* * * * *
UWAGA!!!
* * * * *



więcej ›››

...
więcej ›››

Dzień w Raju
Rozdział 1
Rozdział 2
...
...





- Nie powinieneś był wchodzić na balkon. To go jeszcze
bardziej rozzłościło.
- Skoro się go boisz, czemu nie zgłosisz dzisiejszej
napaści? Mogłabyś wystąpić do sądu o zakaz zbliżania.
- Nie chcę tego robić. Teraz jest zły, ale w końcu mu
przejdzie i da mi spokój.
- Boisz się go?
- To nie tak. Po prostu nie chcę tego tak zakończyć.
- Wolisz aby cię obrażał i nachodził?
- Nie oczekuję, że zrozumiesz moje zachowanie.
Jej zachowanie było ciężko zrozumieć. Do tej pory nie wiedział czemu uciekła z jego mieszkania. Czy ta dwójka była jeszcze wtedy parą, czy dopiero co
się rozstali?
- Pomyślałaś co by było, gdybym nie pojawił się w porę?
- Menma taki nie jest. To złość przez niego przemawia.
- Mówisz jak ofiara przemocy domowej, która jeszcze nie rozumie, że nie powinna doszukiwać się winy w sobie i bronić tego, który ją krzywdzi. Facet który podnosi
rękę na kobietę jest śmieciem i nigdy nie powinno się takich ludzi bronić.
- Osądzasz go, chociaż nic o nim nie wiesz. - Hinata dalej
broniła swojego napastnika, co irytowało Sasuke. Znał takie przypadki i
wiedział, że to może się na niej fatalnie odbić.
- Czemu cię nachodzi? - Wyglądało, że mu na to nie odpowie.
- Jak mnie znalazłeś? Pierścionek nie był podpisany.
- Kiedy znajduje się błyskotkę za kilkanaście tysięcy
złotych, to lista możliwych opcji się zawęża.
- Kilkanaście tysięcy? - Sasuke kiwnął jej głową. - Chwalił
się, że dał dwadzieścia pięć tysięcy.
- Ma to znaczenie ile dokładnie kosztował? - Uchiha bacznie
obserwował dziewczynę, ważąc czy jest interesowna czy też nie.
- Zdziwiłbyś się dla jak wielu osób ma to znaczenie. -
Westchnęła ciężko. - Kiedy nosisz na palcu tak drogi pierścionek ludzie ci
gratulują, a za plecami obgadują. Dziękuję, że mi go przyniosłeś. Dzięki temu
mogę zamknąć pewien rozdział tak jak należy.
Patrząc na jej zatroskaną twarz czuł absurdalną
chęć przygarnięcia jej do siebie i zamknięcia w żelaznym uścisku.
Zapewnienia, że obroni ją przed światem, a w szczególności przed Menmą. Mógłby
dać jej poczucie bezpieczeństwa, nie oczekując nic w zamian. Co się z nim
działo? Czy gdyby ją teraz pocałował, kochaliby się na kanapie przykrytej
puchowym, niebieskim kocem?
- Sprowadza cię coś więcej?
Zapytała niepewnie, a on nie mógł odgadnąć do czego zmierza.
Chciała się go pozbyć, czy zatrzymać? Co powinien powiedzieć? Przyszedł tu by
oddać zgubę, a trochę z ciekawości. Kobiety, które znał, zapewne
rzuciłyby mu się na szyję, dziękując za jego fatygę. Hinata nie skakała z
radości. Nawet się nie uśmiechnęła do niego. Była ofiarą nieudanego związku,
który zakończyła z jakiegoś powodu, a jej niedoszły mąż nie akceptował
rozstania. Dalej był jednak ciekawy czy tamtej nocy byli zaręczeni. O kim
myślała, gdy ją całował.
- Nie. - Odparł po czasie, a ona z ulgą wypuściła powietrze.
Uderzyło w niego ukłucie rozczarowania. Nie takiej reakcji się spodziewał.
- Dziękuję za wszystko. Nie będę cię dłużej zatrzymywać.
- Za wszystko? - Zapytał odruchowo, a ona spojrzała na niego
nieśmiało.
- Za dzisiaj. - Sprostowała.
