje teraz jak masz kontuzję?
- Jeśli ja nie gram, to za mnie
wchodzi Nagato. Czyli ten w czerwonych włosach. Kisame to środkowy i on w
zasadzie stoi cały mecz, albo większość pod naszym koszem, blokując ataki przeciwników.
Dei to rzucający obrońca, czyli nasz człowiek z dystansu. On zazwyczaj rzuca za
trzy punkty, ale jest też dobry w obronie jako wsparcie dla Kisame. Wspólnie
tworzą silny blok pod koszem, za to nie nadaje się na rozgrywającego, bo jest
zbyt wybuchowy. Yahiko to niski skrzydłowy, czyli wszechstronne wsparcie
dla całej drużyny i w ataku i obronie. Pod koszem tworzy dobry duet z Uchihą.
Za to Itachi... - zrobił chwilę przerwy, jakby specjalnie chciał podnieść
napięcie sytuacji - jest najlepszym strategiem jakiego znam, to też byłby
najlepszym rozgrywającym w drużynie. Tyle że jest też cholernie dobrym
atakującym, dlatego trafił na pozycję silnego skrzydłowego, ale czasem
zachowuje się też jak rozgrywający. Większość punktów to jego zasługa.
- No zobaczymy czy jest taki
cholernie dobry. - Sakura zdawała się wątpić w słowa naszego kolegi.
- Dziś raczej tego nie zobaczycie.
- A to niby dlaczego?
Nie chciałam słuchać tej wymiany zdań. Słowo daję, nie chciałam, a z
drugiej strony bardzo chciałam. Sama ze sobą nie mogłam dojść do ładu.
- Bo on ostatnio nie jest w formie.
- Też ma kontuzję?
- Kto to wie, co jest przyczyną. -
Ton jego głosu był tak nieszczery, że chyba nikt by się nie dał na to
nabrać.
- Pfy, jasne. - Nawet Sakura nie
miała co do tego żadnych wątpliwości.
- Myślę, że nie tylko on nie jest
ostatnio sobą.
Nie musiałam na niego spoglądać. Byłam pewna, że patrzy teraz na mnie.
- A ten kretyn w białych włosach co
robi?
- On głównie wkurwia drużynę
przeciwną. Jak trafiamy na chamski skład, to Hidan jest niezastąpiony.
- Czyli on tylko błaznuje, a grać
nie potrafi.
- Potrafi. Jest najbardziej
wszechstronny. Sprawdza się na każdej pozycji, więc wchodzi za tego kto
aktualnie musi zejść.
- Jak coś jest do wszystkiego, to
jest do niczego. - Na wierzch wyszła wredna strona Haruno.
- Hidan się szybko nudzi, to też nie
mógłby chyba grać w każdej rundzie, ale jest dobry.
- Tylko mózgu mu brak.
Pewnie w innych okolicznościach ich rozmowa by mnie rozbawiła. Teraz nie
było mi do śmiechu. Mimo, że starałam się nie gapić, ciekawiło mnie zachowanie
bruneta.
Sędzia dał znać, co spowodowało, że cała drużyna wyszła na boisko, a moi
towarzysze zamilkli. Po stronie Akatsuki na środku stanął Kisame. To nie było
dziwne, bo jako najwyższy z drużyny miał największe szanse na przejęcie piłki
już na starcie. Nie było też zaskoczeniem, kiedy po tym jak piłka znalazła się
w górze, to on wybił ją w stronę swojej drużyny. Nie zdążyłam nawet dobrze
przyjrzeć się temu kto ją przejął, a już zawodnicy pobiegli w stronę kosza
przeciwników. To czego byłam świadkiem, nie przypominało w najmniejszym stopniu
tego jak wyglądała gra, którą ja znałam ze szkoły. Nie wiedziałam co się w
zasadzie wydarzyło, gdy na tablicy pojawiły się pierwsze punkty dla naszych.
Drużyna przeciwna nie czekała długo, tylko momentalnie wystartowali spod kosza,
ruszając po swoje punkty, doprowadzając do remisu. Wszyscy byli niesamowicie
szybcy i zgrani. Starałam się przyzwyczaić do tempa gry, gdy usłyszałam
pierwszy nieprzychylny komentarz mojej przyjaciółki. Wspomniała, że Itachi
spudłował, a piłka trafiła w ręce drużyny przeciwnej, doprowadzając do punktów
dla przeciwników. Nie widziałam tego, bo obserwowałam wszystkich, zastanawiając
się dlaczego na naszych zajęciach wszystkie dziewczyny rzucają się na tą, która
ma aktualnie piłkę, a nie mogą tak jak to wyglądało na meczu kosza obstawiać
jednej osoby. Gdyby nasza gra tak wyglądała, nie byłabym taka podrapana po zajęciach.
