Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naruto Uzumaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naruto Uzumaki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Dzień w Raju - Rozdział 6

 

- Spływaj stąd, zanim spotka cię coś bardzo nieprzyjemnego.
Pomimo kaptura Sasuke rozpoznał twarz mężczyzny który mu groził, piorunującego go nienawistnym spojrzeniem. Sam nie był mu dłużny, hamując jednocześnie parsknięcie. Owszem chłopak był bogaty i wpływowy, ale Uchiha też miał kilka asów w rękawie. Na klatce rozbrzmiał dźwięk otwieranego zamka i po chwili ktoś zajrzał przez szparę.
- Dzwonię na policję. To porządna okolica, a takie zachowanie jest niedopuszczalne.
- Nie musi się pani fatygować. - Wolną dłonią Sasuke sięgnął do kieszeni i wyjął swoją odznakę. - Ja jestem z policji i zaraz będzie tu spokój.
Kobieta przymknęła drzwi, aby odsunąć zasuwkę, po czym wyjrzała, by przyjrzeć się z daleka pokazywanej odznace.
- Niech ich pan wszystkich pozamyka. Robią tu burdy od tygodni. Ten tu przychodzi i się awanturuje. Normalny człowiek wie jak się zachować, aby nie przeszkadzać sąsiadom, a oni tu swoje brudy wyciągają. Normalnie bydło, a tacy porządni się wydawało, a to same diabły i awanturnicy.
- Lepiej swoich kotków pilnuj, zamiast na sąsiadów narzekać. Podobno w ostatnim czasie giną zwierzęta, a zapewne nie chciałabyś aby i twoim pupilkom coś się przydarzyło. - Mężczyzna puścił już miotłę, a jego wredny uśmieszek podziałał na awanturującą się kobietę. Pośpiesznie schowała się do mieszkania, mocno tuląc pulchnego kota i pośpiesznie ryglując drzwi.
Sasuke skupił się na Menmie. Między nimi ponownie nastąpiła nieprzyjemna wymiana spojrzeń.
- Policjant tutaj? Ona cię wezwała? Co ty mi możesz niby zrobić?
- No dalej, daj mi powód, a znajdę wystarczająco dużo paragrafów, aby zamknąć cię w areszcie na czterdzieści osiem godzin.
- Wyleciałbyś za to na zbity pysk, a potem płaszcząc się, przyszedłbyś błagać, abym pozwolił ci dalej ganiać jak pies po parku.
- No dalej, spróbuj, a wtedy przekonamy się kto z nas ma większe plecy. - Sasuke stał pewnie i widać było, że nie żartuje, a jego słowa to nie blef.
- Człowieku, czy ty wiesz kim ja jestem? - Po klatce schodowej rozszedł się śmiech. - Gdybyś wiedział już byś przede mną klękał błagając o wybaczenie.
- Menma Ushi. - Rzekł spokojnie i pewnie Sasuke, co momentalnie zbiło z tropu jego rozmówcę. - A teraz posłuchaj damski bokserze. Nazywam się Sasuke Uchiha i mam gdzieś to jak bardzo dziany jest twój stary. Nie uklęknę przed tobą, bo Uchiha nie klękają przed nikim, a takich śmieci jak ty zjadają na śniadanie. - Swój wzrok skierował w stronę kobiet. - Chcą panie wnieść oskarżenie o napaść?
Starsza kobieta zaczęła kiwać potwierdzająco głową i już chciała wypowiedzieć na głos swoje zdanie, ale Hinata uprzedziła ją głośno zaprzeczając.
- O jej. Chyba nic nie zdziałasz. - Zakpił Menma. - Ja wrócę teraz do domu, a z moją narzeczoną rozprawię się później. Pa złotko. Śnij o nas tak samo intensywnie jak ja o tobie. Jak ci już fochy przejdą, zerżnę cię tak jak to lubisz.
Wypowiedź Menmy nie spodobała się policjantowi. Nie mógł jednak bez zeznań kobiet nic zrobić. Śledził jedynie wzrokiem to jak Ushi się oddala w stronę klatki schodowej. Mężczyzna pogwizdywał, zeskakując po stopniach w dobrym humorze. Sasuke wiedział, że to tylko pozory. Chciał go w ten sposób jeszcze bardziej zirytować.
- Jak mamy panu dziękować? Gdyby nie pan, to ten nic nie wart hultaj pobiłby nas.
- Czemu nie wniesiecie oskarżenia? - Sasuke zapytał patrząc na Hinatę, a ona spuściła wzrok nie mogąc patrzeć mu w oczy.
- Niech pan wejdzie, chociaż herbaty się pan napije, a mam też kawałek ciasta. Choć tak podziękuję, za pana dobroć. Hinatka poprowadź pana do salonu. - Kobieta zamilkła widząc, że Hyuga zachowuje się dziwnie, a mężczyzna wydaje się nie słyszeć, tylko obserwować skrupulatnie jej reakcje. Wtedy coś do niej doszło. Oni się znali? Można było odnieść takie wrażenie po ich zachowaniu. - Hinata, zaprosisz pana? - pochwyciła ją za ramię, ciągnąc ją odrobinę.
- Ja... - Dziewczyna urwała, nie wiedząc co miałaby teraz powiedzieć. Jakim cudem on się tu pojawił i jeszcze wiedział kim jest Menma, chociaż oboje się nie znali.
- Pani wybaczy, może innym razem. Chciałbym porozmawiać z Hinatą sam na sam.
Starsza pani jeszcze uważniej przyglądała się dwójce młodych ludzi.
- No ale czy ona też tego chce? Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, nie wiem czy mogę panu pozwolić na spotkanie sam na sam.
- Babciu, nie. Ja porozmawiam z Sasuke, a później do ciebie przyjdę.
Kobieta nie była pewna, czy powinna się na to zgodzić, ale widząc dziewczynę, która drżącymi dłońmi próbuje otworzyć drzwi do swojego mieszkania i łagodną twarz bruneta, odpuściła. W końcu on jest policjantem, który dopiero co uratował ich przed bucowatym chłystkiem. Westchnęła tylko i wchodząc do swojego mieszkania, zaczęła nasłuchiwać, czy aby wszystko jest w porządku.
Hinata nie podnosiła wzroku. Wpuściła Sasuke, po czym poszła w stronę kuchni. Jej mieszkanie było schludne jak na córkę zamożnego biznesmena i narzeczoną bogacza. Nigdzie nie dostrzegł oznak przepychu. Było czysto, a na meblach nie dostrzegał żadnych zdjęć rodzinnych, ani przedmiotów sugerujących, że dziewczyna jest bardzo zżyta ze swoją rodziną. Sam siebie skarcił, że już włącza mu się tryb obserwacji, jaki wypracował sobie w pracy. Nie przyszedł przecież tworzyć jej profilu.
- Co cię sprowadza? - Zapytała, dalej unikając jego wzroku. - No i jak mnie znalazłeś? - Pomimo, że ją uratował przed niechcianym gościem, nie odniósł wrażenia, aby cieszyła się na jego obecność.
- Właściwie na oba te pytania jest jedna i ta sama odpowiedź. - Sięgnął do kieszeni, wyciągając pierścionek. Nie myślał, że od razu o to zapyta. Nie wiedział czego się spodziewać, ale to co było mu dane zobaczyć, przerosło jego oczekiwania.
- Jak? Skąd go masz?
- Zostawiłaś u mnie, sama wiesz kiedy.
Hinata podeszła z uśmiechem do bruneta i z wyraźnym zadowoleniem wzięła pierścionek. To go nie ucieszyło. Była interesowna? Może chciała go mimo wszystko zachować, to w końcu biżuteria jaką można się chwalić na prawo i lewo. Ona jednak podeszła do szafki i wyjęła pudełeczko. Umieściła w nim pierścionek, po czym poszła na balkon. Rozejrzała się i krzyknęła.
- Menma! Menma! - Stał oparty o auto, gapiąc się w telefon. Gdy ją dostrzegł, schował telefon do kieszeni. - Oficjalnie i definitywnie zrywam zaręczyny. - Po czym się zamachnęła i rzuciła w jego stronę pudełeczko.
- Pojebało cię, suko?! Nie mogłaś mi go oddać jak należy? Jeszcze będziesz błagać, abym ci go dał. Na drugi raz dostaniesz największy szajs, jaki będzie na straganie, gdzie te wszystkie lumpy kupują. - Mężczyzna zamilkł, kiedy Uchiha stanął koło kobiety. Po czym jego złość jeszcze bardziej dała o sobie znać. - Tknij ją, a zajebie was oboje. To moja dziwka, a ty psie wracaj do budy.
Hinata spojrzała zaskoczona na Sasuke. On objął ją ramieniem i pociągnął do mieszkania, lekceważąc słowne zaczepki narwańca. Weszli, stanęli w milczeniu, patrząc się na siebie. Dziewczyna ponownie odwróciła wzrok.

- Nie powinieneś był wchodzić na balkon. To go jeszcze bardziej rozzłościło.

- Skoro się go boisz, czemu nie zgłosisz dzisiejszej napaści? Mogłabyś wystąpić do sądu o zakaz zbliżania.

- Nie chcę tego robić. Teraz jest zły, ale w końcu mu przejdzie i da mi spokój.

- Boisz się go?

- To nie tak. Po prostu nie chcę tego tak zakończyć.

- Wolisz aby cię obrażał i nachodził?

- Nie oczekuję, że zrozumiesz moje zachowanie.

Jej zachowanie było ciężko zrozumieć. Do tej pory nie wiedział czemu uciekła z jego mieszkania. Czy ta dwójka była jeszcze wtedy parą, czy dopiero co się rozstali?

- Pomyślałaś co by było, gdybym nie pojawił się w porę?

- Menma taki nie jest. To złość przez niego przemawia.

- Mówisz jak ofiara przemocy domowej, która jeszcze nie rozumie, że nie powinna doszukiwać się winy w sobie i bronić tego, który ją krzywdzi. Facet który podnosi rękę na kobietę jest śmieciem i nigdy nie powinno się takich ludzi bronić.

- Osądzasz go, chociaż nic o nim nie wiesz. - Hinata dalej broniła swojego napastnika, co irytowało Sasuke. Znał takie przypadki i wiedział, że to może się na niej fatalnie odbić.

- Czemu cię nachodzi? - Wyglądało, że mu na to nie odpowie.

- Jak mnie znalazłeś? Pierścionek nie był podpisany.

- Kiedy znajduje się błyskotkę za kilkanaście tysięcy złotych, to lista możliwych opcji się zawęża.

- Kilkanaście tysięcy? - Sasuke kiwnął jej głową. - Chwalił się, że dał dwadzieścia pięć tysięcy.

- Ma to znaczenie ile dokładnie kosztował? - Uchiha bacznie obserwował dziewczynę, ważąc czy jest interesowna czy też nie.

- Zdziwiłbyś się dla jak wielu osób ma to znaczenie. - Westchnęła ciężko. - Kiedy nosisz na palcu tak drogi pierścionek ludzie ci gratulują, a za plecami obgadują. Dziękuję, że mi go przyniosłeś. Dzięki temu mogę zamknąć pewien rozdział tak jak należy. 

