czwartek, 25 maja 2017

Monsun - Rozdział 7



Po mieszkaniu chodziła lekko poddenerwowana brunetka. Czekała już kwadrans na swojego przyjaciela, a on standardowo się spóźniał. Niby powinna się do tego przyzwyczaić, w końcu nawet jej się to zdarzało, jednak od mężczyzny wymagała bezwzględnej punktualności. Znała takiego, co to nigdy nawet o sekundę nie dotarł później. Prychnęła pod nosem na wspomnienie owego mości pana.
- Jeszcze się taki nie narodził, co to byłby ideałem. Zawsze macie coś za uszami. - Zajrzała za firankę. Dostrzegła przez okno, jak blond czupryna energicznie majda się w każdą stronę znad wysokiego żywopłotu. Oznaczało to, że nadciąga wreszcie Uzumaki. - Szesnaście kopniaków za szesnaście minut spóźnienia. - Rin burknęła cicho.
Gdy żywopłot się skończył, dostrzegła obok przyjaciela niższą postać. Nie znała owej osoby, mimo tego wiedziała kogo prowadzi blondyn. To musiała być dziewczyna, jaką zaprosił Naruto na wczorajsze wyjście. Znali się na tyle długo, że przewidziała iż Uzumaki nie odpuści i przyprowadzi swoją nową koleżankę. Nie zdziwiło ją, że owa osoba nie wyglądała jak typowa nastolatka. Często śmiała się z przyjaciela, że jak magnez przyciąga i kolekcjonuje wokół siebie dziwnych ludzi, którym często ciężko jest odnaleźć się w aktualnym świecie, bądź po prostu brakuje im piątej klepki.
W domu rozbrzmiał dzwonek, a raczej skrzekot, który kiedyś przypominał kanarka, ale coś się w mechanizmie popsuło i teraz bardziej kojarzył się ze skrzeczącym nietoperzem. Dźwięk powtarzał się nieprzerwanie. Drzwi otworzyły się z impetem, a w nich stanęła rozwścieczona brunetka z kijem hokejowym w ręku.
- Zabierz rękę z dzwonka, albo zostanie ci po niej tylko kikut, a twoje jaja posłużą mi za krążek w najbliższym meczu.
Na słowa sfrustrowanej dziewczyny rozbrzmiał głośny śmiech blondyna. Jego nowa koleżanka była przerażona i nie wiedziała jak się zachować. Stojąca w drzwiach brunetka, zdawała się być bardzo zdenerwowana, a jej prośba jak najbardziej realna. Czarny strój z wizerunkiem płonącej czaszki na koszulce, do tego pasek z ćwiekami, podobna bransoleta na nadgarstku, rząd kolczyków na lewym uchu i jeden we wardze wystarczyło, aby Hinata pożałowała, że w ogóle się tu znalazła. To nie był jej świat, a tacy ludzie na ulicach ją przerażali.
- Palant. - Burknęła z stronę blondyna, po czym jej twarz złagodniała, a uwaga skupiła się na nowej osobie. - Część, jestem Rin. Ty zapewne jesteś Hinata. - Dziewczyna jedynie pokiwała na potwierdzenie, delikatnie odwzajemniając posłany jej uśmiech. - Miło cię w końcu poznać. Naruto sporo o tobie ostatnio mówił.
Słowa Rin wywołały wściekłego buraka na policzkach Hyugi. Nie miała pojęcia o czym mógł opowiadać Naruto, bo w jej mniemaniu niewiele dobrego można było, za to wad miała aż nadto.
- Wejdźcie. - Zakomunikowała Rin, widząc minę nowo poznanej osoby. - Naruto, skoro się spóźniłeś, to teraz musisz to odpokutować. Mam dla ciebie zadanie w moim pokoju.
- Będziemy testować łóżko? - Z rozbawieniem zwrócił się Uzumaki. Wiedział, że w ten sposób jeszcze bardziej ją zirytuje.
- Marzenie ściętej głowy. Ruszaj, bo jak tak dalej pójdzie, to ty zostajesz, a ja z Hinatą ruszamy na kręgle.