Nic dziwnego, że Itachi śmiał się ze mnie, gdy nazwałam koszykarzy pijawkami.
Spojrzałam na boisko szukając go wzrokiem. Aktualnie stał z jednym z
przeciwników, zasłaniając go przed możliwością przejęcia piłki. Wyglądał jak
zawsze dobrze, mimo że był skupiony na grze, z poważną, kamienną twarzą. Skoro
dziś grali, to jeśli wygrają, może pojadą gdzieś świętować zwycięstwo. Może
poznać tam inną dziewczynę, która nie będzie tak skomplikowana jak ja. Nie
czuję już złości na niego. Jestem zła na siebie. Hanabi miała rację mówiąc, że
to ja jestem problemem, a fakt, że Itachi to nie Naruto przestanie mi przeszkadzać.
Prawdą było też to, że byłam dla niego surowa. Może gdyby nie był tak trudny do
rozszyfrowania, gdybym dostrzegła że cierpi, albo że mu na mnie zależy, ale on
zdawał się tak często taki niewzruszony, jakby wcale mu na mnie nie zależało. W
sumie to dalej nie jestem pewna kim dla niego byłam przez ten cały czas.
Twierdził że nie traktował mnie jak przygodę, a jednak ostatecznie nią
byłam. Ta świadomość bolała, a jednocześnie utwierdzała mnie w
przekonaniu, że powinnam trzymać się od niego z daleka, choć w głębi serca
wcale tego nie chciałam.
Kiedy ja toczyłam wewnętrzną walkę w sobie, Itachi walczył na boisku.
Słysząc co mówili moi towarzysze, brunet popełniał błędy, które przyczyniły się
do przejęcia piłki przez przeciwników, dając im punkty. Po ośmiu minutach
trwania pierwszej rundy drużyna przeciwna prowadziła dwunastoma punktami. To
właśnie w tamtym momencie nasz wzrok się spotkał i to nie był przypadek. Itachi
cały czas zdawał się nie zwracać uwagi na widownię, do momentu, kiedy Yahiko
podszedł do niego od tyłu, położył mu dłonie na ramionach, odwracając go wprost
na mnie, a później coś mu powiedział na ucho. Po tym Itachi uniósł głowę
rozglądając się do momentu, gdy nasz wzrok się spotkał. Moje serce zaczęło bić
szybciej, a policzki płonąć. Nie byłam na sali z własnej woli, a mimo tego
czułam się jakbym była winna, przyłapana bezpośrednio na tym, czego nie
powinnam robić, w miejscu gdzie nie miałam prawa być. To był jego świat, w
który wkroczyłam, mimo, że mogłoby być tak, że on wcale nie chciał abym tu była.
Koszykarze wrócili do gry, a ja spuściłam wzrok, nie chcąc być dłużej w tym miejscu.
Pierwsza runda się skończyła, a ja dalej gapiłam się w dół na swoje stopy. Nie
podniosłam wzroku też przez całą przerwę. Wiedziałam, że tym razem łatwiej
byłoby mu przyłapać mnie na obserwowaniu go. Czy moi towarzysze celowo usadzili
nas tak, abyśmy byli naprzeciwko drużyny Akatsuki? Chyba można było się po nich
wszystkiego spodziewać.
Na sali rozbrzmiał dźwięk sygnalizujący koniec przerwy.
- Przegrywają czternastoma punktami.
To chyba dużo.
- I tak i nie. - Odpowiedział
Sasori.
- Doprecyzuj. - Zażądała Sakura.
- W teorii dużo, szczególnie jeśli
przeciwnicy są bardzo silni. Z drugiej strony to koszykówka i tu wynik może się
szybko zmienić.
- No ale skoro na początku nie dali
sobie z nimi rady, to teraz będzie pewnie tak samo. Widocznie są lepsi.
- Nie są lepsi. Są dobrzy, ale my
jesteśmy lepiej od nich przygotowani. Tylko potrzebujemy lepszej motywacji.
- A co was motywuje?
- Zależy o kogo chodzi.
- Przestań gadać zagadkami.
- Yahiko odpalił już zapalnik. Teraz
trzeba poczekać aż bomba odpali. - Sasori nie zdawał się chcieć jasno
wytłumaczyć tego Sakurze, przez co ona zdawała się w niego rzucać gromami z
oczu.