Patrząc na jej zatroskaną twarz czuł absurdalną chęć przygarnięcia jej do siebie i zamknięcia w żelaznym uścisku. Zapewnienia, że obroni ją przed światem, a w szczególności przed Menmą. Mógłby dać jej poczucie bezpieczeństwa, nie oczekując nic w zamian. Co się z nim działo? Czy gdyby ją teraz pocałował, kochaliby się na kanapie przykrytej puchowym, niebieskim kocem? 

- Sprowadza cię coś więcej?

Zapytała niepewnie, a on nie mógł odgadnąć do czego zmierza. Chciała się go pozbyć, czy zatrzymać? Co powinien powiedzieć? Przyszedł tu by oddać zgubę, a trochę z ciekawości. Kobiety,  które znał, zapewne rzuciłyby mu się na szyję, dziękując za jego fatygę. Hinata nie skakała z radości. Nawet się nie uśmiechnęła do niego. Była ofiarą nieudanego związku, który zakończyła z jakiegoś powodu, a jej niedoszły mąż nie akceptował rozstania. Dalej był jednak ciekawy czy tamtej nocy byli zaręczeni. O kim myślała, gdy ją całował.

- Nie. - Odparł po czasie, a ona z ulgą wypuściła powietrze. Uderzyło w niego ukłucie rozczarowania. Nie takiej reakcji się spodziewał.

- Dziękuję za wszystko. Nie będę cię dłużej zatrzymywać.

- Za wszystko? - Zapytał odruchowo, a ona spojrzała na niego nieśmiało.

- Za dzisiaj. - Sprostowała.

- Gdyby coś się działo - z kieszeni wyciągnął portfel i po chwili podał jej swoją wizytówkę - dzwoń do mnie bez względu na porę, nawet w nocy.

- Nie musisz tego robić.

- Wstąpiłem do policji by pomagać. Moim obowiązkiem jest chronić tych, którzy sami nie są w stanie się obronić. Znam takich ludzi jak Menma. On tak łatwo nie odpuści i może posunąć się dużo dalej niż podniesienie ręki na staruszkę.

- Wrzuciłeś go do jednego wora razem z innymi kryminalistami. Menma potrafi być bezczelny, ale nie jest damskim bokserem. - Jej ton brzmiał oskarżycielsko. 

- Z jakiegoś powodu zerwałaś zaręczyny.

- Nigdy nie podniósł na mnie ręki. Przez cały czas, jak byliśmy razem dobrze mnie traktował.

- Więc czemu go zostawiłaś? - Czy posunął się za daleko? Jej twarz była czerwona i nie wiedział czy to ze złości czy zawstydzenia. Oczy błąkały się po sąsiedniej ścianie. Pewna myśl uderzyła w niego. Co jeśli to przez ich wspólną noc? Czy on przyczynił się do rozstania pary jak z żurnala? - Przepraszam, nie powinienem zadawać tak osobistych pytań.

- Nie powinieneś.

Zaskoczyła go ponownie, zgadzając się z jego stwierdzeniem. Ogarnęła go złość i nie był pewien na co się tak naprawdę złości. 

- Jeśli to koniec przesłuchania, to...

- Pójdę już. Pamiętaj tylko, że moja propozycja jest dalej aktualna. Dzwoń nawet jeśli to fałszywy alarm.

- Zapamiętam.

Wyszedł nie wierząc w to, że się odezwie. Ta myśl czy też może przeczucie, które go dręczyło się potwierdziło. Hinata miała problemy, a on mógłby się założyć, że tu nie chodzi tylko o złamane serce. Facet, który chce odzyskać kobietę, nie nazywa ją ani suką, ani dziwką, a on wyraźnie słyszał te określenia z ust Menmy. Ushi nie godził się z faktem, że nie są już parą. Dalej nazywał Hinatę swoją narzeczoną, a to potęgowało niepokój Uchihy. Podejrzewał, że kiedy Hinata w końcu zdecyduje się do niego zwrócić o pomoc, będzie już za późno.

Nie mogąc znieść niepokoju mieszanego z rozczarowaniem i złością, zadzwonił do Naruto, aby spotkali się w barze Akatsuki za pół godziny. Sam ruszył do centrum, aby zjeść wcześniej jakiegoś kebaba, a potem udać się do lokalu. Zdecydowanie potrzebował alkoholu, by nie myśleć o niedawnym spotkaniu.


 * * * * *

Tak wiem, dawno mnie tu nie było, ale wczoraj usiadłam i naskrobałam coś nowego. Niech to będzie coś ode mnie dla was "na umilenie wakacji". Piszę w cudzysłowiu, bo słodzenia to tu nie było. No ale może jakoś mi to wybaczycie ;)


czwartek, 24 grudnia 2020

Muspelheim - Rozdział 4

 * *

- Meri, idź już spać.

Hinata stanęła w progu, ubrana w koszulę nocną. Próbowała zasnąć od przeszło godziny, ale hałasujący przyjaciel jej to utrudniał.

- Meri! - Uniosła nieco głos, widząc, że jej wcześniejsza prośba odbiła się od niego, nie przynosząc żadnego efektu.

- Kładź się, a ja niedługo przyjdę. - Odburknął jej mimo chodem, nie odrywając się od wykonywanych czynności.

- Meri, mówisz tak od trzech godzin. To koniec. Sam powiedziałeś, że nie naostrzymy magicznego miecza, bo to niemożliwe.

- Nie możliwe dla mnie, ale musi być jakiś sposób, a ja go znajdę. Naostrzę ten żelazny patyk i wepchnę temu cwaniakowi w cztery litery aż po rękojeść.

- Meri, proszę. Na pewno jest inny sposób na to, abym nauczyła się jak pokonać Sakurę. Nie musimy liczyć wyłącznie na Sasuke. Skoro dał nam takie zadanie, to najwyraźniej nie chciał mnie uczyć.

- Z tym większą radością przytrę mu nosa.

- Meri, proszę. To nie ma sensu. - Kucnęła koło niego, by choć na chwilę odciągnął się od poszukiwań i aby skupił uwagę na jej słowach.

- Jestem pewny, że starucha musi mieć coś w tych swoich mądrych księgach. Ty idź spać, a ja znajdę co trzeba i rano wszystko ci opowiem.

Nie miała już siły z nim walczyć. Kiedy się uparł, to nie dało się go przekonać.

- To chociaż postaraj się być ciszej, abym ja z naszej dwójki robiła to co się robi nocą.

- Tak, tak. Dobranoc.

Nawet na nią nie spojrzał. Machnął niedbale ręką na pożegnanie, kartkując kolejną z opasłych ksiąg. Przez ostatnie trzy godziny przekartkował tak wiele stron, że zaczynały się mu już dwoić litery w oczach.

- Musi być jakiś szybszy sposób. - Odezwał się sam do siebie.

Zamyślił się chwilę. Podrapał po brodzie. W końcu przyszło mu do głowy pewne zaklęcie. Wypowiedział je zbyt szybko, myląc słowa. W małym pokoiku większość ksiąg runęła z łoskotem na podłogę. Hinata wbiegła do środka, patrząc co się dzieje.

- Nic ci nie jest? Meri?

Odkopała go spod sterty książek, z niezadowoleniem patrząc na to co się stało.

- Wszystko dobrze. - Odpowiedział jej masując sobie obolałe miejsce na głowie.

- To koniec. Marsz do łóżka! - Wypowiedziała słowa stanowczo, aby wiedział, że nie żartuje.

- Muszę? - Spojrzał na nią błagalnie jak małe dziecko, mimo iż był starszy o kilkadziesiąt lat, ale szybko odpuścił. Nie posiadał uroku małego kotka, który jak zamiauczy i zrobi słodką minkę, to nikt mu nie odmówi. Bliżej było mu z wyglądu do podróżnego komedianta. - Poszukam jutro.

- Nie poszukasz. Jutro z samego rana pójdę oddać miecz.

- Nie możesz!

- Owszem mogę, a ty mnie nie powstrzymasz.

- Dlaczego chcesz się teraz wycofać? We dwoje coś wymyślimy.

- Meri, nie. To koniec. Jutro pomyślimy nad innym pomysłem. Ja przecież nie nadaję się do walki. Nie pokonałabym Sakury choćbym ćwiczyła dziesięć lat. Sasuke to jej przyjaciel, więc nic dziwnego, że nie chciał mnie szkolić. Odpuść.

- Ja się nigdy nie poddaję.

- Ten jeden raz musisz, jeśli chcesz dalej się ze mną przyjaźnić.

Wobec takiego argumentu nie mógł dyskutować. To było oczywiste, że chciał się z nią przyjaźnić. Ona była dla niego jak rodzina, to też czasami myślał, że lepiej, aby nigdy nie związała się z żadnym mężczyzną, bo wtedy go nie zostawi. Ze spuszczoną głową poszedł do swojego legowiska. Ułożył się, bezmyślnie patrząc w sufit. Zawiódł ją, a pomyśleć, że jeszcze kilka godzin temu był pewny, że nic go nie zaskoczy. Słyszał jak Hinata układa na półkach książki, które on pozrzucał. Minęło trochę czasu, zanim uporała się z całym bałaganem. Kiedy podeszła do niego, udawał, że śpi. Czuł się źle z myślą o swojej porażce i nie chciał widzieć jej rozczarowanych oczu. Hinata pochyliła się nad skrzatem, składając mu lekki pocałunek na czole.

- Najważniejsze, że mamy siebie. Resztą nie musisz się martwić, głuptasku. - Wyszeptała na tyle cicho, aby go nie obudzić. Nie wiedziała, że on jedynie udawał.

Meri poczuł przypływ jeszcze większej determinacji. Mieli tylko siebie i mogli liczyć wyłączne na siebie, co oznaczało, że nie mógł się poddać tak po prostu. Skoro kochał Hinatę niczym członka rodziny, musiał zrobić wszystko co tylko możliwe, aby pomóc jej w dążeniu do szczęścia. Odczekał, aż oddech dziewczyny upewnił go, że śpi, po czym cichaczem poszedł do pokoju z książkami. Tym razem zabrał się za swoje zadanie z większą rozwagą. Jego zaklęcia były przemyślane. Zaczął więc od odizolowania pomieszczenia od reszty świata. W takim miejscu mógł hałasować dowolnie, mimo tego starał się nie spowodować żadnej kolejnej katastrofy. W końcu nie każde jego zaklęcie działało tak jak powinno.

 

Tego dnia Hinatę obudziły intensywne promienie słońca, uparcie atakujące jej powieki. Przeciągnęła się, ziewając. Zbyt późno położyli się spać, przez co czuła wielką chęć, aby jeszcze chwilę zostać w łóżku. Miała jednak swoje obowiązki, które należało wypełnić. Odrzuciła pierzynkę zamaszystym ruchem i wstała. Rozejrzała się po izbie, dostrzegając przyjaciela śpiącego z jedną ze starych ksiąg. Obejmował ją zarówno rękoma, jak i małymi nóżkami. Uśmiechnęła się pod nosem, po czym poszła nakarmić zwierzęta, które hodowała. Uwinęła się szybko, aby jeszcze przed śniadaniem zajść do Sasuke. Meri za bardzo się nakręcił i teraz istniał tylko jeden sposób, aby go przystopować. Mianowicie, trzeba było oddać magiczny miecz, przyznając się do porażki. Plan wydawał się jej dobry. Wystąpił tylko jeden szkopuł. Nie pozostał nawet ślad po zaczarowanej broni.

