Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramat. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Dzień w Raju - Rozdział 6

 

- Spływaj stąd, zanim spotka cię coś bardzo nieprzyjemnego.
Pomimo kaptura Sasuke rozpoznał twarz mężczyzny który mu groził, piorunującego go nienawistnym spojrzeniem. Sam nie był mu dłużny, hamując jednocześnie parsknięcie. Owszem chłopak był bogaty i wpływowy, ale Uchiha też miał kilka asów w rękawie. Na klatce rozbrzmiał dźwięk otwieranego zamka i po chwili ktoś zajrzał przez szparę.
- Dzwonię na policję. To porządna okolica, a takie zachowanie jest niedopuszczalne.
- Nie musi się pani fatygować. - Wolną dłonią Sasuke sięgnął do kieszeni i wyjął swoją odznakę. - Ja jestem z policji i zaraz będzie tu spokój.
Kobieta przymknęła drzwi, aby odsunąć zasuwkę, po czym wyjrzała, by przyjrzeć się z daleka pokazywanej odznace.
- Niech ich pan wszystkich pozamyka. Robią tu burdy od tygodni. Ten tu przychodzi i się awanturuje. Normalny człowiek wie jak się zachować, aby nie przeszkadzać sąsiadom, a oni tu swoje brudy wyciągają. Normalnie bydło, a tacy porządni się wydawało, a to same diabły i awanturnicy.
- Lepiej swoich kotków pilnuj, zamiast na sąsiadów narzekać. Podobno w ostatnim czasie giną zwierzęta, a zapewne nie chciałabyś aby i twoim pupilkom coś się przydarzyło. - Mężczyzna puścił już miotłę, a jego wredny uśmieszek podziałał na awanturującą się kobietę. Pośpiesznie schowała się do mieszkania, mocno tuląc pulchnego kota i pośpiesznie ryglując drzwi.
Sasuke skupił się na Menmie. Między nimi ponownie nastąpiła nieprzyjemna wymiana spojrzeń.
- Policjant tutaj? Ona cię wezwała? Co ty mi możesz niby zrobić?
- No dalej, daj mi powód, a znajdę wystarczająco dużo paragrafów, aby zamknąć cię w areszcie na czterdzieści osiem godzin.
- Wyleciałbyś za to na zbity pysk, a potem płaszcząc się, przyszedłbyś błagać, abym pozwolił ci dalej ganiać jak pies po parku.
- No dalej, spróbuj, a wtedy przekonamy się kto z nas ma większe plecy. - Sasuke stał pewnie i widać było, że nie żartuje, a jego słowa to nie blef.
- Człowieku, czy ty wiesz kim ja jestem? - Po klatce schodowej rozszedł się śmiech. - Gdybyś wiedział już byś przede mną klękał błagając o wybaczenie.
- Menma Ushi. - Rzekł spokojnie i pewnie Sasuke, co momentalnie zbiło z tropu jego rozmówcę. - A teraz posłuchaj damski bokserze. Nazywam się Sasuke Uchiha i mam gdzieś to jak bardzo dziany jest twój stary. Nie uklęknę przed tobą, bo Uchiha nie klękają przed nikim, a takich śmieci jak ty zjadają na śniadanie. - Swój wzrok skierował w stronę kobiet. - Chcą panie wnieść oskarżenie o napaść?
Starsza kobieta zaczęła kiwać potwierdzająco głową i już chciała wypowiedzieć na głos swoje zdanie, ale Hinata uprzedziła ją głośno zaprzeczając.
- O jej. Chyba nic nie zdziałasz. - Zakpił Menma. - Ja wrócę teraz do domu, a z moją narzeczoną rozprawię się później. Pa złotko. Śnij o nas tak samo intensywnie jak ja o tobie. Jak ci już fochy przejdą, zerżnę cię tak jak to lubisz.
Wypowiedź Menmy nie spodobała się policjantowi. Nie mógł jednak bez zeznań kobiet nic zrobić. Śledził jedynie wzrokiem to jak Ushi się oddala w stronę klatki schodowej. Mężczyzna pogwizdywał, zeskakując po stopniach w dobrym humorze. Sasuke wiedział, że to tylko pozory. Chciał go w ten sposób jeszcze bardziej zirytować.
- Jak mamy panu dziękować? Gdyby nie pan, to ten nic nie wart hultaj pobiłby nas.
- Czemu nie wniesiecie oskarżenia? - Sasuke zapytał patrząc na Hinatę, a ona spuściła wzrok nie mogąc patrzeć mu w oczy.