Gdy tylko w trójkę znaleźli się w pokoju Rin, Naruto rzucił się na idealnie pościelone łóżko. Dziewczyna widząc to, aż wrzasnęła. Miała bzika na tym punkcie. W jej pokoju stały dwa wygodne fotele w kolorze mlecznej czekolady i kilka puf wypchanych styropianowymi kulkami o dziwo w kolorystyce kremowej, a wszystko to, aby nikt nie siadał na łóżku przykrytym kremową narzutą, z gustownie ułożonymi poduszkami i dwoma dużymi misiami. Uzumaki dobrze to wiedział, ale lubił robić jej na przekór, stąd też takie, a nie inne zachowanie.
- Ja cię kiedyś za to uduszę. - Wysyczała przez zaciśnięte zęby. - Wstawaj! W misce jest firanka. Wieszaj ją na okno!
- Ty chyba sobie żartujesz. Ja nie robię takich rzeczy. To babskie zadanie.
- Czy ktoś się ciebie o coś pytał? Bozia dała wzrost, więc mądrze z niego korzystaj. Łapki w górę i zapinasz!
- Kiedy ja się na tym nie znam. Coś ci popsuję i kilka lat będziesz mi to wypominać.
- To żadna filozofia. Robisz zakładkę i zapinasz żabką. Jedyne co musisz kontrolować, to aby były równe odległości. No to jazda.
- Czemu sama tego nie zrobisz? Jakoś do tej pory radziłaś sobie beze mnie.
- Ja to robię dla dobra twojej przyszłej żony. Mamusia cię rozpieszcza, więc ktoś cię musi nauczyć podstawowych czynności.
- Mi się nie wydaje, aby chodziło ci wyłącznie o dobro Sakurci.
- Ja to mogę zrobić. - Niespodziewanie odezwała się Hinata. Przez moment para przyjaciół zapomniała, o obecności trzeciej osoby.
- Nie ma takiej opcji. - Twardo zaprzeczyła Rin.
- Ale dlaczego? Przecież ona zrobi to dużo lepiej ode mnie. No i szybciej, a ja nawet nie wiem i nie rozumiem jak żaby mają utrzymać firanę.
- Nie wykręcisz się Uzumaki, ani też nie udawaj idioty. Mój brat pożyczył sobie drabinę i przepadła jak kamfora, a bez niej tylko ty dosięgniesz do sufitu.
- To jak ją niby ściągnęłaś?
- Nie ja to robiłam, tylko ten dureń co mieszka za ścianą.
- No ej! - Blondyn wykrzywił usta. - To on dostaje to prostsze zadanie, a ja mam pokutować za niego?
- No niestety, ale na dobre ci to wyjdzie. Zyskasz nową umiejętność i w przyszłości zaimponujesz Sakurze. - Nie musiała już dodawać, że brachol dał nogę z domu, jak tylko firanka znalazła się w dłoniach młodszej siostry. Wystarczyły dobre argumenty, aby Uzumaki robił co chciała, a ona zawsze miała jakieś w zanadrzu i nigdy nie ustępowała.
Naruto wiedział, że jak Rin coś sobie ubzdura, to nie ma sposobu aby to jej wybić z głowy. Stanął więc na przygotowanym taborecie i zajął się wyznaczonym zadaniem. Przyjaciółka dawała mu szczegółowe instrukcje, a on nieco koślawo, ale brnął do przodu. Hinata przysiadła na jednej z puf w kącie i obserwowała sytuację z boku z lekkim uśmiechem. Momentami miała wrażenie, że ogląda kabaret na żywo. Choć Rin zdawała się przerażająca, to biła od niej miła aura. Było też widać jak swobodnie czuła się w swoim towarzystwie para przyjaciół. Hyuga siedząc z boku, miała idealne warunki, aby przyjrzeć się układzie w pokoju. W oczy rzucało się to, jak wystrój kontrastował z wizerunkiem właścicielki. Ona swoim wyglądem i mocnym charakterem budziła respekt. Pokój natomiast emanował ciepłem, przytulnością i harmonią. Nie było tu ani jednej niepotrzebnej rzeczy. Wszędzie panował porządek i ład. Na żadnej półce nie można było dostrzec ani pyłku kurzu, a stolik kawowy można by było pomylić z nowym, gdyby nie mała ryska na szklanym blacie i drobne wyżłobienie w drewnianej oblamówce. Na małym bieżniku stała szykowna ozdoba, prawdopodobnie kupiona w sklepie z ręcznie wykonanymi rzeczami. Przedstawiała coś na kształt drzewka bonzami z drobnymi kwiatkami w lazurowym kolorze. Co kawałek wystawał delikatny, mały listek. Zaskakiwała staranność wykonania każdego z elementów. Gdyby Hinata czuła się swobodnie w towarzystwie, to zapytałaby gdzie można coś takiego kupić i chętnie postawiła w swoim pokoju na biurku podobną dekorację. Gdy oderwała wzrok, znalazła jeszcze kilka podobnych