- Gdyby coś się działo - z kieszeni wyciągnął portfel i po
chwili podał jej swoją wizytówkę - dzwoń do mnie bez względu na porę, nawet w
nocy.
- Nie musisz tego robić.
- Wstąpiłem do policji by pomagać. Moim obowiązkiem jest
chronić tych, którzy sami nie są w stanie się obronić. Znam takich ludzi jak
Menma. On tak łatwo nie odpuści i może posunąć się dużo dalej niż podniesienie
ręki na staruszkę.
- Wrzuciłeś go do jednego wora razem z innymi kryminalistami.
Menma potrafi być bezczelny, ale nie jest damskim bokserem. - Jej ton brzmiał
oskarżycielsko.
- Z jakiegoś powodu zerwałaś zaręczyny.
- Nigdy nie podniósł na mnie ręki. Przez cały czas, jak
byliśmy razem dobrze mnie traktował.
- Więc czemu go zostawiłaś? - Czy posunął się za daleko? Jej
twarz była czerwona i nie wiedział czy to ze złości czy zawstydzenia. Oczy
błąkały się po sąsiedniej ścianie. Pewna myśl uderzyła w niego. Co jeśli to
przez ich wspólną noc? Czy on przyczynił się do rozstania pary jak z żurnala? -
Przepraszam, nie powinienem zadawać tak osobistych pytań.
- Nie powinieneś.
Zaskoczyła go ponownie, zgadzając się z jego stwierdzeniem.
Ogarnęła go złość i nie był pewien na co się tak naprawdę złości.
- Jeśli to koniec przesłuchania, to...
- Pójdę już. Pamiętaj tylko, że moja propozycja jest
dalej aktualna. Dzwoń nawet jeśli to fałszywy alarm.
- Zapamiętam.
Wyszedł nie wierząc w to, że się odezwie. Ta myśl czy też
może przeczucie, które go dręczyło się potwierdziło. Hinata miała problemy, a
on mógłby się założyć, że tu nie chodzi tylko o złamane serce. Facet, który
chce odzyskać kobietę, nie nazywa ją ani suką, ani dziwką, a on wyraźnie
słyszał te określenia z ust Menmy. Ushi nie godził się z faktem, że nie są już
parą. Dalej nazywał Hinatę swoją narzeczoną, a to potęgowało niepokój Uchihy.
Podejrzewał, że kiedy Hinata w końcu zdecyduje się do niego zwrócić o pomoc, będzie już za późno.
Nie mogąc znieść niepokoju mieszanego z rozczarowaniem i
złością, zadzwonił do Naruto, aby spotkali się w barze Akatsuki za pół godziny.
Sam ruszył do centrum, aby zjeść wcześniej jakiegoś kebaba, a potem udać się do
lokalu. Zdecydowanie potrzebował alkoholu, by nie myśleć o niedawnym spotkaniu.
Matka
często powtarzała mu: "Kuj żelazo, póki gorące". No to idąc za
ciosem, odbył rozmowę z najmądrzejszą głową jaką znał i natchniony nowym planem
działania, udał się do Ino. Była przewodniczącą ich klasy i miała dużo więcej
wdzięku od niego, to też mogła być bardzo pomocna. Wiedział jak przekonać
niemal każdą z dziewcząt do swojego planu. Wystarczyło zagwarantować, że pojawi
się pewna osoba i to wszystko. Ino uruchomiła swoje kontakty i wspólnie z
ulubioną uczennicą dyrektorki, całą trójką udali się do Tsunade. O dziwno to
nie żadna z dziewcząt, a Uzumaki wywalczył najdzielniej. Miał nie tyle gadane,
co odwagę nazywać sprawy po imieniu. Określił szkołę jako snobistyczną,
zacofaną, zamkniętą na integrację i nastawioną wyłącznie na osiągnięcia,
zapominając, że przecież oni są jeszcze młodzi i od czasu do czasu potrzeba im
miejsca i okoliczności, aby się wyszaleć. No a gdzie można bezpieczniej się
wyszaleć niż jeśli pod okiem zacnych pedagogów? Kiedy dyrektorka kazała im
wyjść, on na zakończenie stanął twardo przed nią.