- Drużyna dziwaków. - Burknęła w
odpowiedzi. - Wszystkim wam chyba brakuje piątej klepki.
- Jest dokładnie tak jak mówisz,
wszystkim bez wyjątku. - Zaśmiał się cicho, zadowolony z jej interpretacji.
Ona tylko prychnęła, po czym skupiła się na grze. Ja również zaczęłam
ponownie obserwować to co działo się na boisku, starając się patrzeć po całej sali,
tak aby nikt nie mógł mi zarzucić, że przyszłam tu konkretnie dla kogoś.
Z czasem zaczynałam lepiej dostrzegać zagrania koszykarzy i przyzwyczajać
się do tempa gry. Jak oni to robili? Byli tacy zwinni, że czasem piłka zdawała
się znikać, a ja miałam wątpliwości kto ją w danej chwili trzyma. Chyba w
żadnej z dyscyplin tak szybko nie zmienia się punktacja. Nasza gra na w-fie to zdecydowanie
coś zupełnie innego. Tak jakbyśmy grali w zupełnie innej dyscyplinie. Kroki koszykarzy
są ogromne, piłka więcej szybuje niż odbija się od parkietu.
- Kiedy Itachi jest przy piłce
trzeba być czujnym, bo nigdy nie wiadomo czy za chwilę piłka nie wpadnie w
twoje ręce.
- Dlaczego?
- Potrafi zwieść przeciwników. Jest
szybki i zwinny. Nigdy nie wiadomo czy zrobi tylko zmyłkę i sam podejmie się
szturmu na kosz, czy też może poda komuś.
- Chyba w końcu się rozgrzał, bo
przestał pudłować.
- Nie dostrzegasz różnicy w jego
grze teraz i przed przerwą?
- Żadnej.
- Ty może nie widzisz różnicy, najważniejsze
aby trener zauważył.
- A to niby czemu?
- Wyleci jeśli się nie ogarnie do
końca drugiej rundy.
- Aż tak? - Sakura była wyraźnie
zaskoczona, ale nie tylko ona. - Ten wasz trener jest surowy.
- Dwie bójki, omijane treningi i
spadek formy to chyba wystarczająco dużo powodów, aby postawił go pod ścianą.
- Czyli chłopak się skiepścił. Także
niestety, nie zaimponuje nam dzisiaj.
- Kto wie, a ty Hinata co myślisz o
jego grze?
Jeśli to jest jego gorsza forma, to nawet w takim stanie był niesamowity.
Nie chciałam tego mówić głośno, wzruszyłam jedynie ramionami.
- Ona nie lubi kosza. Jakby chciał
jej zaimponować to musiałby zrobić coś więcej.
- Na przykład co?
- Najlepiej uratować jakiegoś
zwierzaka przed śmiercią.
- Ciekawe. Mogę mu to przekazać.
Odwróciłam się w stronę czerwonowłosego. Miałam ochotę zaprzeczyć, aby nic
mu nie mówił.
- Ale najpierw to Hinata musiałaby
wykonać jakiś gest. Wtedy może on jeszcze raz zawalczy.
- Jaki gest? - Sakura zdawała się
zainteresowana, ale też wyczułam w jej głosie jakieś niezadowolenie.
- Na przykład gdyby przyszła na
mecz, by mu kibicować.
- Jasne. My tylko tu jesteśmy i nie
kibicujemy nikomu, a Uchiha wydaje się, że nas nie zauważa. Także twój plan się
nie sprawdzi.
- Zobaczymy. - Sasori uśmiechnął się
do mnie w niezrozumiały dla mnie sposób, po czym zaczął przyglądać się
dalszej rozgrywce.
Zagwizdał sędzia, a ja odwracając wzrok, by spojrzeć na boisko, zauważyłam,
że brunet siedzi na parkiecie.
- To musiało boleć. - Słyszałam głos
przyjaciółki, ale skupiona byłam na tym co działo się na boisku.
Yahiko podał dłoń brunetowi i pomógł mu wstać. Trener zarządził zmianę,
sadzając Uchihę na ławce, a na boisko wysyłając Hidana. Gdy Itachi usiadł,
wziął ręcznik w dłonie i zaczął wycierać twarz, a później zarzucił go na głowę.