- O nie. - Hinata rozglądała się coraz bardziej nerwowo. - Meri wstawaj! Miecz zniknął. Meri! - Podbiegła do niego, szarpiąc go za ramie. - Meri, zniknął miecz Sasuke. On mnie zabije, jak się dowie, że zgubiłam jego pamiątkę rodzinną. - Odburknął jej coś niezrozumiale, nie otwierając nawet oczu. - Meri, pomóż mi. Musimy znaleźć miecz.

- Jest dobrze. - Sarknął pod nosem, okrywając się szczelniej pierzyną.

- Już po mnie. - Zapiszczał kobiecy głosik.

Ponownie zaczęła przewalać wszystkie rzeczy w pokoju, licząc, że po prostu się zawieruszył.

- Jak można zgubić miecz? - Zapytała samą siebie. - To nie nożyk do masła, tylko wielki miecz.

- Nigdy go nie znajdziesz. - Burknął Meri zaspanym głosem. Był tak zmęczony, że nie pofatygował się nawet, aby otworzyć oczy.

- Co znaczy, że nigdy go nie znajdę? - Mina Hinaty nie wróżyła nic dobrego. Ostatnia wypowiedz przyjaciela, zasugerowała jej, że on może mieć coś wspólnego z owym zniknięciem. Nie usłyszawszy odpowiedzi, podeszła bliżej skrzata. - Meri, co zrobiłeś z mieczem?

- Schowałem.

- Żartujesz?

Skrzat zaprzeczył ruchem głowy.

- Nie pozwolę abyś go odniosła, zanim go nie naostrzę.

- Meri, - kucnęła przy łóżku przyjaciela - dlaczego jesteś taki uparty?

- Mogę w świecie skrzatów uchodzić za nie skrzata, w świecie trolli za nie trolla, ale jedno jest pewne. - Meri niechętnie otworzył oczy. Usiadł na swoim legowisku i spojrzał przyjaźnie na dziewczynę. - Meri nigdy się nie poddaje.

- Czasami aż za bardzo. - Odrzekła zrezygnowana. 

Szach i mat. Miecz schowany, a on kupił sobie w ten sposób czas na szukanie sposobów.

- Za każdym razem się to opłaca. - Skrzat uśmiechnął się z przekąsem, jednoczenie głaszcząc książkę z którą spał.

- Coś znalazłeś? - Zapytała nie dowierzając, że mogło mu się udać.

- Oczywiście. Książka spisana jest w pradawnym języku, a ja wyszedłem trochę z wprawy, więc potrzebuję czasu na jej zrozumienie. Jest jednak dział poświęcony magicznym przedmiotom i sposobach na utrzymanie ich świetności na wieki.

- O ostrzeniu mieczy też?

- Tego jeszcze nie znalazłem. Nie chciałem jednak, abyś odniosła miecz, zanim dowiem się, czy jest jakiś sposób na odtworzenie dawnej postaci. Podejrzewam, że łatwiej byłoby zdobyć nowy.

- Moglibyśmy więc zdobyć nowy taki jak ten co miał Sasuke?

- Jak się dowiem, dam ci znać. - Meri wskazał na książkę. - Muszę jednak jeszcze chwilę pospać, by odzyskać siły. Użyłem w nocy wielu potężnych zaklęć i teraz nawet rozmowa z tobą sprawia mi ból.

- Niech ci będzie. Tylko nie prześpij całego dnia.

Skrzat z chęcią padł z powrotem na poduszkę i niemal momentalnie zasnął. Hinata spojrzała na niego z lekkim uśmiechem. Nie znała nikogo tak upartego jak ten mały żartowniś. Potrafił bawić się i wygłupiać jak mały chłopiec, ale kiedy coś postanowił, to nie odpuszczał, tylko próbował z całych sił. To było niesamowite, że tak małe ciałko, ma w sobie tak wielką determinację i upór potężnych wojowników opisywanych w legendach i baśniach.

 

 

Jak tylko Meri wypoczął, zabrał się za studiowanie znalezionej księgi. Wertował stare zapiski dotyczące języka pradawnych, czasem zwanych stworzycielami. Po kilku godzinach leżało wokół niego dodatkowo siedem różnych ksiąg. Skrzat nierzadko klął siarczyście, nie mogąc pojąć znaczenia zapomnianych słów. Popołudnie zleciało szybko, ustępując wieczorowi. Hinata ze smutkiem oglądała poczynania przyjaciela. Nie tak wyobrażała sobie przyjmowanie zadania od Sasuke. Miało być szybko i bezboleśnie, a wyszło jakoś tak dziwnie. Nie przeszkadzając przyjacielowi, położyła się spać, gdy tylko zapadła noc. Przez okno spoglądał na nią biały księżyc, wyglądem przypominający spuchniętego melona.

Tym razem to jednak nie słońce zbudziło ją z pięknego snu, a jej przyjaciel. Krzątał się po izbie, szukając czegoś w jednej z szuflad.

- Meri? - Hinata zwróciła się do przyjaciela, nie rozumiejąc czemu ma na sobie wyjściowe ubranie, a w ręku płaszcz, jaki zakłada tylko wtedy, gdy... - Wychodzisz? Chcesz się spotkać z... - Nie dokończyła, czując jak zasycha jej w gardle.

- Z ciotką. - Dokończył jej zdanie, odpowiadając od razu na niezadane pytanie. - Tylko z ciotką. Innych będę unikał. - Mrugnął do niej, ale było widać, że nawet jego stresuje wejście do wioski skrzatów. - Te wszystkie księgi są do dupy. Szczegółowo opisali medaliony, talizmany, rytuały, część z mikstur, ale o magicznej broni była tylko jedna wspominka. Jedyna wartościowa rzecz, jaką znalazłem, to że są stwory trzymające piecze nad wszystkimi magicznymi przedmiotami.

- O tym była ta wspominka?

- Nie. Napisali, że magiczny oręż ma związek z fazami księżyca.

- Co to oznacza? - Zapytała nie rozumiejąc czy to dobrze, czy też źle.

- Może nic, a może wszystko. Mamy niecałe dwa tygodnie. Jeśli coś wiąże się z księżycem, to prawie na pewno chodzi albo o pełnie, albo o nów. Jeżeli Sasuke wie o mieczu więcej niż my i faktycznie chciał się nas pozbyć, to miecz ma związek z zaćmieniem księżyca i może się okazać, że magiczne zaklęcie zadziałają tylko wtedy, gdy na niebie nie zaświeci Srebrny Glob.

- Myślisz, że jest taki? - Zapytała czując jak całe jej ciało zalewa nieprzyjemne uczucie. Przecież nie zrobiła Sasuke nic złego. Zamiast robić jej nadzieję, mógł powiedzieć wprost, że jej nie pomoże. Ona mu zaufała, a on ją oszukał.

- Może, tylko coś mi w tym wszystkim nie pasuje. - Meri zamyślił się chwilę, po czym kontynuował. - Uchiha jest przywiązany do swojej pamiątki rodzinnej, ale miecz jest tępy i przez to bezużyteczny. W tej chwili robi za dekorację. Poza tym, to magiczny miecz, a chłopak jest ślepy na magię jak kret na słońcu.

- Dlatego ruszasz do ciotki?

- Tak. Ona będzie wiedziała więcej. Musimy znaleźć tego opiekuna magicznych przedmiotów. On nam pomoże. Na stoliku przygotowałem ci szkic wszystkiego co będziemy potrzebowali na wyprawę. Ktoś tak ważny na pewno chowa się w miejscu, gdzie ciężko się dostać i łatwo można zginąć. Potrzebujemy więc płaszczy i kilku innych niezbędnych rzeczy. Umiesz wyplatać i szyć. Zajmij się więc wszystkim, a jak tylko wrócę, wyruszymy w podróż.

- Długo cię nie będzie?

- Góra dwa dni. Musimy założyć, że chodzi o pełnie księżyca, a więc będziemy mieli od mojego powrotu tylko sześć dni na wykonanie zadania. To do zobaczenia.

- Do zobaczenia. - Odpowiedziała dziewczyna z niepewnym uśmiechem.

Meri był kochany i cudowny, ale jego upór nie raz przysporzył mu kłopotów co nie miara. Raz z takiego niewinnego wypadu do wioski skrzatów, wrócił ledwo żywy. Dał się sprowokować przez jednego z kuzynów i chciał udowodnić swoją odwagę, robiąc psikusa wyjątkowo paskudnemu mieszkańcowi dzikiego lasu. Początkowo wszystko szło zgodnie z jego planem, ale na końcu zgubiła go jego pewność siebie. Wpadł w jedną z pułapek i tylko cudem udało mu się z niej wydostać. Ledwo żywego odnalazł Duch Lasu i pomógł mu wrócić do Hinaty. Dziewczyna zajęła się przyjacielem od razu, przywracając go do zdrowia. Meri wiedział, że ma wielkie szczęście, bo rzadko kiedy zdarza się, aby Duch Lasu ingerował w losy stworzeń nie będących mieszkańcami matecznika. Chciał mu podziękować, ale nigdy więcej go nie spotkał, a nawet gdyby stanął przed nim ponownie, to nie wiedziałby czy to ten sam. Oni wszyscy byli tacy sami, z twarzami schowanymi pod kapturem, bezgłośni, bezzapachowi, władający potężną magią lasu. Niedościgniony wzór dla każdego stwora, chcącego pochwalić się magicznymi sztuczkami.

 

* * *

Hinata szybko uporała się ze swoimi obowiązkami, aby jeszcze przed obiadem zasiąść do zadań jakie wyznaczył jej Meri. Miała jeden, góra dwa dni na przygotowanie tego o co poprosił, dlatego musiała szybko zabrać się do pracy, a w razie potrzeby, zarwać noc. Kiedy Meri mówił o szyciu i wyplataniu, nie miała pojęcia jak czasochłonne zadania jej wyznaczył. Sam wzór płaszczy nie był trudny, bardziej kłopotliwy okazał się materiał oraz dodatki. Okazało się bowiem, że kierunek ułożenia włókien liczył się bardziej niż łączenie materiałów, a w każdy z kawałków materiałów, należy wszyć białą nitkę, zamoczoną wcześniej przez równo siedemnaście minut w miksturze przygotowanej zgodnie z zaleceniami skrzata. Kiedy Hinata myślała, że nic trudniejszego już spotkać jej nie może i jakoś poradzi sobie z każdym zadaniem, na odwrocie jednej z kartek dostrzegła rysunek z opisem liści bagnistej rośliny. Miała z nich upleść dwie torby. Splot nie powinien przysporzyć jej problemu. Posługiwała się już wielokrotnie podobnym. Skrzywiła się widząc nazwę bagnistej rośliny, jaką miała wykorzystać przy tej pracy. Wiedziała, że to właśnie od tego zadania powinna zacząć. Zabrała kilka niezbędnych rzeczy i wyszła pospiesznie w stronę bagna. Musiała się śpieszyć, aby nie zastał ją wieczór nim skończy zbierać potrzebną ilość produktu.