przedmiotów, które idealnie harmonizowały wystrój. Gałąź długości około pół metra z takimi samymi kwiatkami, tylko w większej wersji, zawieszona na ścianie i kilka skupisk lazurowych płatków na papierowym abażurze od lampy. Patrząc na Rin, mało kto przypuszczał, że ściany w jej pokoju nie są czarne, ani nawet ciemne. Panowały tu jasne kolory, kremowe, mleczne, jedynie komody na ubrania kontrastowały ciemnym brązem. Hinata musiała przyznać w duchu, że jej pokoik wypada blado przy tym i chętnie zamieniłaby się z Rin. Z rozmyślań wyrwał ją okrzyk blondyna, obwieszczający iż zakończył zadanie. Naruto pochylił się do przyjaciółki i wystawił dziobek, twierdząc, że należy mu się buziak za dobrą pracę. Rin odepchnęła jego twarz otwartą dłonią, twierdząc, że aż tak dobrze mu nie poszło, a ona będzie teraz musiała patrzeć na to wszystko tak długo, póki drabina nie wróci do domu. Chłopak się nadąsał, a brunetka przechodząc koło niego mocno zdzieliła go w tyłek. Tym oto sposobem kazała mu zwierać poślady, bo najwyższy czas było ruszać do kręgielni.
W trójkę dotarli dość szybko do miejsca docelowego. O ile dwójka czuła się jak w domu, to Hinacie było nieswojo. Nigdy nie była w kręgielni i nie wiedziała jak się zachować. To jej pierwszy wypad na miasto w towarzystwie. Neji ją czasem chciał ze sobą zabrać, ale ona odmawiała, nie chcą narobić mu wstydu. Naruto miał dużo silniejsze argumenty, dlatego nie zdołała się wykręcić od wspólnego wyjścia.
- Chodź ze mną. Znajdziemy ci jakieś buty. - Rin zwróciła się do Hyugi i ujmując jej nadgarstek, pociągnęła za sobą. Miała bardzo miły głos i nadzwyczaj melodyjny, gdy nie przybierała maski twardzielki. - Naruto mówił ci cokolwiek o tym miejscu, albo o naszej paczce?
- Niespecjalnie. - Słowa Hyugi zabrzmiały jak przeprosiny.
- Cały on. Kabuto, butki dla tej pani. - Zawołała do mężczyzny obsługującego lokal. Podszedł, spojrzał na stopy Hinaty i nie pytając o rozmiar, przyniósł odpowiednie. - Przymierz, powinny być dobre. On ma rentgen w oczach i nie tylko buty potrafi dobrać na miarę.
W tym czasie Rin ze specyficznym uśmiechem na chwilę zniknęła na zapleczu. Wróciła w odpowiednim obuwiu. Uśmiechnęła się do Hinaty i zaczęła ją wprowadzać w temat.
- Tam są toalety, - wskazała dłonią na drzwi w kącie sali - ale jakby były bardzo oblegane, to idziesz na zaplecze i tam jest WC dla personelu. Kabuto jakby co, pokarze ci co i jak. Koleś jest małomówny, ale lepiej go nie prowokować do rozmowy, bo jak się rozkręci, to zarzuci cię swoją filozoficzną gadką. Gdy jest w transie, to nic i nikt nie jest w stanie go przekonać, że się myli. To też nie ma co się pocić na darmo. Lokal należy do rodziców naszego kumpla Shikamaru. - Rin przystanęła i z oddali wskazała na grupkę osób w której stał Naruto. - To ten z kitką i znudzeniem na twarzy. Fajny facet, ale strasznie leniwy i marudny. Gramy tu za darmo, pod warunkiem, że on jeździ z rodzicami na różnego rodzaju konkursy i zloty rodzinne, gdzie w grę wchodzą kręgle. Płacimy jedynie za to co tu zamawiamy, ale ze zniżką. W czerwonych włosach jest Gaara. Spokojny i bardzo dziwny człowiek, czyli idealny członek naszej paczki. Gaara jest praktycznie zrośnięty z aparatem. Odkłada go jedynie wtedy, gdy idzie pod prysznic, choć ostatnio coś wspominał o takim, gdzie mógłby robić zdjęcia pod woda, a czasem próbuje swoich sił z kamerą. Na koniec Kiba. To drugi Naruto i choć czasem ma się wrażenie, że są identyczni, to jednak bardzo się różnią. Naruto nie wyobraża sobie życia bez rolek, a Kiba czasem jeździ na bmxie, ale nie przejdzie obojętnie koło stoiska z grami. Jak wychodzi jakaś nowa, to on na kilka dni jest nieuchwytny i ciężko go gdziekolwiek wyciągnąć. Ta dwójka jest pierwsza do wszelakich rodzajów wygłupów, wariactw i dziwacznych zakładów. Nigdy nie mów, że czegoś nie dadzą rady zrobić, bo wskoczyliby w ogień, aby udowodnić, że się mylisz. To tak pokrótce. Grałaś kiedyś w kręgle?