-
Chce mi pani powiedzieć, że za młodu była pani posłuszną i grzeczną uczennicą?
Zboczony Pustelnik mi mówił...
-
Naruto! - Wrzasnęła Tsunadę. - Jeszcze słowo.
-
Jak pani myśli, że ja się przestraszę, to jest pani w błędzie od samego
początku. Będę tu przychodził na każdej przerwie i w kółko prosił o to samo, aż
uzyskam zgodę.
-
Po kilku próbach ci się znudzi.
-
Naruto Uzumaki nigdy się nie poddaje. - Dyrektorka zmierzyła go swoim
nieprzychylnym spojrzeniem, po czym kazała wyjść.
-
Musiałeś ją tak zdenerwować? - Ino wyraźnie żałowała, że zgodziła się na pomysł
kolegi. - Teraz będzie się mścić.
-
Przejdzie jej. Poza tym ona już się prawie zgodziła.
-
Więcej wam nie pomogę. Umywam ręce od tego pomysłu. - Rzekła ulubienica
dyrektorki i odeszła.
-
Super. Dzięki tobie straciłam najlepszego sojusznika. - Mruknęła blondynka,
patrząc ze złością na chłopaka.
-
Mówisz o tym dupolizie? Wlazłaby Tsunadę w dupę gdyby mogła. Nawet nie
próbowała nam pomóc. Od początku mówiła, że ona nas uświadamiała, że w tej szkole
nigdy nie było żadnej dyskoteki i raczej to się nie zmieni.
-
To fakt, ale i tak byłoby gorzej gdyby z nami nie poszła.
-
Szykuj kiecę, a ja wszystko załatwię. - Naruto pewny swojego przyszłego
sukcesu, poszedł do klasy, nie czekając na koleżankę.
Wchodząc
na zajęcia, ukłonił się jedynie przepraszająco w stronę nauczyciela, po czym
spojrzał z zajadłym uśmiechem na Uchihę. Brunet zlekceważył jego zachowanie,
jakby kompletnie go nie znał. Blondyn usiadł w swojej ławce i wyjął zeszyt.
Delikatnie pociągnął Hinatę za włosy. Odwróciła się do niego.
-
Coś przegapiłem? - Zapytał przyciszonym głosem.
Hinata
podniosła książkę, pokazując mu stronę na której powinien otworzyć i zacząć
czytać. On jedynie uśmiechnął się do niej, no bo książki nie posiadał.
Nauczyciel uniósł głowę i spostrzegł rozweselonego ucznia.
-
Uzumaki, może byś się już zajął lekcją.
- Z
chęcią, ale książkę pogryzł mi pies, a jeszcze nie kupiłem nowej. To też jeśli
nie problem, dosiadłbym się do kogoś, aby czytać wspólnie.
-
Dobrze. Przesiądź się.
Chłopak
wstał i chciał postawił krzesło koło stolika Sakury. Nauczyciel szybko go
przywołał do porządku, aby nie łaził po klasie i podszedł do kogoś z pobliża.
Takim też sposobem koło Hinaty zasiadł blondyn. Przysunął się do niej na tyle
blisko, że ich ramiona się stykały. Jego koledzy z klasy spojrzeli na niego ze
współczuciem. W końcu zamiast przy najładniejszej, musiał usiąść przy
najbrzydszej dziewczynie z klasy. Nikt szczególnie nie przepadał za Hyugą. Ona
była odludkiem, nie udzielała się nigdy, nie rozmawiała z nikim na przerwach,
ani nawet nie próbowała zawrzeć jakiejkolwiek znajomości z kimkolwiek. Na
dodatek była brzydka i ubierała się jakby była z innej epoki.
Naruto
kompletnie nie przejmując się, że to nie jego książka, zaczął rysować w niej
patyczaste ludziki. Wiedział, że jego sztuka, w porównaniu do zdolności
właścicielki książki, to jak amator rolek kontra on sam, mimo tego nie
przejmował się niczym. Nie bardzo chciało mu się czytać tekst, to też jedynie
udawał, że to robi. W międzyczasie na tablicy nauczyciel zapisał pytania, na
które mieli odpowiedzieć, po przeczytaniu tematu z książki. Hinata zabrała się
za przepisywanie i odpowiadanie, starając się jakoś zająć swoje myśli. Było jej
bardzo przyjemnie siedzieć koło Naruto. Ładnie pachniał, a miejsce, gdzie
stykały się ich ramiona aż paliło jego żarem. Mimo tego się nie odsunęła. Przez
kurs i to, że słabo jej poszło na pierwszym spotkaniu, chodziła zestresowana.