Gra się rozpoczęła, a ja patrzyłam tylko na niego. Powinnam wtedy odwrócić
wzrok, ale przyciąganie było silniejsze. Słyszałam, że moi towarzysze
komentowali dalszy przebieg meczu. Jestem prawie, że pewna, że Sakura nabijała się
z poczynań Hidana, chcąc się w ten sposób na nim odegrać za jego teksty w jej
stronę. Koszykarze biegali po boisku, a ja mierzyłam się ze spojrzeniem Uchihy.
Nie miałam wątpliwości, że teraz patrzy na mnie, chociaż ręcznik na jego głowie
ukrywał jego oczy na tyle, że nikt nie mógłby mieć pewności. Trwało to do
czasu, gdy trener klepnął go w ramię. Uchiha wstał, pokiwał głową w odpowiedzi
na słowa Kakashiego i ponownie znalazł się na parkiecie, zastępując Hidana.
Zboczony chłopak schodząc z boiska wykonał popisowe salto, ukłonił się i
usiadł, rozwalając się na miejscu, gdzie zmieściłyby się ze dwie osoby.
- Szpaner. - Prychnęła moja
przyjaciółka, a ja uśmiechnęłam się, nie mogąc powstrzymać tego odruchu.
Do końca tej rundy zostały zaledwie dwie minuty. Czyli mogły to być
ostatnie dwie minuty Itachiego jako zawodnika Akatsuki. Mimo wszystkiego co nas
spotkało, zacisnęłam kciuki, aby udało mu się przełamać gorszą passę i by
chociaż tego nie stracił.
Wejście Itachiego było widowiskowe. Nie minęła chwila, a w jego dłoniach
znalazła się piłka. On nie był kryty, to też ruszył z piłką prosto pod kosz,
odbił się chyba ze dwa metry przed koszem i skoczył tak wysoko i daleko, że
wyglądało jakby umiał latać. Piłkę wrzucił do kosza, a sam złapał się obręczy i
puścił dopiero po chwili. Na trybunach zapanował gwar. Ludzie cieszyli się ze
zdobytego punktu bardziej niż z poprzednich.
- Co to było? - Sakura wyraziła
swoje zaskoczenie, nie mniejsze niż moje.
- Uchihowski strzał. Niektórzy
przychodzą tylko po to, aby go zobaczyć.
- Co on sprężyny ma w nogach?
- Bardzo dobrze wytrenowane mięśnie
nóg. Skacze najwyżej z nas.
Piłka była w rękach drużyny przeciwnej tylko chwilę. Deidara ją przejął, a
to spowodowało, że po chwili Akatsuki zdobyło kolejne dwa punkty, ponownie zawdzięczane
brunetowi, tym razem w mniej efektowny sposób. Po trzecim zdobytym koszu przez
Uchihę, zaczęło go kryć dwóch graczy, a on tymczasem podał w magiczny sposób do
blondyna i gdy ta dwójka z przeciwnej drużyny próbowała go dalej blokować,
będąc pewni, że on trzyma piłkę, Deidara zdobył kolejne trzy punkty dla
zespołu. Gwizdek ogłaszający przerwę zdawał się pojawić zbyt szybko. Koszykarze
zeszli, a na parkiet wyszły cheerleaderki z Tsukino na czele. Ona raczej nie
dostrzegła mnie w tłumie kibiców. Ja obserwowałam ją z niechęcią, ale i
ciekawością. Mogę jej zarzucić, że jest podła, ale do popisu tanecznego nie
mogłabym się przyczepić. Była ładna, zgrabna, wysportowana i naprawdę dobrze
się ruszała. Mogłaby uchodzić za ideał, ale miała paskudny charakter. Patrząc
na nią przypomniały mi się słowa brata. On wiedział, że Itachi nigdy się nią
nie interesował, tylko ona nim. Dlaczego mi tego nikt nie powiedział? Czy tego
dnia, kiedy Itachi zapytał mnie kim jest Ropucha, to czy gdybym powiedziała, że
to Tsukino, on by rozwiał moje obawy i przypuszczenia? Co jeśli Kacper miał
rację? To ja jestem najsłabszym ogniwem w tej układance. Do tej pory dostawałam
odpowiedzi na złotej tacy. Gdy musiałam sama do tego dojść, poczyniłam złe
założenia, i decyzje. A może tak jest lepiej? Może mimo wszystko powinnam się
od niego trzymać z daleka.
W trzeciej rundzie Itachi wszedł na boisko. Widząc go przygotowującego się
do kolejnego zagrania, uśmiechnęłam się. Nasze spojrzenia spotkały się
ponownie, tylko na moment, ale moje serce ponownie zabiło mocniej. Przecież
mogłam mu życzyć dobrze mimo wszystkiego co się ostatnio działo.