Hinata zaprzeczyła jedynie ruchem głowy. Było jej głupio, bo czuła, że się nie nadaje do tej gry. Nie wiedziała tylko, jak się z tego wykręcić.
- Ja mogę obserwować jak wy gracie.
Na jej słowa Rin zareagowała parsknięciem.
- Idź do chłopców, a ja zaraz do was dołączę. No i nie łódź się, że się wykręcisz. W końcu dzięki tobie mamy parzystą liczbę graczy.
Hinata przyglądała się odchodzącej dziewczynie. Podeszła ona do Kabuto i zaczęła coś klikać w komputerze. Na chwilę została sama, a bez towarzystwa poczuła się jeszcze bardziej nieswojo niż wcześniej. Odwróciła się do chłopców, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Wolałaby stąd wyjść. Od dawna wiedziała, że bliżej jej do tchórza niż do choćby normalnego człowieka. Mimo tego zmusiła się, aby postawić pierwszy krok, później drugi i stojąc około trzech metrów od Naruto, zaprzestała dalszej drogi. Ze stresu nie zauważyła, że jest obserwowana przez nastolatka, który bacznie się jej przyglądał. Dyskretnie uniósł aparat i zrobił jej zdjęcie. Dostrzegł ją również brunet w kitce i szturchnął gestykulującego blondyna. On odwrócił się i szeroko uśmiechnął.
- No nareszcie, już myślałem, że dałaś nogę. Chodź! - Dał dwa kroki do przodu i pociągnął dziewczynę do siebie. - Shika, Gaara, Wichura. - Naruto szybko przedstawił swoich przyjaciół. Hinata dziękowała w duchu, że Rin powiedziała jej nieco więcej o ich znajomych, bo po wypowiedzi blondyna nie zapamiętałaby kto jest kim.
- Miło mi. - Z lekkim zawstydzeniem spojrzała na chłopców.
- Możesz mi też mówić Kiba. - Jako pierwszy wyciągnął do niej rękę nastolatek przedstawiony jako Wichura. On też stał najbliżej. - Czemu cię wczoraj nie było? Myśleliśmy, że Naruto coś pokręcił i źle ci podał adres, albo godzinę.
- Shikamaru. - Lekko odpychając kolegę, stanął przed Hyugą.
- Hinata. - Uścisnęła jego dłoń, po czym on wrócił na swoje miejsce, rozsiadł się wygodnie i przymknął oczy. Odwróciła się w stronę Kiby, chcąc mu odpowiedzieć na pytania, ale chłopak razem z Naruto sprzeczali się już o coś innego.
- Wygląda na to, że będziemy w przeciwnych drużynach. Dużo razy grałaś?
- To mój pierwszy raz.
- Siadaj, będziesz miała lepszy widok na to, co zaraz nastąpi. - Gaara wskazał Hinacie miejsce koło siebie.
- No to gramy! Pokemony zaczynają! - Rin klasnęła w dłonie.
Najpierw wszyscy spojrzeli na nią, a później na tablicę wyświetlającą dane graczy. Zaczęło się od śmiechu, a potem były pretensje. Prawa kolumna głosiła: Zboczeniec, Hinata, Shikamaru. Lewa: Żabcia, Rin, Gaara.
- Czemu nie napisałaś Lisi Demon? Umawialiśmy się przecież. - Naruto z grymasem na twarzy przyglądał się wrednemu uśmiechowi Rin.