 

Zadanie z pozoru było proste. Należało jedynie zerwać kilkanaście czy też kilkadziesiąt długich cienkich liści, wyrastających z wody. Wybrana roślina rosła tylko w jednym z pobliskich bagien, ogrodzonym wiekowym już płotkiem, mający przestrzec przypadkowych przechodniów przez wpadnięciem do brudnej wody. Płot powstał zapewne lata temu, po tym, jak wielu śmiałków weszło, bądź wpadło do grzęzawiska, ale żaden nie wyszedł. Ludzie opowiadając o owej sadzawce podzielili się na dwa obozy. Ci bardziej bojaźliwi, jak nazwała ich druga z grup, twierdzili, że w bagnie mieszkają złe moce, tudzież diabły które wciągają w najgłębsze miejsce i przytrzymują tak długo, aż ciało przestaje walczyć i umiera. To kara za wchodzenie na teren należący do zła. Drugą grupę reprezentowali sceptycy, głosząc tezę o dużej ilości mułu i grząskich piaskach, które wciągają człowieka i od cała zasada śmiertelności. Spójności brakowało w kwestii wytłumaczenia co jest przyczyną nietypowego zjawiska. Obie grupy były jednak zgodne co do tego, że to miejsce należy obchodzić szerokim łukiem, bo nikt, kto chce żyć, tam nie wejdzie świadom zagrożenia. Gdyby ktokolwiek zobaczył, że Hinata przechodzi przez płot, za pewne już wziąłby ją za szaloną. Ona odważnie podeszła do linii bagna. W dzień, w dodatku na brzegu była bezpieczna. Ujęła w dłoń kilka z interesujących ją liści i westchnęła zrezygnowana. Owszem, to była ta roślina, która ją interesowała, ale żaden z pobliskich, podłużnych pasm, nie posiada charakterystycznego białego paska, o którym pisał Meri. Próbowała wpatrzeć się w głąb bagna i dostrzegła to co potrzebowała. Delikatna, jasna niteczka na zielonym tle odbijała promienie słoneczne, pobłyskując z daleka. To znaczyło, że aby zebrać to co potrzebne, należy wejść do wody. Gdyby to zadanie powierzyć komukolwiek innemu, owy człowiek by nie wrócił. Z całej wioski tylko Hinata znała sposób, przekazany jej kiedyś przez staruchę. Z torby wyjęła materiał służący jej za bandaże. Dokładnie owinęła obie nogi aż do kolana. Suknię musiała zrzucić, pozostając jedynie w bieliźnie, by przypadkiem długi i ciężki materiał nie zaplątał się ani nie wybrudził. Gotowa na to co ją czeka, zaczęła zrywać pobliskie liście, obwiązywać nimi materiał na nogach. Starała się dokładnie pokryć stopy, tak aby nigdzie nie wystawała jej skóra. Kiedy upewniła się, że wszystko jest dobrze przygotowane, powolutku weszła do wody. Nienawidziła tego robić. Mimo wszystko zarzuciła kosz na plecy i ruszyła w stronę mieniącego się, białego pasemka w zielonej gęstwinie. Owe zamulone dno, było w rzeczywistości ogromną zgrają wijących się stworzeń. To nie muliste dno wciągało w głębie, a żywe organizmy jakimi wypełniony były moczary. Nawet przez dwie warstwy ochronne, jakimi owinęła nogi, czuła jak zaspane, obślizgłe stwory ocierają i owijają się wokół jej stóp. Sama wybudzała je z półsnu, torując sobie przez nie drogę do celu. Gdyby nie pokryła nóg liśćmi, to nie dałaby rady przejść kilku kroków, a już wciągały by ją głębie, przytrzymując tak długo, aż nadejdzie zmrok. Po zmroku w bagnie budziła się prawdziwa maszkara, rządna ofiary oraz krwi. Hinata nigdy jej  nie widziała, ale słyszała, że jest tak brzydka i obleśna, iż nie warto narażać się na spotkanie z nią. Obślizgłe glizdy były jej pożywieniem. Gdy w bagienku pojawiało się inne stworzenie takie jak człowiek, maszkara ochoczo pochłaniała nieszczęśnika, oszczędzając wijące się stwory z pobliża. To nie złe moce były przyczyną wielu zaginięć, ani muliste dno. To po prostu był fragment jednego z łańcuchów pokarmowych. Kiedyś to wiedziano, ale to były dawne czasy. Pozostały po nich jedynie legendy z znacznie zmienioną treścią, czasem kompletnie mijającą się z prawdą o tym jak to naprawdę było.

Hinata prócz znajomości sposób na bezpieczne wejście w moczary, musiała pamiętać jeszcze o kilku ważnych rzeczach. Nie mogła się zasiedzieć, a przed zmrokiem powinna znaleźć się już za płotkiem, bo gdy bestia się budziła, mogła wciągnąć nieszczęśnika znajdującego się na brzegu. Wraz z wiekiem potwora, macki robiły się coraz dłuższe, dając większe pole manewru i lepsze łowy. Musiała też cały czas dreptać, gdyż ustanie z miejscu mogło doprowadzić do zablokowania jej dolnych kończyn, co wiązało się z miarowym zapadaniem, nie wróżąc szans na powrót. Należało też cały czas mieć oko na koszyk, zapełniający się starannie wybieranymi liśćmi. Gdyby zawartość wpadła do wody, straciłaby ją. Nieowiniętych liśćmi dłoni, nie mogłaby włożyć w moczary. No i co równie ważne, musiała kontrolować czy owijające się wokół niej stwory, które nieustannie ocierały się, a czasem uderzały bądź lekko kąsały w niezadowoleniu, że na nie staje, nie poluźnią starannych owinięć bandażem i liśćmi. Wiedziała jak cienka linia dzieliła ją od własnej tragedii. Ryzykowała dużo, nie do końca wiedząc, co dzięki temu może zyskać. Cel końcowy był jednak prosty. Dla Naruto zrobiłaby o wiele więcej.

 

Czuła ogromne zmęczenie, wychodząc z bagna. Chwilę siedziała na brzegu, łapiąc oddech ulgi. Udało się. Położenie słońca sugerowało, że ma całkiem dobry czas. Musiała jednak dać chwilę odpoczynku własnym stopom. Jej dolne kończyny zdawały się być ciężkie jak z kamienia, a mięśnie potwornie napięte. Dopiero po kwadransie odwiązała bandaże wraz z liśćmi i wrzuciła je do wody. Nie miało sensu zabierać ze sobą materiału. Nasiąknięty brudem z grzęzawiska, nie nadawał się już do użytku, nawet po długim i dokładnym czyszczeniu. Dziewczyna marzyła o szklance wody z odrobiną kompotu z malin. By móc się napić, trzeba było się zbierać. Włożyła suknię i podeszła do płotka. Usłyszała szmer i cichy szept. Ktoś ją podglądał. Bujna trawa wokół starego ogrodzenia nie była aż tak okazała, aby schować dorosłego i pokaźnego człowieka. Wiedziona przeczuciem, zbliżyła się do źródła hałasu, nasłuchując.

- Cicho, bo nas zobaczy. - Wyszeptał ktoś na tyle głośno, że usłyszała.

- Mój tata mówi, że to wiedźma i potrafi zamienić w kamień, kiedy ma taki kaprys.

Wypowiedziane słowa upewniły Hinatę, że to tylko dzieci z wioski, które bawiąc się, zapuściły się aż tu.

- Moja mama mówi, że ona porywa niegrzeczne dzieci i zabiera do lasu, skąd już nie wracają.

To stwierdzenie nie było pierwszą niemiłą historią jaką tu usłyszała o sobie. Mieli ją zarówno za dziwaczkę, jak za wiedźmę i jak widać straszyli nią dzieci. Ludzie rozmawiali z nią dobrze tylko wtedy, gdy mieli do niej interes. Mogła w tej chwili odejść i udawać, że nie wie o wizycie dwójki podglądaczy. Spojrzała w stronę bagna i zaczęła się zastanawiać, czy fakt, że ona tam weszła i nic jej się nie stało, nie zachęci do wejścia któregoś z tych dzieci. Nie mogłaby skupić swoich myśli na dalszych zajęciach, zastanawiając się, co zrobią dzieciaki, kiedy ona opuści okolice śmiercionośnych moczar. Zła reputacja, czasem może przynieść coś dobrego, pomyślała.

- Kogo my tu mamy? - Wypowiedziała słowa, starając się nadać im groźne brzmienie. Czuła, że raczej jej to nie wyszło, ale dzieci przestraszyły się słysząc jej głos tuż obok. - A już was tu nie ma! - Krzyknęła nieco, wiedząc, że to zadziała. - Jak was jeszcze raz tu zobaczę, w okolicy bagna, to pozmieniam w żaby i nakarmię bociany.

Nie musiała nic więcej mówić. Dwójka dzieci na około sześcio, może siedmioletnich biegła krzycząc tak głośno, że trupa by obudzili.

- Na imię mam Hinata. - Oznajmiła smutno patrząc w stronę uciekinierów. - Nie wiem kim jestem. Nie znam swoich rodziców. Jedno wiem na pewno. Nie mam żadnych magicznych mocy i nie jestem wiedźmą, ale czy kogokolwiek to obchodzi?

Nie zwlekając dłużej, zabrała swoje rzeczy i poszła do domu.

Kiedy szła polami, zastanawiała się jak dalej zaplanować swoją pracę. Miała jeszcze tak dużo do zrobienia, a czas płynął nieustannie, nie zwalniając choćby na chwilę.

 

* * * * *

Była w trakcie przygotowywania jednej z mikstur, gdy cichutko, jak myszka w szeroko otwartych drzwiach stanął niespodziewany gość. Sasuke uniósł dłoń w górę, aby zapukać, oznajmiając swoją obecność. Dostrzegł rozgardiasz, jaki panował wewnątrz pomieszczenia i nieproszony postanowił wejść do środka. Od lat był łowcą, co wyczuliło jego wzrok na dostrzeganie tego, czego inni nie widzieli w pierwszej chwili. Na całym łóżku leżały rozrzucone skrawki materiału, zbyt dokładnie porozkładane, aby można stwierdzić, że ich umiejscowienie jest przypadkowe. Na stoliku tego samego typu materiał składał się w coś, co można by nazwać płaszczem, choć różnił się od typowych fasonów, jakie widywał w odwiedzanych wioskach i miasteczkach. Ćwiartkę blatu zajmowały małe flakoniki w najróżniejszych wielkościach, kształtach i barwach. Etykiety wykonano ręcznie, z naniesionymi symbolami, znakami, jakich dotąd nie widział, czy też nazwami tak dziwnymi, że ciężko było je choćby przeczytać. Gdzie tylko było to możliwe, rozwieszone były liście bagnistej rośliny. Nie znał jej nazwy, ale wiedział, że nikt przy zdrowych zmysłach jej nie zrywa, bo łatwo stracić przy tym życie. Nie wierzył w potwory zamieszkujące bagna, ale wiedział, że wiele osób zginęło w mulistych dnach i nigdy nie odnaleziono po nich nawet małej kosteczki. Dostrzegł też coś, co przypominało niedokończony worek, upleciony z takich samych liści, jakie zdobiły pomieszczenie. W powietrzu unosił się dziwy, nieprzyjemny, duszący wręcz zapach. Dziewczyna stała przy garnku, mieszając przygotowywaną miksturę. Cokolwiek to miało być, nie sądził, aby było jadalne, a tylko niespełna rozumu człowiek, zgodziłby się na przyjęcie śmierdzącego świństwa. Hinata przelała płyn do litrowej butelki i odwróciła się z zamiarem umiejscowienia jej na blacie, w pobliżu innych specyfików. Gdy, nieświadoma obserwującego ją mężczyzny, odwróciła się w stronę centrum pomieszczenia, odskoczyła przestraszona, ręką strącając rondel z piecyka. Intensywnie niebieski dym poleciał w górę. Hinata szybkim ruchem postawiła trzymaną butelkę na stole, a mając wolne ręce, podniosła zrzucone naczynie, zarzucając szmatę na plamę powstałą na podłodze. Odpychający zapach nasilił się, piekąc nieprzyjemnie w oczy. Uchiha z trudem powstrzymywał łzy jakie napłynęły mu do szczypiących oczu. Nie godziło się, aby ktokolwiek widział, jak płacze, zwłaszcza w sytuacji, gdzie młoda dziewczyna obserwowała go bez jakichkolwiek oznak, aby jej doskwierał podobny problem. Wbrew swojej woli kaszlnął, nie mogąc dłużej wstrzymywać drapania w gardle. Ciemnowłosa podskoczyła do jednej z suszących się szmatek, nawilżyła wodą, a gdy tylko porządnie ją wyrżnęła podała gościowi.