Ostatnie dwie rundy minęły szybciej niż pierwsze dwie. Chłopcy z Akatsuki
odzyskali prowadzenie, a w ostatniej rundzie wyraźnie dali do zrozumienia swoim
przeciwnikom, że to zwycięstwo będzie ich. Mecz zakończył się wynikiem
osiemdziesiąt siedem, do sześćdziesięciu dwóch. Sala tonęła w wiwatach uczniów
naszej szkoły, cieszących się wygraną swoich kolegów. Nie wiedziałam nawet, że
mamy tu tylu fanów koszykówki.
Po skończonym meczu widzowie zaczęli
wstawać, a ja postanowiłam uciec. Nie podobał mi się cały ten podstęp jaki w
stosunku do mnie zastosowano, a przeczucie podpowiadało, że najlepiej jest
zmykać gdzie pieprz rośnie. Wkroczyłam na terytorium wroga i lepiej było zejść
mu z drogi, póki był na to czas. Przedzieranie się przez tłumy, to nie moja
domena. To też nim dotarłam do drzwi, ktoś bezczelnie pochwycił mnie w pasie, i
pociągając za sobą, zabrał z powrotem na trybuny. Uścisk był zbyt mocny, abym
mogła się wyrwać. Może zaczęłabym tupać, krzyczeć, rzucać się, ale to chyba w
innym wcieleniu. Sparaliżowana iż to może być Itachi, stałam w miejscu, nie
walcząc o wolność. Zbierałam myśli, zastanawiając się, co powiem, jeśli zapyta
dlaczego przyszłam, a ja nie miałam żadnego dobrego pomysłu.
- Dobry
mecz. - Ktoś wypowiedział do mojego porywacza, klepiąc go zapewne po ramieniu, bo
ja poczułam szarpnięcie od strony dobiegającego głosu.
- Dzięki.
Następny będzie jeszcze lepszy. - Głos nie należał do Uchihy. Odwróciłam głowę,
aby dostrzec kto mnie trzyma. Bez problemu rozpoznałam Yahiko po jego
charakterystycznych włosach, jednocześnie dziwiąc się, że nie ma ani jednego
kolczyka. - W końcu się pojawiłaś.
- Możesz
mnie puścić? - Dałam radę grzecznie zapytać, choć powinnam to wykrzyczeć.
- W swoim
czasie.
Podeszli do nas Sasori i Sakura.
- Czemu
ją trzymasz? - Zapytała podejrzliwie moja przyjaciółka.
- Bez powodu - Koszykarz wydawał się rozbawiony.
- Więc ją puść.
- W swoim
czasie. Ona ma tu coś jeszcze do załatwienia.
To mi się nie podobało. Kiedy Sakura
chciała złapać za jego dłoń, by pomóc mnie oswobodzić, Sasori ją powstrzymał.
- A ty
co? - Oburzyła się jego zachowaniem. - Niech on ją puści. - Widziałam złość w
jej oczach. - Umówiliśmy się, że Hinata ma jedynie pojawić się na meczu, nie
było mowy o czymś więcej.
- No cóż,
to teraz już jest mowa. - Wesołym głosem odparł chłopak, który mnie trzymał. -
Wiesz co masz robić? - Pytanie skierował do Sasoriego. Czerwonowłosy kiwnął mu
głową. - Super, to widzimy się za chwilę.
Yahiko przerzucił mnie przez ramię i
poszedł ze mną, niosąc mnie z taką lekkością, jakbym nic nie ważyła. Sakura
próbowała zareagować, ale Sasori wyciągnął ciężką artylerię. Zastanawiałam się,
czy tym razem moja przyjaciółka była gotowa na atak jego ust. Nim zostałam
wyniesiona z sali, widziałam, że już przestała się opierać. Ona zdecydowanie
nie mogła być moim ochroniarzem. Miała tak wielką słabość do ust Sasoriego, że
była w stanie przegapić moje porwanie. Nie wiedziałam co ode mnie chciał
miłośnik kolczyków. Kiedy otworzył drzwi od szatni, miałam ochotę zapaść się
pod ziemię.
- Wywal
wszystkich. - Rzekł do jakiegoś kolegi, a ja wreszcie stanęłam na własnych
nogach.