Bała się, że coś zepsuje i straci jedyną przyjazną duszę. Nie chciała być
odludkiem, nie miała jednak odwagi zmienić tego, a Naruto nie patrzył na nią
tak jak inni. Nie unikał jej wzrokiem, nie udawał, że jej nie ma. On sprawiał,
że nie czuła się niewidzialna. Usiadł przy niej, chociaż mógł usiąść do kogoś
innego.
Kiedy
ona pochłonięta była odpowiadaniem na pytania, on podniósł kilkanaście stron z
książki i na wolnej przestrzeni kartki narysował serduszko, wpisując w środku
"kocham Naruto". Uśmiechnął się, żałując, iż raczej nie będzie miał
okazji zobaczyć jej reakcji na owe dzieło, kiedy już się na to natknie. Z
wielkim uśmiechem otworzył swój zeszyt i zaczął przepisywać odpowiedzi od
Hinaty. Całe szczęście miała ładne pismo, to też nie było problemu z
odczytaniem. Dziewczyna widząc co robi, starała się pisać tak, aby widział i
bez problemu mógł odczytać jej pismo. Zerkając jej do zeszytu przysuwał się
jeszcze bardziej, a jego sterczące, zmierzwione włosy, czasami łaskotały ją po
policzku. Jako, że wszystkiego nie zdążył przepisać przed dzwonkiem, pożyczył
od niej zeszyt, po czym Naruto chwycił swoje rzeczy i wybiegł pod gabinet
dyrektorki, co niweczyło wszelkie nadzieje na rozmowę.
Blondyn
w zaparte realizował swój plan, wierząc, że osiągnie sukces. Musiał
zorganizować dyskotekę w szkole. Wierzył że gdy to już osiągnie, reszta pójdzie
jak po maśle.
Każdą
możliwą przerwę Naruto spędzał w tym samym miejscu. Na jakąkolwiek rozmowę z
nim nie było szans. Hinata poszła więc na kolejną lekcję kursu z takim samym
mętlikiem i obawami jak poprzednio. Jej nieśmiałość i lęki kiepsko wpłynęły na
przyswajanie wiedzy. Kiedy wszyscy stanęli wokół Hidana, ona znajdowała się z
tyłu. Nie widziała dobrze tego co pokazywał, a później nie bardzo wiedziała jak
odtworzyć to na swoim kawałku ściany. W rezultacie poszło jej najgorzej z
grupy. Hidan podchodził do ładniejszych dziewcząt, dając im osobiste uwagi, nie
krępując się, gdy stał zbyt blisko. Nawet Hanabi radziła sobie lepiej, po kilku
takich wskazówkach, udowadniając, iż miała rację, na poprzedniej lekcji. Gdy
zajęcia dobiegły końca, starsza Hyuga miała ochotę się rozpłakać. Gaara
podszedł do niej, a ona nie wiedziała co mogłaby mu powiedzieć. Spojrzał na jej
pracę i nic nie skomentował. Wtedy Hanabi podeszła, by się przywitać.
-
Cześć Gaara. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że przyszłam na ten kurs. Jest
dużo fajniej niż myślałam.
-
To miło.
-
Może skoczymy na coś do jedzenia. Nie jadłam dziś obiadu, to też aż mnie skręca.
-
Dobrze, o ile pójdziemy wszyscy. - Odpowiedział Gaara, patrząc na Hinatę.