- Jak chcesz, to ja zamienię się z tobą. - Kiba położył dłoń na ramieniu blondyna.
- Zapomnij.
- To nie narzekaj. Przynajmniej nie widniejesz tu jako zboczeniec.
- Grajcie w końcu. - Rin zasiadała na wolnym miejscu koło Hinaty. - Który zbije mniej kręgli, to idzie po napoje.
W ten sposób zakończyła wszelkie spory. Męskie ego i zapał do wygrania zwyciężyły. Obaj wybrali sobie kule, stanęli na przeciwko siebie i mierzyli się wzrokiem jak dwóch rewolwerowców z dzikiego zachodu. Stali w skupieniu, zaciskając zęby i mrużąc gniewnie oczy. Hinata nie wiedziała jaki sens jest w ich zachowaniu. W końcu blondyn podskoczył z radości.
- Jest! Sto dwadzieścia siedem do stu dwudziestu pięciu.
- No gdzie? Nie mrugnąłem.
- Ale spojrzałeś w bok.
- To się nie liczy. Wiesz, że to silniejsze ode mnie. - Kiba próbował się wybronić, ale wiadomo było, że mu się nie uda.
- To ich standardowy pojedynek. - Gaara nie wykazywał wielkiego zainteresowania nową osobą, lecz mimo tego postanowił jej wytłumaczyć co się dzieje. - Przegrywa ten, który pierwszy mrugnie. Kiba jest w tym mistrzem, ale ma pewną słabość. Wyczuwa zapachy, których my nie wyłapujemy i nie potrafi się powstrzymać, kiedy czyje przechodzącą dziewczynę, aby na nią nie spojrzeć. To dlatego przegrywa.
W czasie tłumaczenia Kiba strącił osiem, a Naruto siedem kręgli. W drugim rzucie obaj dobili do dziewięciu. Jako, że nie było wygranego, poklepali się pięściami po klatce piersiowej jak dwa goryle i wspólnie poszli po napoje. Rin wybrała Hinacie kulę i wytłumaczyła znaczenie ich kolorów. Pokazała jak należy chwycić kulę i w jaki sposób powinna wyglądać prawidłowa postawa. Dziewczyna w dużych okularach dokładnie obserwowała w jaki sposób Rin bierze zamach i wprowadza swoją kulę w toczenie po powierzchni toru. Mimo starań dokładnego powielenie ruchów Rin, nie udało się Hyudze stracić ani jednego kręgla. W drugiej turze było tak samo. W ten sposób drużyna po lewej stronie prowadziła o dziesięć punków, zdobytych przez doświadczoną zawodniczkę. Nim ostatnia para zawodników wstała, chłopcy wrócili z napojami. Naruto zerknął na wyniki.
- Hinata nie rzuciła jeszcze?
Dziewczyna chciała zapaść się pod ziemię. Miała nadzieję, że nikt nie zobaczy, jak bardzo źle jej poszło.
- Wiedziałeś, że pierwszy raz jest na kręgielni? - Rin zapytała Naruto z lekkim wyrzutem.
Blondyn uśmiechnął się szeroko, drapiąc się po głowie. Przez myśl mu nawet to nie przeszło. Dla niego nie grać nigdy w kręgle, to jak nie mieć telefonu w dwudziestym pierwszym wieku.
- Spoko loko, i tak mamy wygraną w kieszeni. - Kiba puścił oczko do Hinaty. - W końcu w naszej drużynie jestem ja. - Nabrał powietrza w płuca, wypiął klatkę piersiową, pusząc się jak paw.
Na jego słowa Naruto się zaśmiał, a Rin cicho parsknęła pod nosem.