- Masz, powinno pomóc. - Zwróciła się do niego uprzejmie, świadoma stanu w jakim znalazł się Sasuke. Ona zdążyła już przywyknąć do podobnych zapachów, czego nie mogli powiedzieć ci, którzy spotykali się pierwszy raz z podobnymi miksturami. On jednak odtrącił jej dłoń, nie chcą pokazywać swojej słabości.

- Chcesz otruć mieszkańców wioski? - Zapytał z trudem łapiąc oddech.

- Przyłóż do buzi i pooddychaj chwilę przez szmatkę, a objawy miną. - Same szmatki były wcześniej nasączone płynem, który wyciągał toksyny. Odpowiednio wysuszone, zachowywały swoje właściwości w uśpieniu, a aktywowały się w kontakcie na przykład z wodą.

- Nie potrzebuję żadnej szmaty. - Pomysł wydał mu się absurdalny. Nie tylko nie wierzył, że cokolwiek złagodzi wyczuwalny dym, ale również nie godził się z faktem, że on potrzebowałby cokolwiek od niej. - Gdzie mój miecz? - Zapytał rzeczowo.

Przyszedł głównie dla tego, aby upewnić się, czy już zdała sobie sprawę z niemożliwości wykonania zadania i czy czasem nie próbuje nic głupiego zrobić z jego cenną pamiątką. To co zastał w jej domu, upewniło go, że obawy mogą być słuszne.

- Tam jest. - Hinata ręką wskazała niewielki pokoik koło kuchni. Leżał w nim na stoliku miecz rodziny Uchiha.

Sasuke podszedł nieśpiesznie, ciesząc się w duchu z mniejszej intensywności smrodu, zaraz po przekroczeniu progu.

- Byłaś u kowala? - Zapytał od niechcenia, wyciągając z pochwy miecz. Chciał go dokładnie obejrzeć, aby upewnić się, że nic póki co się nie stało z jego własnością.

- Nie.

- Kiedy się więc wybierasz? - Chciał już ją mieć z głowy, to też gotów był pogonić ją nawet dziś.

Dziewczyna poczuła niepokój. Nie podobało jej się podejście Sasuke, a jego pytania wzbudziły słuszne obawy.

- Nie wiem. Mam jeszcze sporo czasu.

Sasuke zmierzył ją nieprzychylnym spojrzeniem.

- Idź teraz! - Wydał polecenie.

- Teraz? - Poczuła, że traci szansę i już zastanawiała się jak zapobiec zbliżającej się katastrofie.

- Teraz. Weź miecz i idź do kowala. - Nie zamierzał ustąpić. Nie chciał więcej tu wracać, to też musiał sprawę załatwić szybko i bezboleśnie.

- Ale....

- Ale co? Chcesz abym cię trenował, ale nie masz odwagi pójść do kowala?

- Poszłabym, gdyby mógł mi pomóc. - Odpowiedziała czując jak i w niej zaczyna zbierać się złość oraz żal do niego.

- A nie możesz bo? - Zakpił z niej okrutnie.

- Bo tej stali nie naostrzy zwykły kowal. Oszukałeś mnie dając mi magiczny oręż.

"Wariatka" huczało w jego głowie. Jaki znowu "Magiczny oręż"? Dziewczyna żyła w innym świecie i nic dziwnego, że inni postrzegali ją jako dziwadło, czy też wiedźmę.

- To skoro już wiesz, to biorę co moje, a ty zgodnie z obietnicą, daj mi spokój. - Cofnął się po pochwę, aby schować z powrotem miecz i odejść z tego cuchnącego domu.

Hinata poczuła jak serce zaczyna jej bić szybciej. Tyle pracy, którą wykonała na próżno. No i Meri. On właśnie ryzykował życie, aby dowiedzieć się jak naostrzyć magiczny miecz i to wszystko na nic? Nie może odpuścić w tej chwili. To, że Sasuke nie chciał jej trenować, nie było żadną tajemnicą, ale to jak ją teraz potraktował, to coś zupełnie innego. Jej przyjaciel nigdy się nie poddawał i ona teraz też nie mogła się poddać. Odepchnęła się od stołu, rzucając się do przodu. Sasuke odruchowo zrobił unik, przez co Hinata poleciała zbyt daleko i upadła na podłogę. Spojrzał na nią ze zdziwieniem.

- Nie możesz zabrać miecza! Nie wolno ci.

- Jest mój, co dobrze wiesz.

- Nie tak się umawialiśmy. Powiedziałeś, że jeśli go naostrzę, to będziesz mnie trenował do turnieju.

- Oboje wiemy, że tego nie zrobisz, po co odwlekać tą chwilę? - Nie bacząc na nią, zaczął chować miecz do pochwy.

Hinata w między czasie zdjęła buty i doskoczyła ponownie. Tym razem jej szybkość i sprawność Rusałki zadziałały na jej korzyść. Brunet nie zdążył zareagować, a ona jedną dłonią pochwyciła pochwę, a drugą ostrze, nie zanurzone jeszcze w skórzanym pokrowcu. Nie zacisnęła dłoni mocno, a mimo tego szybko puściła krzycząc z bólu. Po skórze od palców poleciała czerwona posoka, brudząc stół, ubranie dziewczyny, oraz piękną stal uchihowskiej broni.

- Jak to zrobiłaś? - Sasuke zapytał zaskoczony sytuacją. Jego miecz był tępy niczym drewniany patyk, a mimo tego skaleczył dotkliwie dziwną dziewczynę.

Wbrew Hinacie, szarpnął jej dłoń do siebie, aby obejrzeć ranę. Wyglądało dokładnie tak, jakby ostrze broni przejechało jej dopiero co po dłoni. Puścił dziewczynę i zaczął oglądać miecz. Nie dostrzegł jednak różnicy. Delikatnie dotknął palcem, ale nic się nie stało. Postanowił zaryzykować i przejechał ostrzem po swojej dłoni. Początkowo zrobił to delikatnie. Nie widząc żadnej reakcji, przyłożył stal ponownie do skóry i tym razem z większym naciskiem powtórzył czynność. Spróbował kilka razy i nic.

- Jak to zrobiłaś? - O mały włos sam jej nie nazwał czarownicą.

- To nie ja. To ten miecz. Widocznie nie jest tak tępy jak mówiłeś.

- Nie bądź śmieszna. Jest tak samo tępy jak wtedy, gdy go brałaś. - Na dowód tego pokazał jak sam sobie próbuje rozciąć rękę. - Nie wiem jakie sztuczki stosujesz, ale nie dam się nabrać.

Uchiha wytarł krew dziewczyny w szmatkę, którą wcześniej zaproponowała mu do zasłonięcia ust i tym razem bez problemów schował miecz, z zamiarem zabrania go do domu.

- Jesteś podły! - Krzyknęła na niego, czując jak bardzo przegrała to starcie.

- Nie robi to na mnie wrażenia. - Nie zależało mu na tym, by miała o nim dobrą opinię.

- Tchórz!

To go jednak zatrzymało. Uchodził na wrednego, ale nikt nie miał prawa nazywać go tchórzem.

- Niby czego miałbym się bać.

- Tego, że mi się uda. - Odpowiedziała z bólem wypisanym na twarzy. Ręka ją piekła, a krew choć już nie leciała zbyt mocno, to dalej powiększała czerwoną plamę na przyłożonej szmatce. - Dałeś mi dwa tygodnie, ale nim minął termin przychodzisz tu i zabierasz miecz, bo boisz się, że znajdę sposób i będziesz musiał dotrzymać danego mi słowa.

- Nie boję się. - Zagryzał zęby, czując coraz większą złość.

- Więc co teraz robisz? - Zapytała hardo, a on nie wiedział co odpowiedzieć.

- Dwa tygodnie i ani dnia dłużej. - Rzucił groźnie, odkładając oręż na stół kuchenny, wśród eliksirów. - Jeśli znajdę chociaż ryskę, pożałujesz. Jeśli uciekniesz by go sprzedać, albo zatrzymasz dla siebie, odnajdę cię i zabiję.

Jego groźba nie była zwyczajna. Zabrzmiała jak obietnica rychłej śmierci. Mimo strachu dziewczyna kiwnęła głową. Co mogła zrobić? Jak się drażni wilka, który w dodatku jest niczym samiec alfa, trzeba się liczyć z tym, że śmierć wisi w powietrzu.

 

* * * * *

Wesołych Świąt ;)

 

piątek, 31 lipca 2020

Przemyślenia z blond czupryny


Jestem w drugiej klasie liceum ogólnokształcącego. Nie należę do orłów, ale nadrabiam swoim charakterem. Nauczyciele mnie lubią, choć często zwracają mi uwagę, a uczniowie traktują jak dobrego kumpla. Pomimo, że ja nie mogę zapamiętać połowy imion, to mnie znają wszyscy. Jestem Naruto Uzumaki, najfajniejszy facet w szkole!
Mógłbym mieć też tytuł najprzystojniejszego, ale pewien drań zagarnął go dla siebie. Nazywa się Sasuke Uchiha i jest w równorzędnej klasie. Znam go, bo oboje uczestniczymy w różnego rodzaju zawodach sportowych. Teraz akurat jest czas siatkówki. Trzeba mu przyznać, że wyjątkowo apetyczny z niego kąsek. Czarne, przydługie włosy, oczy jak dwa węgielki i jasna cera nadają mu nieco mrocznego charakteru. Jego ciało, kusząco wyrzeźbione, przyciąga spojrzenia większości kobiet, ale nie tylko. Był czas, że i ja wzdychałem na myśl, co mógłbym z nim robić sam na sam. Nieco sobie odpuściłem, bo on, tak jak i ja jest typem samca alfa. Nie pozwoliłbym temu dupkowi zaatakować mojego tyłka, za to z jego szalałbym dowoli. O tym że jestem biseksualny już dawno rozeszła się wieść. Jakaś laska przyłapała mnie z innym kolesiem, gdy całowaliśmy się w schowku. Na początku wynikły z tego problemy. Moi koledzy zaczęli patrzeć na mnie z obawą. Choć trochę mnie to wkurza, to Sasuke dał początek lekceważenia faktu mojej orientacji. Ani przez chwilę nie traktował mnie inaczej. Dalej mi dogryzał i rywalizował ze mną w każdej dziedzinie sportowej. Nie wstydził się też brać prysznica w tym samym czasie co ja. Pamiętam dzień, który przełamał obawy kumpli z drużyny.