Nie
chciała iść, ale gula którą miała w gardle aż ją dusiła i nie dała szans na
zaprzeczenie, ni próby tłumaczenia, jak bardzo chciałaby się teraz zaszyć w
domu, w swoim pokoju i ukryć przed wszystkimi. Poszli więc na pizzę. Zasiedli
do stołu i zamówili dwa różne smaki. Najwięcej odzywała się Hanabi, próbując
zainteresować Gaarę sobą. On wyjął aparat, porobił kilka fotek, a później
pokazywał młodszej z sióstr czym ostatnio się zainteresował. Hinata milczała,
odzywając się tylko wtedy, kiedy o coś ją pytali, ale i tak odpowiadała
zaledwie kilkoma słowami, nie próbując włączyć się w dłuższą rozmowę. Kiedy
Hanabi poszła do łazienki, Hinata wyjęła z torby kopertę i położyła ją na
stoliku przed młodym fotografem.
-
Co to? – Zapytał, szczerze zainteresowany zawartością.
-
Tak będzie sprawiedliwie. – Jej głos zdawał się smutny, a może bliski płaczu.
Gaara
pochwycił kopertę i otworzył. W środku znajdowała się kwota, jaką zapłacił za
kurs, na który podarował jej bilet wstępu. Niczego nie wyjmując, zamknął
kopertę i przesunął w jej stronę.
- Tu
nie chodzi o sprawiedliwość. Nie żałuję, swojej decyzji. Wręcz przeciwnie.
Cieszę się, że mogłem dać tobie…
-
To błąd. – Przerwała mu, chociaż zdawała sobie sprawę, że to niegrzeczne. –
Kompletnie mi nie idzie, więc chociaż tak wynagrodzę ci koszta jakie poniosłeś.
-
Źle do tego podchodzisz.
-
Gaara, przepraszam, nie mogę ci pomóc. – Zerwała się z krzesła i wybiegła na
dwór.
Poczucie
winy zżerało ją od środka. To nie był jej świat i nie widziała szans aby się w
nim odnaleźć. Postanowiła wrócić do domu i ponownie zaszyć się w swoim pokoju,
sama.
-
Hinata, poczekaj! – Czerwonowłosy nastolatek biegł za nią, aż udało mu się ją
dogonić. Złapał ją za ramię na tyle silnie, że nie mogła dalej przed nim
uciekać. – Cały ten kurs… - Zadyszał się dużo bardziej niż ona. Nie myślał, że
będzie tak szybka. – Daj mi złapać oddech. – Dłoń przyłożył do klatki
piersiowej. – Cholera, mam gorszy dzień. Astma. – Pochylił się, czując, że jej
upór osłabł. Drugą dłonią wygrzebał z torby inhalator i przyłożył do ust. Po
chwili spojrzał na nią, kontynuując rozmowę. – Nie zabrałem cię na ten kurs
tylko dla tego, abyś mi pomogła. Owszem, miałem nadzieję, że załapiesz lepiej
niż ja i jakoś… usiądźmy, proszę.
Pokiwała
mu głową i wspólnie udali się na najbliższą wolną ławkę.
-
No to kontynuując. – Oddychał już spokojniej. – Zapomnij o tym, że chciałem
abyś mi pomogła. To ja chciałem pomóc tobie. Przekazać dalej dobro, które
kiedyś sam otrzymałem.
-
Nie rozumiem. Nie potrzebuję pomocy.
-
Swój rozpozna swego. Może twoja sytuacja jest lepsza niż moja. Wyglądasz też na
dużo rozsądniejszą niż ja. – Widział jej niezrozumienie w oczach. – Twoja
siostra żyje pełnią życia, a ty chowasz się po kątach, bez celu, samotna,
nierozumiana, bez przyjaciół, jakbyś była niewidzialna dla świata. Zastanawiasz
się czasami nad tym, że gdybyś jutro zniknęła, to nikt by tego nie zauważył? –
Odwróciła się by na niego nie patrzeć, zaciskając szczękę. – W zasadzie to tak
jakbym mówił o sobie, zanim poznałem Naruto, uwzględniając, że to i tak jeden z
lepszych moich dni z tamtego okresu. On mi wtedy dał coś, co odmieniło całe
moje życie. Kiedy chciałem mu oddać kasę, aby nie był stratny, powiedział, że
kiedyś spotkam kogoś, komu pomogę tak jak on niegdyś mi. No to chyba spotkałem.