To Gaara wyjaśnił nowej koleżance na czym polegała pewność Kiby. W ich drużynie był Shikamaru i to on miał im zagwarantować zwycięstwo. To jednak nie było ważne, bo od dawna spotykali się po to, aby dobrze się bawić. Wygrana czasem dawała zwycięzcom możliwość wyboru kolejnego miejsca spotkania, a czasem była kompletnie lekceważona. Podobne podejście było tego dnia. Już w drugiej rundzie Kiba i Naruto zaczęli się wydurniać, udając postacie z komiksów oraz filmów i przedstawiać to, jak według nich oni by grali. To powodowało, że czasem kończyli z dobrym wynikiem, a czasem nie udało się zbić żadnego z kręgli. Chętnych do nauki Hinaty gry, nie brakowało. Naruto jako pierwszy stanął za nią i trzymając jej rękę, pokazał jak ma wziąć zamach. Choć czuła się nieswojo, to tym razem z pomocą blondyna udało się zdobyć pięć punktów. Kiba również próbował dawać jej dobre rady. Shikamaru wypowiedział tylko kilka słów i zalecił trening. Jedynie Gaara nie ingerował. Jemu też nie szło najlepiej, a on zdawał się tym w ogóle nie przejmować. Humor obu drużyn był coraz weselszy, za sprawą dodatku dolewanego do soku. Ponieważ nie byli pełnoletni, to nie mogli kupić alkoholu w lokalu, ale zawsze mieli jakiś przemycony z domu. Nie chodziło o to by się spić, tylko o to, żeby zrobić coś, czego w teorii nie mogli, a praktycznie wykazywali się niezłym sprytem. Na zwrot: „nasikaj mi do buta”, Kiba brał szklankę z sokiem pod blat i tam dolewał wódki z butelki, którą trzymał w plecaku. Gdy pierwszy raz padły te słowa, Hinata spojrzała z dezorientacją na towarzystwo. Dwóch największych żartownisiów zaśmiało się, widząc jej minę. Wtedy też Rin opowiedziała jej historię z przed pół roku. Byli na kręgielni już od ponad godziny. Kiba robił wtedy drinka dla Rin. Naruto skończył swoją turę i zadowolony z siebie, w rozpędzie rzucił się do stolika. Wpadł na Wichurę, a on oblał jego i siebie drinkiem. Uzumaki wyskoczył z miejsca jak szalony, po czym krzyknął na cały głos: „No ej! Nasikałeś mi do buta!”. Wszyscy obecni ludzie w kręgielni spojrzeli na krzyczącego blondyna, a potem szukali wzrokiem osoby, do której wypowiedziane zostały oskarżycielskie słowa. Ciche chichoty przerodziły się w głośny śmiech po tym, jak Kiba z nieukrywaną pretensją odpowiedział: „Wal się. Przez ciebie nalałem w portki”. Żaden z nich nawet nie próbował tłumaczyć sytuacji. Obaj mieli gdzieś to co inni sobie o nich pomyślą oraz jak opacznie mogły zostać zinterpretowane ich słowa.
Hinatę zaskoczyło to, jak ciepło została przywitana przez przyjaciół Naruto. Często nie wiedziała o co chodzi, gdy sobie żartowali, albo wspominali wydarzenia z przeszłości. Mimo tego uśmiech prawie w ogóle nie schodził jej z twarzy, a po pewnym czasie poczuła zakwasy na policzkach. To był najlepszy wypad na jakim kiedykolwiek była i bardzo żałowała, że nie miała odwagi dołączyć do grona nowych znajomych wczorajszego dnia. Zaskoczyło ją, gdy Gaara poprosił ją o pożyczenie okularów. Wpadł mu pomysł na zdjęcie z ich udziałem. Była przekonana, że to kiepski pomysł, bo oprawki były staromodne i lekko podniszczone, ale nie miała odwagi na wypowiedzenie swojego zdania głośno. Gaara zrobił serię zdjęć. Po jego minie nie można było wywnioskować czy jest zadowolony czy też nie. Coś klikał w aparacie, a potem dźwięk migawki wyrwał Hinatę z zamyślenia. Nie miała pewności, ale same przypuszczenia wywołały u niej rumieńce na policzkach. Czy on ją sfotografował? Mimo nieśmiałości, zwróciła się do niego.
- Robisz piękne zdjęcia.
- Widziałaś jakieś? - Zapytał lekko zbity z tropu, bo w końcu niczym jej się nie chwalił.
- Naruto pokazał mi na stronie.
- Na której? - Teraz wydał się dużo bardziej zainteresowany.
- Na… - Przez chwilę zawahała się. Nie wiedziała jak dokładnie ją nazwać. Skupiła się wyłącznie na przeglądaniu zdjęć i filmików. - Były tam zdjęcia z zawodów, w których brał udział Naruto.
- A, te zdjęcia. - Gaara delikatnie uniósł prawy kącik ust. - Cały Uzumaki.