- - - - - Pół roku wcześniej - - - - -
Jak po każdym meczu, zabrałem ręcznik i poszedłem pod prysznic. Widziałem przerażone spojrzenia kumpli z drużyny, gdy dostrzegli gdzie zmierzam. To było krótko po tym, jak wydało się, że lubię facetów. Każdy z nich pewnie bał się, co będzie jeśli któremuś z nich spadnie mydło. Tak jakby w ogóle mięli się czego bać. Nie patrzyłem na nich w ten sposób. Jeśli tego nie łapali, to ich problem. Miałem całą łazienkę dla siebie. Stałem pod natryskiem i rozmyślałem. Jeszcze nigdy nie czułem takiej złości w sobie. Przez cały mecz, nikt nie chciał podać do mnie piłki. Traktowali mnie jak trędowatego. Raz nawet zaatakowałem kumpla na boisku. Gdyby mi podał, zdobylibyśmy punkty, ale on wolał wybrać bardziej ryzykowną opcję. Zresztą nie tylko on tak postąpił. Po tym co zrobiłem trener posadził mnie na ławce. Zacząłem się zastanawiać nad odejściem z drużyny. Byłem pewny, że nikt się nie pojawi, gdy ja biorę prysznic, to też okrutnie się zląkłem, gdy koło mnie pojawił się Czarny Drań. Trzymałem się za serce, próbując uspokoić oddech.
- Czemu mnie straszysz? - W końcu wydukałem z siebie.
- Widocznie masz sporo na sumieniu, skoro tak reagujesz. - Tak bardzo mnie wkurzały jego teksty, że nawet pochwałę od tego przemądrzałego dupka ja odebrałbym jako nabijanie się ze mnie.
- Z nas dwóch to ty wyglądasz jak seryjny morderca! Wcale bym się nie zdziwił, gdybyś podczas pełni pił krew zamordowanych zwierząt.
- Jesteś kretynem, nawet nie potrafisz odgryźć się z klasą.
- Uchiha, ty przemądrzały dupku! Potrafię wiele rzeczy i mógłbym się założyć, że owiele lepiej od ciebie! - Znowu wybuchłem. Nikt mnie tak nie wkurzał jak on. Sama jego obecność była moim katalizatorem do złości.
- No nie wątpię. Zapewne posiadasz większą wiedzę i umiejętności w penetracji męskich otworów.
Po jego słowach czułem się jak wściekła postać z kreskówki. Nie było bata, musiałem zrobić się czerwony ze złości, a para poszła mi uszami.
- Odwal się ode mnie! Nic ci do moich preferencji!
- Przyznaj się, Uzumaki! Staje ci gdy na mnie patrzysz? - Ta jego pewność siebie mnie dobijała. Jeszcze bardziej mnie wkurzało, że on często miał rację.
- Staje mi gdy widzę Sakurę, ale wystarczy, że ktokolwiek o tobie wspomni i od razu wszystkiego mi się odechciewa.
- Jesteś biseksualny i chcesz mi wmówić, że nic nie czujesz gdy stoję przed tobą nagi? - Widziałem jego kpiący uśmieszek. Ewidentnie chciał mi dogryźć, sprowokować. Nie wiem tylko co ja mu zrobiłem, że zawsze mnie tak traktował.
- Owszem czuję. - Przyjechałem wzrokiem po całym jego ciele, od czubka głowy, aż do stóp. Był dobrze zbudowany, ale ja byłem wściekły na cały świat i odreagowałem na nim. - Gdy cię widzę czuję obrzydzenie. Nie wiem co te wszystkie laski w tobie widzą. Nawet gdybyś był ostatnim facetem na świecie, a wszystkie kobiety by wyginęły, to nigdy, przenigdy bym cię nie tknął. Twoi rodzice chyba robili cię po ciemku, bo dla mnie jesteś jakimś dziwnym skrzyżowaniem kobiety i mężczyzny. Zamysł może był dobry, ale wykonanie kiepskie. - Zrobiłem minę jakbym miał się zaraz porzygać.
Zabrałem swoje rzeczy i wróciłem do szatni. Panowała tam cisza, choć prawie wszyscy jeszcze byli. Jestem pewny, że słyszeli moje słowa. O dziwo, Uchiha nic mi nie odpowiedział. Może choć raz udało mi się powiedzieć mu coś, co dało mu popalić. Na co ja się łudziłem? Przecież on nie ma uczuć, więc najpewniej każde moje słowo spłynęło po nim jak deszcz po dachu. Ubrałem się szybko. Włosy musiały wyschnąć mi po drodze. Zanim jednak wyszedłem, powiedziałem też reszcie co o nich myślę.
- Prysznic jest wasz! Możecie iść nacieszyć swoje oczy szkolnym dziwolągiem, obiektem westchnień tych wszystkich bab. Swoją drogą, to dziwne, że z dnia na dzień mój biseksualizm uczynił ze mnie słabego zawodnika. I nie musicie się bać, że któregoś z was przelecę, bo nie jesteście w moim typie. Wątpię, aby jakikolwiek facet hetero chciał przelecieć wszystkie kobiety świata. Zresztą nie ważne. Więcej nie będziecie musieli mnie oglądać na treningach ani meczach! Trzasnąłem drzwiami z taką siłą, że dziwne iż nie wyleciały z zawiasów.
Tego dnia postanowiłem, że już z nimi nie zagram. Następnego dnia z rana zjawiłem się w kanciapie nauczycieli w-fu i powiedziałem, że rezygnuje ze wszystkich dodatkowych zajęć sportowych. Dałem też zwolnienie z tych podstawowych do końca roku. Najpierw byli w szoku, później zaczęli się śmiać, traktując moje słowa jako żart, no bo niby ja nie wytrzymam bez sportu jednego dnia, a na końcu wypytywali mnie dlaczego rezygnuję. Nic nie wytłumaczyłem. Moja przyszywana babcia jest lekarzem, więc bez problemu dała mi papier, a on nie tłumaczył wystarczająco powodu. W dupie to miałem. Musiało im to wystarczyć, czy tego chcieli czy nie.
Byłem obrażony na cały świat, więc nie zwracałem uwagi na innych. Po dwóch tygodniach koledzy z drużyny przyszli mnie prosić o powrót. Sasuke podobno złamał rękę, a bez dwóch najlepszych zawodników drużyna kulała. Moje odejście dało wielu osobom do myślenia. Chłopcy zdali sobie sprawę, że nigdy nie podrywałem żadnego z nich. Potrzebowałem ich tak samo jak oni mnie. Można powiedzieć, że zaakceptowali mnie i wszystkie moje dziwactwa, a ja sam nieco się zdystansowałem do wszystkiego. Tylko jedna osoba zmieniła swoje podejście. Sasuke przestał ze mną rozmawiać. Jedyne czym mnie raczył od tamtego dnia, to jego lodowate spojrzenie i to też rzadko. On po prostu ignorował moją obecność. Wiele razy zastanawiałem się co mam sądzić o jego zachowaniu. Myślę, że gdy rozmawialiśmy pod prysznicem, on nie chciał mi dopiec. Tego dnia, on wyciągnął do mnie rękę, a ja mu na nią naplułem. Przecież mógł pójść pod prysznic na drugą stronę łazienki, ale on stanął zupełnie koło mnie. Był nagi, a jego gadka sugerowała, że ma gdzieś to czy na niego lecę, czy też nie, że nie krępuje go przebywanie koło mnie, nawet jeśli widok jego ciała działa na mnie pobudzająco. Szkoda tylko, że tak późno to zrozumiałem.