Kątem oka widziałam całą drużynę,
przebierającą się po meczu. Pisnęłam odwracając głowę. O zgrozo! Z drugiej
strony też byli. Moje oczy natrafiły na roześmianego Hidana. Stał jedynie w
slipkach, nic sobie nie robiąc z mojej obecności. Zaledwie po chwili pierwsi ze
sportowców zaczęli opuszczać szatnię. Spod prysznica, owinięte w sam ręcznik
wyszły chyba dwie osoby. Przywarłam do klatki piersiowej porywacza, zasłaniając
oczy. Nie trzymał moich dłoni, ponownie jedynie podtrzymując mój pas. Chyba
zdał sobie sprawę z tego, że kiepski ze mnie uciekinier.
- Lepiej,
aby was nie zobaczył w takiej pozycji. - Mruknął ktoś z boku.
- Jakoś
się wybronię jakby co. No szybciej.
Zaledwie po chwili zostałam tylko ja
i Yahiko. Wtedy też odsunął się ode mnie.
- Pogadaj
z nim.
- Z kim?
- Odpowiedziałam błagając w myślach, aby ten podstęp nie był tym co
podejrzewałam.
- Dobrze
wiesz z kim. Chcemy odzyskać kapitana i kumpla. Jeśli nie chcesz z nim gadać,
to chociaż go wysłuchaj. Na pewno ma prawo powiedzieć coś na swoją obronę.
- Nie…
Proszę, nie.
Ale on już wyszedł, zamykając za
sobą drzwi. Sam dźwięk jaki doszedł z zamka sugerował, że bez klucza stąd nie
wyjdę. No a klucz był po drugiej stronie, w rękach osoby, która mnie tu
przyniosła.
* * * * *
Miałam niesamowitą frajdę pisząc ostatnie dwa
rozdziały. Odświeżyłam sobie swoje historie i ponownie poczułam przepływ myśli i
chęci na kontynuację. Teraz sama sobie kibicuję, aby to jeszcze jakiś czas ze mną pozostało.
Nienawidzę Cię, że skończyłaś, jak mogłaś! Ale uwielbiam Cię, za ten rozdział dziś. Idealna niespodzianka na walentynki. Proszę nie każ długo czekać. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńCzyli dalej potrafię tworzyć wredne zakończenia.
UsuńW zasadzie scenę w szatni mam już rozpisaną, z której jestem zadowolona, chociaż nie wiem czy innym się spodoba. Mam też pomysł na następną scenę. Jak zabiorę się za zapisanie tego co w głowie, to podzielę się tym na blogu. Kto wie kiedy to będzie. Myślę, że w tym roku, bo mam chętkę na pisanie. Chociaż piszę w międzyczasie inne opowiadanie, które planuję wstawić, jak napiszę całe, albo prawie całe, aby nie zaczynać kolejnego, bez zapewnienia kiedy można spodziewać się zakończenia.
Dzięki za komentarz. Nie sądzę, abym przestała pisać, nawet jeśli tu nikt nie będzie już chciał czytać moich wypocin. Jednak mobilizacja do tworzenia i dzielenia się z innymi jest większa, gdy ktoś jest zainteresowany tym co robię.
Ja to zawsze będę stałym czytelnikiem, nie ma tygodnia, kiedy nie zerkam! Sama kiedyś pisałam i inspirujesz mnie do tego by wrócić. Nie mogę się doczekać rozdziału i nowego opowiadania. Zazdroszczę, że znajdujesz na to czas :)
UsuńCzasem zarywam noce, ale nie żałuję :)
UsuńO matko, zaglądam a tu nowy rozdział a nawet rozdziały :) Przyznam szczerze, że muszę sobie chyba odświeżyć całą historię bo wielu rzeczy już nie pamiętam dobrze. Pozytywnie uderzyło mnie, że chłopaki uknuli plan by "odzyskać kumpla i kapitana". Fajnie że dbają o siebie nawzajem. Szczerze kibicuję naszej parze ale podejrzewam że scena w szatni raczej nie pójdzie po mojej myśli ^^ pozostaje mi tylko czekać na kontynuację. Trzymam kciuki za wenę i czas by rozciągał się jak guma :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Annyi
Zastanawiam się czego spodziewają się ci co czytają tą historię. Co wydarzy się w szatni? Oraz to czego spodziewają się po mnie czytelnicy. Mam tą scenę już spisaną od dawna i ona się nie zmieni, jest taka jak powinna być pod każdym względem, chociaż w głowie czasem kręcą mi się inne alternatywy skrajne od tego co napisałam.
UsuńCi koszykarze to fajna epika ;)