- Zawsze zabierasz aparat na wyjścia z przyjaciółmi? - Tego pytania nie musiała zadawać. Rin już jej mówiła, że czerwonowłosy nigdzie nie rusza się bez aparatu. Chciała jednak podtrzymać rozmowę.
- Zawsze. - Odpowiedział jej zdecydowanie i wyraźnie skupiając na niej całą swoją uwagę. - Dokumentuję dzięki niemu wszystkie ważne wydarzenia oraz sytuacje, jak na przykład dziś.
- Dziś były jakieś zawody? - Zapytała trochę smutna faktem, że je przegapiła, ale z nadzieją, że obejrzy kolejne nowe zdjęcia z Naruto w roli głównej.
- Gdzieś na pewno taka impreza się odbywała, ale nie to miałem na myśli. - Swój wzrok ponownie przykuł do ekraniku w aparacie. Wyglądało, że przestał się nią interesować. W rzeczywistości podglądał ją przez obiektyw. - W końcu dzisiejszego dnia dołączyłaś do naszej grupy.
Na to czekał. Na jej szczere zaskoczenie jego słowami, a przecież jeszcze nie oddał jej okularów. Kiedy myślała, że jest sama ze swoimi emocjami i rozważaniami po jego słowach, on nacisnął przycisk i zrobił jej całą serię zdjęć.
- Dzięki za pożyczenie. - Gaara podał Hinacie jej okulary, a później odszedł, aby zrobić kilka fotek wydurniającym się kumplom.
Koło dwudziestej trzeciej Naruto i Rin odprowadzili Hinatę blisko jej domu. Żegnając się z nimi, czuła smutek. Uzumaki zabrał ją ze sobą, bo pomogła mu z historią. Teraz nie będzie miał już powodu, aby to zrobić. Zastanawiała się, czy może nie zaproponować mu jeszcze jakiejś pomocy, może wtedy taki dzień jak dziś zdarzy się ponownie.
* * * * *

Rozdział miałam napisany już jakiś czas temu, ale ciągle czegoś mi w nim brakowało i coś nie pasowało. No i dziś w końcu poczułam to co lubię (czytaj: wenę). Tym oto sposobem dopisałam zakończenie, ale niestety nie miałam czasu na jakieś szczegółowe sprawdzanie, więc proszę nie bijcie ani za błędy, ani za to, że tak rzadko tu goszczę. Tekstu jest więcej niż zwykle w tym opowiadaniu :) Więcej, to nie znaczy, że aż tyle co w Poświęceniu czy Skorupie, ale starałam się  :))
Pozdrawiam wszystkie moje czytelniczki i czytelników (jeśli tacy są) :)) Stęskniłam się za Wami. Ostatnio mam sporo pomysłów na kontynuacje zaczętych opowidań. Szkoda tylko, że zdania ułożone w głowie automatycznie nie notują się w kompie ;)
 Buziole :*

 

8 komentarzy:

  1. Hej :D Dobrze widzieć nowy rozdział :) Czekam na kolejne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na to ile czasu zajęło mi napisanie tego rozdziału oraz biorąc pod uwagę fakt kiedy był poprzedni, to aż boję się pomyśleć kiedy opowiadanie doczeka się finału. Oby coś w tej kwestii się poprawiło.
      Dziękuję za komentarz :-)

      Usuń
  2. Całkowicie popieram stworzenie maszynerii, która automatycznie przepisze myśli do edytora tekstu; jak tylko wymyślą, zainwestuję! ^^
    Rozdział dość pobudzający do domysłów odnośnie dalszej akcji. A przynajmniej ja już sobie z niego kilka ciekawych i zdecydowanie przyszłościowych koncepcji wydedukowałam, jednak zobaczę, w którą stronę zwrócisz fabułę. Może w żadną z tych, co domyśliłam. Poskarżę się też, iż ostatni wpis, był tak dawno, że na początku nie ogarnęłam po tytule wcześniejszej fabuły, dopiero Naruto na rolkach przypomniał mi, która to historia.
    W każdym razie weny życzę i wyczekuję na dalsze: Labirynty, Skorupy, Muspelheimy i całą resztę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo jestem teraz ciekawa twoich domysłów i tego, czy któryś z nich pokrywa się z moim planem na fabułę.