Od tamtego dnia minęło pół roku. Właściwie to sporo się w tym czasie wydarzyło. Ja niedługo po odejściu z drużyny poznałem szaloną Ino. Laska chciała spróbować czegoś nowego w związku ze swoim facetem. Zaproponowała mi trójkącik. Jej koleszka wydawał się niezadowolony, ale w końcu się zgodził. Odniosłem wrażenie, że nie miał wyboru. Spotkaliśmy się trzy razy na seks. Ich związek się rozpadł, a ja zaliczyłem czwarty raz z tym kolesiem. Przestałem się z nim widywać, kiedy stwierdził, że mnie kocha. Od dziecka mam alergię na to słowo. Gdybym dalej to ciągnął, niewątpliwie bardzo bym go skrzywdził, bo nie czułem tego co on. Właściwie to nigdy nie byłem zakochany. Nie wiem też jak do tego doszło, ale po miesiącu zacząłem spotykać się z koleżanką z klasy Czarnego Drania. Ależ ona dobrze całowała. Poznaliśmy się na imprezie naszego wspólnego znajomego. Nie zostało wiele osób na końcu. Graliśmy w butelkę. Dziewczyna w czarnych włosach dostała wyzwanie od Kiby. Miała pocałować w usta jednego z grających facetów. Każdy z nas był pewny, że podejdzie do Sasuke. Inne z kobiet marzyły o takim wyzwaniu, aby dobrać się w jakikolwiek sposób do lodowatego Czarnuszka. Uśmiechnięta Miya z rozbawieniem zaczęła krążyć koło grających. Na każdego z chłopców pokazywała palcem i śpiewała pod nosem jakąś piosenkę. Tak jakby robiła sobie wyliczankę. Nie dało się odczytać jej zamiarów. Przeszła koło mnie drugi raz z lekko opuszczoną głową, palcem wskazała na kumpla stojącego po mojej lewej, po czym zrobiła pięknego pirueta, zarzuciła mi ręce na szyję i wbiła się w moje usta. Byłem w takim szoku, że nie odwzajemniłem czułości. Oderwała się wyraźnie unikając mojego wzroku. Uchwyciłem tylko rumieniec na jej oddalającym się policzku. Czułem, że nie tak powinien wyglądać ten pocałunek. Dałem krok do przodu, pociągnąłem ją do siebie. Odwróciła się wpadając wprost w moje ramiona. Tym razem to ona była zaskoczona, ale otrząsnęła się szybciej niż ja. Zachłannie atakowaliśmy swoje usta. Gdy dołożyłem do całości swój język, ona jęknęła nie odrywając się ode mnie. Towarzyszyła nam cisza i zaskoczenie innych. Ludzie zamilkli zastanawiając się, czy czasem nie mają przywidzeń. Za każdym razem, gdy ja i Miya byliśmy sami, robiliśmy sobie powtórkę, aż w końcu mogliśmy przestać się ukrywać, bo każdy traktował nas jak parę. Okazało się, że podobałem się czarnowłosej dziewczynie od samego początku liceum. Nie czułem kołatania serca, gdy ją całowałem, ale lubiłem to robić. Spędzaliśmy ze sobą większą część dnia. Przy Miyi wszystko stało się takie jak dawniej. No prawie wszystko. Jedynie Sasuke nienawidził mnie jeszcze bardziej niż wcześniej. Lałem ciepłym moczem na jego zachowanie. Czułem też małą satysfakcję, bo nie opuszczało mnie wrażenie, że jego zachowanie ma coś wspólnego z moją dziewczyną. Możliwe, że wściekał się, bo to on chciał ją zdobyć, a ona wolała mnie. Nie potrafię opisać jak wielką satysfakcję sprawiało mi wkurzanie tego typa.
Moje kiepskie relacje z Sasuke źle wpływały na drużynę. Byliśmy niepokonani, gdy współpracowaliśmy. Kiedy darliśmy koty, akcje nie wychodziły. Dlatego koledzy z drużyny postanowili nas pogodzić. W ten oto durny sposób we dwójkę wylądowaliśmy w składziku zamknięci na klucz od zewnątrz. Na początku krzyczeliśmy, aby nam otworzyli. Po kilku minutach nie mieliśmy już wątpliwości, że prędko to nie nastąpi. Czarny Drań dziwnym trafem miał telefon. Nie było jednak zasięgu w tym zadupiu. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, włączył latarkę z telefonu i zaczął walić w drzwi. Krzyczał, aby w tej chwili otworzyli. Bawiła mnie jego reakcja, bo pierwszy raz widziałem, aby on stracił nad sobą panowanie i w ten sposób się zachowywał. Później zdałem sobie sprawę z tego, czego się obawiał. Przecież ja lubiłem też chłopców, a on doskonale to wiedział.
- Wyluzuj. Już ci kiedyś mówiłem, że mnie nie interesujesz, więc nie musisz panikować, że coś ci zrobię.
Moje słowa powstrzymały go od dalszego walenia w drzwi. Światło z jego telefonu wystarczyło, abym widział jak zaciska pięści ze złości.
- Zamknij się, głąbie. - Zawarczał ze zaciśniętymi zębami.
- Póki będziesz krzyczał, raczej nas nie wypuszczą. Usiądź więc grzecznie i poczekaj chwilę.
Sam siadłem wygodnie na podłodze, a w zasadzie rozwaliłem się i zacząłem gapić się w sufit. Czarny Drań przysiadł w kącie i starał się uspokoić. Kiepsko mu to szło. Gapił się na światełko z telefonu, jakby było nie wiem jak wspaniałe. Kiedy bateria zapiszczała, że jest już prawie rozładowana, on prawie wpadł w histerię. Dopiero wtedy mnie coś tknęło.
- Sasuke, czy ty lękasz się ciemności? - Zapytałem, a on zmierzył mnie groźnym spojrzeniem.
- Odwal się i trzymaj się z dala ode mnie! - W jego słowach nie było pewności.
Podniosłem się, a on bacznie obserwował co robię. Usiadłem zaraz przy nim. Może zamknięcie nas tu razem nie było najgorszym pomysłem. W końcu powinienem go przeprosić.
- Skoro już jesteśmy skazani na siebie i to nie wiadomo na jak długo, to może pogadamy? - Nie wiedziałem jak zacząć.
- Odwal się ode mnie! Nie mam zamiaru z tobą gadać. - Nie myślałem, że Uchiha to tak bardzo obrażalskie stworzenie. Trochę mnie to nawet bawiło.
Jego telefon zapiszczał po raz ostatni i zgasł. Wtedy Sasuke naprawdę zaczął panikować.
- Uspokój się. - Złapałem go za rękę, by go nieco powstrzymać. - Przecież nic ci nie zrobię. Już sobie stąd idę w inny kąt.
- Zostań! - Złapał mnie, a ja poczułem jak dygocze. On się bał.
Nie wiem czemu to zrobiłem, ale przytuliłem go. Nie protestował. Prawie wpakował mi się na kolana. Dłonie mocno zaciskał na mojej koszulce. Po pewnym czasie głowę położył na moim barku. Zaczęło mi się robić gorąco, bardzo gorąco. Drań zachowywał się trochę jak spanikowana dziewczyna, a mi było przyjemnie. Dłonią zacząłem gładzić jego włosy. Podobał mi się jego zapach. Jak ja chciałem go pocałować. Pragnienie stało się zbyt silne. Wychyliłem się i złożyłem delikatny pocałunek na jego szyi. Lekko się wzdrygnął, ale nie uciekł. Zamiast tego jeszcze bardziej do mnie przylgnął. Dmuchnąłem na jego szyje, a on zamruczał. To było tak cholernie podniecające, że powoli zaczynałem tracić panowanie. Chciałem coś sprawdzić, więc wsunąłem dłonie pod jego koszulkę. Badałem niespiesznie skórę jego pleców, a on objął mnie mocno. Nie mogłem uwierzyć w swoje odkrycie. Ten Zimny Drań na mnie leciał?! Kiedy usłyszałem jak ktoś wkłada klucz do zamka, on odskoczył ode mnie jak oparzony. Drzwi się otworzyły, a ja dziękowałem w duchu, że ktoś się tu pojawił. Sasuke zmierzył mnie zabójczym spojrzeniem i wyszedł. Nie wyglądało jakbyśmy się pogodzili, ale ja byłem pewny, że coś się od tej pory między nami zmieni. Poznałem sekret szkolnego ważniaka i nie wiedziałem co teraz z tym zrobić.
W domu długo rozmyślałem. To co się stało w schowku nie dawało mi spokoju. Od początku szkoły średniej nie widziałem Sasuke z żadną dziewczyną, poza moją kuzynką Karin. Ona jest z nim w klasie i z tego co wiem utrzymują dobre stosunki razem z dwójką dziwnych kolesi. Karin buja się w brunecie od samego początku, jak połowa dziewcząt ze szkoły. Nikt nie cieszy się takim powodzeniem jak Uchiha, a mimo tego nigdy nie słyszałem, aby doszło do czegoś między nim i jakąkolwiek laską. Na myśl, że on może być gejem, moją twarz przyozdobił szyderczy uśmiech. To jest możliwe, a idąc po nitce do kłębka, doszedłem do wniosku, że muszę to sprawdzić. Zasnąłem wyobrażając sobie miny tych nieszczęśliwych kobiet, kiedy poznałyby prawdę o swoim ukochanym.
Jak najlepiej sprawdzić czy ktoś się tobą interesuje? Trzeba go olewać cały dzień, poświęcać swój czas innym, wdać się w mały flirt i dyskretnie obserwować jak reaguje osoba cię interesująca. Sam oczywiście tego nie wymyśliłem. Przeczytałem kiedyś w internecie, no i trochę z obserwacji z własnego życia. Pojawiłem się więc pod klasą Czarnuszka. Gdy mnie dostrzegł zrobił niezadowoloną minę. Olałem go, przechodząc koło niego i podchodząc do mojej byłej dziewczyny. Miya ucieszyła się na mój widok. Czułem się jak prawdziwy dupek. Ona wyraźnie coś jeszcze do mnie czuła, a ja ją teraz wykorzystywałem. Objąłem ją ramieniem, a ona się do mnie wtuliła. Właśnie wtedy dostrzegłem to co mnie interesowało. Sasuke stał z zaciśniętymi zębami, a oczy aż płonęły mu złością. Powstrzymałem się przed parsknięciem śmiechem. Przyłapałem go właśnie na zazdrości? Tak mi się przynajmniej wydawało. Po lekcjach poprosiłem Karin o adres Sasuke. Powiedziałem jej, że przez przypadek zabrałem jego koszulkę po treningu i muszę mu odnieść. Dała mi bez problemu.  Gdyby tylko wiedziała co chciałem zrobić, to by mi go nie dawała. Lałem na to. Uśmiechnięty stanąłem przed drzwiami Mordoru. Zadzwoniłem i bardzo szybko stanął przede mnie wysoki mężczyzna, z długimi, czarnymi włosami splecionymi w kitkę i takimi samymi oczami jak Sasuke. Zabawnie wyglądał w jednym bucie na nodze i skarpetką na drugiej.
- Słucham. - Powiedział z lekkim uśmiechem. Był kilka lat starszy ode mnie, a jego uśmiech był naprawdę piękny.
- Jestem Naruto Uzumaki, kolega Sasuke. Zastałem go? - Wypowiedziałem nie mogąc oderwać wzroku od jego uśmiechu. Koleś mnie oczarował.
- Jest. - Odwrócił się w drugą stronę i krzyknął. - Sasuke! - Nikt mu nie odpowiedział. - Sasuke, do ciebie! - Spojrzał na zegarek, założył drugiego buta i zwrócił się do mnie. - Długo się znacie?
- Od początku liceum. Jesteśmy razem w drużynie.
- Pierwsze piętro, drugie drzwi po lewej stronie. Schody znajdziesz na końcu korytarza. Tylko koniecznie zapukaj, bo jest wyczulony na tym punkcie. Ja muszę już wychodzić, więc cię nie zaprowadzę. Jeśli możesz, przekaż mu, że wrócę jutro.
- Jasne, tylko kim ty jesteś? - Od razu polubiłem tego kolesia.
- Itachi Uchiha, brat Sasuke.