– Włożył jej kopertę w dłonie. - Nie chcę abyś mi oddawała za kurs. Wolałbym,
abyś go dobrze wykorzystała, chociażby dlatego, aby się dobrze bawić, a kiedyś
gdy spotkasz kogoś w takiej sytuacji jak ja czy ty, zainwestuj te pieniądze,
aby pokazać tej osobie, że świat daje dużo więcej i tylko od nas zależy jak na
niego spojrzymy.
-
Dlaczego ja? – Po policzkach popłynęły jej łzy wzruszenia, ale i ulgi.
-
Bo jesteś teraz częścią naszej grupy, a my sobie pomagamy.
-
Przecież nawet mnie nie znacie. Ja do was nie pasuję.
-
Naruto jak magnes przyciąga ludzi, którzy z pozoru nie pasują do świata, a w
szczególności do siebie. Po czym okazuje się, że spaja tych ludzi, czyniąc ich
najlepiej zgraną grupą.
Rękawem
bluzy otarła twarz.
-
Nie wiem co powiedzieć. – Ścisnęła kopertę, wahając się jeszcze, czy na siłę
nie powinna mu jej oddać.
-
Może zacznij od: Dziękuję. Później zapytaj czy cię dziś odwiozę do domu.
-
Dziękuję. – Uśmiechnęła się. – Nie powinnam cię fatygować. Dotrę do domu sama.
W zasadzie to przecież przyszłam z siostrą. O nie, Hana będzie wściekła. –
Zaczęła szukać w torbie telefonu.
-
Daj spokój. – Położył dłoń na jej ręce, aby przestała. – Jestem pewny, że
Hanabi da sobie radę, a ja mam tylko jedno dodatkowe miejsce na skuterze. –
Pominął fakt, że na dziś miał już dość zalotów młodszej z dziewcząt. Drażniła
go swoim zachowaniem i gdyby nie Hinata, to w życiu nie poszedłby z nią na
pizzę. – Z resztą już pewnie sobie poszła, a ty ten jeden raz zobacz jak to
jest być egoistką i pomyśleć o sobie a nie o innych.
Czuła,
że źle robi i będzie tego żałować. Z drugiej strony, siostra pewnie już teraz
zrobiłaby jej aferę na mieście, dlatego postanowiła posłuchać nowego kolegi i
zachowała się jak egoistka. Dopiero wsiadając na skuter zdała sobie sprawę z tego,
że tak blisko, nie była jeszcze żadnego chłopaka. Chociaż Naruto trzymał ją na
rękach i wiózł na grzbiecie, ale teraz jej klatka piersiowa niemal stykała się
z plecami Gaary, a w dodatku musiała go objąć w pasie, aby nie spaść. Hanabi
byłaby zachwycona, a ona tymczasem czuła się zawstydzona mimo, iż był to dla
niej tylko kolega. Czas podróży do domu wydał jej się bardzo długi, chociaż
przywiązana do Naruto jechała dużo dłużej. Mięśnie, które napinała, aby jak
najmniej go dotykać, boleśnie dały jej znać, że coś naciągnęła i nie będzie
komfortowo jej chodzić przez najbliższy czas. Ze skutera zsiadła z dużą ulgą.
-
Dzięki wielkie. Wszystko to co powiedziałeś i zrobiłeś było bardzo miłe.
-
Hinata, przyjdź na kurs w przyszłym tygodniu. Tylko tym razem z nastawieniem,
że robisz to dla siebie. Niech to będzie początek przygody. Nawet jeśli to nie
to, to może dowiesz się czegoś o sobie.
-
Przyjdę. Dziękuję jeszcze raz. – Miała ochotę go uściskać, ale brak odwagi
przyciął skrzydła. – To cześć.
-
Trzymaj się. I pamiętaj, gdybyś chciała pogadać, wygadać się, albo coś w tym
stylu, to dzwoń, a ja się pojawię. – Ruszył powoli, mogąc jeszcze chwilę
obserwować dziewczynę na chodniku. Wiedząc, że dźwięk silnika zagłuszy jego
głos, do dał szeptem. – Chyba można by mnie teraz nazwać twoim aniołem stróżem.
Uśmiechnął
się do swoich myśli. Ciekaw był w jaką stronę pójdzie przemiana dziewczyny, bo
to że się przy nich zmieni, było pewne. Cieszył się faktem, że będzie mógł to
uwiecznić swoim aparatem.