      Po twoim komentarzu zerknęłam na to, kiedy dodałam poprzedni rozdział Monsuna i nieźle się zdziwiłam. Dalej dumając, to aż ciężko mi na sercu, że Skorupa jeszcze nie skończona. Ech, wszystko nie tak idzie jak miało. Pocieszam się jedynie, że nie tylko ja mam gorszy okres, więc może jeszcze wrócą lepsze dni.
      Dziękuję za komentarz :-)

      Usuń
  3. Tak, nareszcie!!!
    W końcu uwinęłam się z robotą i pierwsze co zrobiłam, rzuciłam się na ten rozdział jak na świeże mięsko :D
    Ranyyyyy. Tak mi tego brakowało.
    Kurcze, Rin wymiata. Normalnie od razu zyskała moją sympatię, wywołując przy tym, salwę śmiechu swoim zachowaniem. Zagoniła Naruto do pracy, wystosowała w jego kierunku groźbę karalną i była potulna jak baranek dla Hinaty. Po prostu cudo :D
    Dalej rozwaliły mnie te pseudonimy na ekranikach, a jak już wyjechałaś z historią o sikaniu w butach, po prostu rozryczałam się ze śmiechu. A tak było mi go ostatnio mało. Dziękuję ^^
    Gaara... Kurcze, fajnie przedstawiłaś go i jego profesjonalne podejście do zdjęć. Zabrał jej okulary by wychwycić emocje. Sprytna Bestia ;)
    Jestem pewna, że Uzumaki nie zleje Hinaty. No i mam nadzieję, że jego kumple nie polubią Sakury, kiedy ją poznają. Cóż apropo. Ta wzmianka o żonie -> genialne. Odpowiedź Naruto -> zabije :/ Czekam tylko na moment aż kopnie ją w dupę ^^
    Super rozdział ^^ Fajnie, że dłuższy niż normalnie, ale i tak tego mało, bo co jak co, ale te najlepsze rzeczy to zawsze szybko się kończą. Tęskniłam ^^
    Pozdrawiam, weny życzę i czekam na to, co wyjdzie spod Twojej ręki ^^
    PS.Co do błędów to wkradły się może dwie literówki, więc nie bój żaby ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi to chyba też brakuje pisania. Co ja piszę! nie chyba, a na pewno. Choć rokowania są kiepskie na czas, to w głowie coraz bardziej mi się kotłuje, a ja bardzo się cieszę, że już nie tworzę nowych historii, tylko myślę namiętnie o tych zaczętych i tym jak dalej pisać. Czasem też powstaje kilka zdań. Choć szału nie ma, to lepszy rydz niż nic :)
      Cieszy mnie, że podoba Ci się postać Rin. To ma być fajna dziewczyna i chciałam, aby została dobrze przyjęta przez czytelników. Co do reszty, to chyba też nie są najgorsi. Co zrobi Naruto względem Hinaty? :D Oj będzie ciekawie (Mam przynajmniej taką nadzieję) Tylko kiedy ja to napiszę? :/
      Gaara to profesjonalista w każdym calu. Ostatnio zastanawiałam się, czy nie rozpisać troszkę jego historii. Nawet wpadł mi do głowy fajny pomysł, ale to nie jego opowiadanie, więc nie wiem czy dawać tu więcej wątków z jego udziałem.
      Co do tego kopania, to o ile coś takiego będzie, to nie prędko. Zresztą Naruto nie może zbyt szybko wyleczyć się z Sakury ;)
      Dzięki za komentarz :)

      Usuń
    2. W takim razie tylko czekać cierpliwie ^^ Zdanie do zdania i w końcu coś wyjdzie ^^ Rin wyszła Ci naprawdę świetnie :D A Gaara, to już od Ciebie zależy, co z nim zrobisz (ale tak przy okazji to jago bardzo lubię ;D). I tak będę czekać aż ten moment nastąpi XD Jeśli tak się nie stanie (w XXX rozdziale -> mniejsza, Monsuna nigdy za dużo) to będę płakać jak na odejściu Laxusa z Fairy Tail :D (a płakałam bardzo i długo ;) )

      Usuń
    3. No właśnie nie zakładam, aby to opowiadanie trwało zbyt długo. Z drugiej strony to kto to wie :) Inne historie bardzo minęły się z planami i są długie, choć miały być często jedno rozdziałowe :) No a że też lubię Gaarę, to może pojawi się coś o nim więcej :) W zasadzie to zależy też od czytających, bo nie piszę tylko dla siebie :))

      Usuń