Uścisnął mi rękę i wyszedł. Ja zdjąłem buty i zacząłem kroczyć korytarzami Mordoru. Schody były tak jebitnie duże, że nie sposób było ich nie znaleźć.  Pamiętałem, że miały to być drugie drzwi, ale po której stronie? Chyba za bardzo byłem skupiony na urodzie starszego Uchihy. Ciekawe czy Czarny Drań też jest taki przystojny, gdy się uśmiecha. Chciałem się tego dowiedzieć. Tą sprawę postawiłem jako priorytet moich dążeń. Stanąłem przed drzwiami po prawej stronie. Miałem pukać? Ani mi się śniło! Nie przegapiłbym okazji przyłapania drania na czymś niestosownym. Pociągnąłem za klamkę i dupa! Czyli to jednak miało być po lewej. Szybko naprawiłem swój błąd. Sasuke siedział tyłem do wejścia z dużymi słuchawkami na uszach i grał w grę. Nic niestosownego na pierwszy rzut oka. Stanąłem bliżej i zacząłem obserwować co robi. Był tak pochłonięty pisaniem z kimś, że mnie nie dostrzegł. Prychnął pod nosem, a ja zacząłem dostrzegać szczegóły, które nie pasowały do typowego nastolatka. Otóż on był postacią żeńską, a dialog jaki prowadził zdawał się wyraźnym flirtem. Dmuchnąłem mu na szyję, by w końcu skupił swoją uwagę na mnie. Podskoczył jak opętany. W pierwszej chwili nie wiedział co się dzieje. Był widocznie zdezorientowany. Dopiero po chwili doszło do niego, że ja tu naprawdę jestem.
- Co ty tu do kurwy robisz?! - Był wściekły, a ja rozbawiony.
- Itachi mnie wpuścił. Prosił by ci przekazać, że wróci jutro.
- Wynoś się! Nikt cię tu nie zapraszał!
- Sam się wprosiłem, a ty mógłbyś być trochę milszy dla kolegi z drużyny.
- Ani mi się śni. Wynoś się głąbie! - Ręką wskazał na drzwi od pokoju.
- Trochę zaschło mi w buzi, więc mógłbyś przynieść coś do picia. - Rzuciłem się na jego łóżko i wygodnie ułożyłem. - Poza tym mamy do pogadania, a rozmowa może cię zainteresować.
Widziałem jak analizował moje słowa. Zmarszczył groźnie brwi.
- Chcesz mnie szantażować? - Zapytał, a ja szczerze się zdziwiłem.
- Po co miałbym to robić? Chcę po prostu pogadać. Dużo się tego nazbierało, a mnie naprawdę suszy. To jak z tym piciem?
Sasuke zaciskał pięści. Wylogował się z gry, a szkoda, bo chętnie poczytałbym co tam wypisywał i przełączył komputer w tryb uśpienia. Na pewno miał hasło, więc próba odpalenia go ponownie była bez sensu. On wyszedł, a ja zostałem sam. Zacząłem się rozglądać. Znalazłem zdjęcie, gdzie całą drużyną świętowaliśmy zwycięstwo. Jedno ze słabszych zdjęć, więc czemu Drań wybrał właśnie te? Po prawej stronie stałem ja, a ramieniem obejmowałem tego dupka. Długo przyglądałem się kolegom. To chyba jedyne takie ujęcie, gdy ja i Sasuke nie boczymy się na siebie. Nawet nie wiedziałem, że takowa fotografia istnieje. Na twarzy bruneta widać nawet cień uśmiechu. Do pokoju wszedł Drań z tacą. Przyniósł nawet jakieś ciasteczka.
- Zostaw to, bo zniszczysz. - Burknął na mnie. Zacząłem się już przyzwyczajać do tych jego humorków. To, że cały czas grał niedostępnego, w jakiś sposób jeszcze bardziej mnie do niego ciągnęło.
- Żadna strata. To najbardziej beznadziejne zdjęcie chłopaków jakie widziałem. Przyniosę ci drugie, a to możemy spalić. - Wyciągnąłem zapalniczkę z kieszeni na znak, że możemy to zrobić choćby w tej chwili.
Sasuke doskoczył do mnie i wyrwał mi ramkę ze zdjęciem z dłoni. Gdyby jego spojrzenie mogło zabijać, to ja leżałbym plackiem w jego pokoju i już nigdy sam się nie podniósł. W oczy rzucił mi się jeszcze jeden szczegół. Drań zmienił koszulkę. Wcześniej miał na sobie czarny, podniszczony podkoszulek, a teraz prezentował się nienagannie w podobnym, ale jednak innym. To co rzuciło mi się w oczy, to fakt, że materiał lekko na nim wisiał. Zastanawiałem się, czy czasem nie założył koszulki brata. Na każdym kroku Sasuke potwierdzał moje przypuszczenia. Zastanawiałem się jak długo dam radę jeszcze się z nim droczyć. Sprawiało mi to przyjemność, ale potęgowało inne pragnienia.
- Herbata? - Zapytałem lekko skwaszony. - Nie masz czegoś lepszego?
- Pij, albo spadaj. - Ponownie na mnie warknął, choć w jego głosie nie było przekonania.
- Wolałbym piwo.
Wywrócił oczami, a ja zrobiłem najsłodszą minę jaką potrafiłem. Schował ramkę ze zdjęciem do szuflady i kiwnął na mnie.
- Idziesz ze mną. - Wskazał dłonią drzwi.
- Nie ufasz mi? Przecież jestem jak aniołek.
- Nie padło mi jeszcze na mózg, aby ci zaufać. Ruszaj.
Popchnął mnie w stronę drzwi, a ja posłusznie poddałem się kierunkowi zmierzającemu do wyjścia z serca Mordoru. Zeszliśmy na dół do kuchni.
- Temperatura pokojowa czy z lodówki? - Zapytał idąc przodem.
- Z lodówki. Nie lubię ciepłego piwa.
Podał mi butelkę i otwieracz. Dla siebie sięgnął z szafki i poszedł w moje ślady. Przyłożyłem butelkę do ust i wypiłem połowę zawartości na raz. Westchnąłem, po czym dałem głośny popis bekania. Wywrócił oczami i spojrzał na mnie z politowaniem. U siebie w domu, bez świadków nie był takim dupkiem jak w szkole. Śmiało mogłem powiedzieć, że przy bliższym poznaniu Sasuke zyskiwał w oczach.
- To co cię tu sprowadziło? - Zapytał Czarny Drań, opierając się o szafkę.
- Chciałem pogadać, ale nie wiem czy będę w stanie. - Odpowiedziałem ze skruszoną miną.
- Bo? - Liczyłem, że o to zapyta.
- Bo jestem głodny, a z pustym brzuchem nie mogę myśleć.
- Mogłeś zjeść przed przyjściem tutaj.
- Jadłem, ale tak długo zajęło mi odnalezienie twojego domostwa, że zdążyło się strawić wszystko co pochłonąłem. - Złożyłem dłonie jak do modlitwy i spojrzałem błagalnym wzrokiem. - Ja cię tak ładnie proszę.
- Tylko się nie przyzwyczajaj.
Zabrał się za robienie jajecznicy. Widocznie sam też był głodny, skoro tak łatwo było go namówić. Zapytał z ilu jajek mi zrobić i skrzywił się, gdy usłyszał, że z pięciu. Wbił osiem jajek i zabrał się za ich rozbijanie. Chętnie ubrałbym go w uroczy fartuszek i nic poza tym, a potem podziwiał jak gotuje dla mnie. Kiedy smażył, stanąłem za nim i oparłem brodę o jego ramie.
- Pięknie pachnie, aż mi ślinka cieknie. - Zamruczałem z aprobatą. Czułem jak się spiął. Przez chwilę się w ogóle nie ruszał. Wsunąłem dłoń pod jego pachę, zbliżając do patelni. - Mogę posmakować? - Zapytałem, ale on zdzielił mnie po palcach, zanim dotknąłem naszej wspólnej kolacji.
- Głupku, chcesz się poparzyć? - Burknął dziwnym głosem.
Ja się odsunąłem na bezpieczną odległość, a on dalej kontynuował. Nałożył porcje na talerze i zaniósł je do salonu. Włączył telewizor i kazał mi siadać.
- Dobrze gotujesz. Chyba będę częściej do ciebie wpadał na jakieś żarcie. - Powiedziałem to jak tylko przełknąłem pierwszy kęs.
- Niech ci twoja dziewczyna gotuje. Ja nie prowadzę darmowej jadłodajni. - Wyczułem w jego głosie zgryźliwość.
- Tak się składa, że od jakiegoś czasu nie mam dziewczyny, więc chyba się nie wykręcisz tak łatwo.
- To niech ci ją robi matka, ja gotuję tylko dla ważnych osób. Dzisiejszy raz to wyjątek, więc nie rób sobie nadziei na więcej. - Nie spoglądał na mnie, ale wyraźnie humor mu się poprawiał.
- Moi rodzice nie żyją, a wuj który się mną opiekuje, nie gotuje. Czasem coś zamawiamy, albo wcinamy zupki z paczki. Rzadko mam okazję jeść coś tak pysznego.
- Nie przesadzaj, to tylko jajecznica. - Swój wzrok miał utkwiony w talerzu. Ludzie dziwacznie reagują, gdy słyszą, że jestem sierotą. Sasuke w tym przypadku nie był wyjątkiem.
- W barach mlecznych jajecznice są zazwyczaj suche, więc twoja wypada przy nich genialnie.
- Nawet się nie starałem. - Mruknął prawie szeptem.
- Mimo tego dziękuję.
Resztę zjedliśmy w ciszy. Sasuke nie spojrzał już więcej na mnie. Kiedy skończyliśmy, on poszedł zanieść talerze do kuchni, a ja podreptałem za nim. Kiedy zmywał, wykorzystałem okazję.
- Chciałem abyś wiedział, że to co wykrzyczałem ci pod prysznicem przed moim odejściem z drużyny, było kłamstwem. Byłem wściekły i wyładowałem się na tobie. Przepraszam. Tak naprawdę uważam cię za fajnego faceta. Choć ciężko mi się do tego przyznać, to podobasz mi się. Od samego początku mi się podobałeś i złościło mnie, że nigdy nie miałbym u ciebie szans. Po tym co zdarzyło się w składziku, pomyślałem, że może jednak nie jestem na spalonej pozycji. Dlatego tu jestem. Chcę się z tobą pogodzić i nie tylko, jeśli ty też będziesz tego chciał.
Sasuke wytarł dłonie i odwrócił się do mnie. Jego mina skrupulatnie ukrywała jego uczucia. Nie wiedziałem nic, a on po prostu stał i na mnie patrzył. Zrobiłem mały krok w jego stronę, później kolejny i następny. W końcu znalazłem się wystarczająco blisko. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy. Oddychał ciężko, tak jak ja. Uniosłem dłoń i dotknąłem jego policzka. Przymknął oczy i wtulił się bardziej. Byliśmy podobnego wzrostu. Zbliżyłem się jeszcze bardziej. Przechyliłem głowę i musnąłem jego wargi. Nie usłyszałem żadnego sprzeciwu, a jedynie westchnięcie. Wsunąłem mu palce we włosy i zacząłem całować. Uczestniczył w pocałunku równie mocno jak ja. Rękoma oplótł moją szyję. Wsunąłem mu dłoń pod materiał koszulki. Gładziłem jego skórę. Czułem, że miał gęsią skórkę. Podobało mu się, o czym świadczyła również powiększająca się wypukłość na wysokości krocza. Nie przypuszczałem, że tak to się skończy. Nie dotarliśmy do jego pokoju. Kochaliśmy się na kanapie w salonie. Tam też zasnęliśmy wtuleni w siebie. Rano przyłapał nas Itachi. Myślałem, że wywali mnie na zbity pysk, ale zaskakująco dobrze to przyjął. Okazało się, że on i Sasuke również są sierotami. Może to lepiej. Nie każdy z rodziców dobrze przyjmuje do wiadomości fakt, że jego syn woli chłopców.
Związek z Sasuke okazał się dużo trudniejszy, niż mógłbym przypuszczać. Kłóciliśmy się często, ale godzenie się wychodziło nam nadzwyczaj dobrze. Szybko zdałem sobie sprawę z tego, że uzależniłem się od Czarnego Drania. Uwielbiałem się przy nim budzić i zasypiać. On wnosił do naszego związku powagę, której mi często brakowało. Ja nauczyłem się go rozśmieszać i uwielbiałem to robić. Uśmiechnięty Sasuke był jak najsilniejszy w świecie afrodyzjak. No i w końcu to powiedziałem. Jak? A no tak.
- Sasuke!
- Yhy. - Odburknął niedbale do mnie nie racząc mnie nawet spojrzeniem.
- Kocham cię. - Wyszczerzyłem się do jego zaskoczonej twarzy. Szybko się jednak opamiętał, przybierając złośliwy uśmieszek.
- Ja ciebie też, głąbie.
- Ej! Mogłeś darować sobie tego głąba. Drań!

END

***
Sporo Wam kazałam czekać i to jeszcze nie na kontynuację opowiadań które polubiliście, tylko coś nowego. Mam jednak nadzieję, że choć tak osłodzę wam dalsze oczekiwania.
Myślę, że następne będzie Muspelheim, muszę tylko dokończyć rozdział. Byłby już wcześniej, ale nabroiłam i nie zapisał mi się fragment, z którego co gorsza byłam zadowolona, a drugi raz już się nie chce tak lekko i fajnie wyklikać jak przy pierwszym podejściu.

Pozdrowienia dla Wytrwałych :)