- Niech pan wejdzie, chociaż herbaty się pan napije, a mam też kawałek ciasta. Choć tak podziękuję, za pana dobroć. Hinatka poprowadź pana do salonu. - Kobieta zamilkła widząc, że Hyuga zachowuje się dziwnie, a mężczyzna wydaje się nie słyszeć, tylko obserwować skrupulatnie jej reakcje. Wtedy coś do niej doszło. Oni się znali? Można było odnieść takie wrażenie po ich zachowaniu. - Hinata, zaprosisz pana? - pochwyciła ją za ramię, ciągnąc ją odrobinę.
- Ja... - Dziewczyna urwała, nie wiedząc co miałaby teraz powiedzieć. Jakim cudem on się tu pojawił i jeszcze wiedział kim jest Menma, chociaż oboje się nie znali.
- Pani wybaczy, może innym razem. Chciałbym porozmawiać z Hinatą sam na sam.
Starsza pani jeszcze uważniej przyglądała się dwójce młodych ludzi.
- No ale czy ona też tego chce? Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, nie wiem czy mogę panu pozwolić na spotkanie sam na sam.
- Babciu, nie. Ja porozmawiam z Sasuke, a później do ciebie przyjdę.
Kobieta nie była pewna, czy powinna się na to zgodzić, ale widząc dziewczynę, która drżącymi dłońmi próbuje otworzyć drzwi do swojego mieszkania i łagodną twarz bruneta, odpuściła. W końcu on jest policjantem, który dopiero co uratował ich przed bucowatym chłystkiem. Westchnęła tylko i wchodząc do swojego mieszkania, zaczęła nasłuchiwać, czy aby wszystko jest w porządku.
Hinata nie podnosiła wzroku. Wpuściła Sasuke, po czym poszła w stronę kuchni. Jej mieszkanie było schludne jak na córkę zamożnego biznesmena i narzeczoną bogacza. Nigdzie nie dostrzegł oznak przepychu. Było czysto, a na meblach nie dostrzegał żadnych zdjęć rodzinnych, ani przedmiotów sugerujących, że dziewczyna jest bardzo zżyta ze swoją rodziną. Sam siebie skarcił, że już włącza mu się tryb obserwacji, jaki wypracował sobie w pracy. Nie przyszedł przecież tworzyć jej profilu.
- Co cię sprowadza? - Zapytała, dalej unikając jego wzroku. - No i jak mnie znalazłeś? - Pomimo, że ją uratował przed niechcianym gościem, nie odniósł wrażenia, aby cieszyła się na jego obecność.
- Właściwie na oba te pytania jest jedna i ta sama odpowiedź. - Sięgnął do kieszeni, wyciągając pierścionek. Nie myślał, że od razu o to zapyta. Nie wiedział czego się spodziewać, ale to co było mu dane zobaczyć, przerosło jego oczekiwania.
- Jak? Skąd go masz?
- Zostawiłaś u mnie, sama wiesz kiedy.
Hinata podeszła z uśmiechem do bruneta i z wyraźnym zadowoleniem wzięła pierścionek. To go nie ucieszyło. Była interesowna? Może chciała go mimo wszystko zachować, to w końcu biżuteria jaką można się chwalić na prawo i lewo. Ona jednak podeszła do szafki i wyjęła pudełeczko. Umieściła w nim pierścionek, po czym poszła na balkon. Rozejrzała się i krzyknęła.
- Menma! Menma! - Stał oparty o auto, gapiąc się w telefon. Gdy ją dostrzegł, schował telefon do kieszeni. - Oficjalnie i definitywnie zrywam zaręczyny. - Po czym się zamachnęła i rzuciła w jego stronę pudełeczko.
- Pojebało cię, suko?! Nie mogłaś mi go oddać jak należy? Jeszcze będziesz błagać, abym ci go dał. Na drugi raz dostaniesz największy szajs, jaki będzie na straganie, gdzie te wszystkie lumpy kupują. - Mężczyzna zamilkł, kiedy Uchiha stanął koło kobiety. Po czym jego złość jeszcze bardziej dała o sobie znać. - Tknij ją, a zajebie was oboje. To moja dziwka, a ty psie wracaj do budy.
Hinata spojrzała zaskoczona na Sasuke. On objął ją ramieniem i pociągnął do mieszkania, lekceważąc słowne zaczepki narwańca. Weszli, stanęli w milczeniu, patrząc się na siebie. Dziewczyna ponownie odwróciła wzrok.

- Nie powinieneś był wchodzić na balkon. To go jeszcze bardziej rozzłościło.

- Skoro się go boisz, czemu nie zgłosisz dzisiejszej napaści? Mogłabyś wystąpić do sądu o zakaz zbliżania.

- Nie chcę tego robić. Teraz jest zły, ale w końcu mu przejdzie i da mi spokój.

- Boisz się go?

- To nie tak. Po prostu nie chcę tego tak zakończyć.

- Wolisz aby cię obrażał i nachodził?

- Nie oczekuję, że zrozumiesz moje zachowanie.

Jej zachowanie było ciężko zrozumieć. Do tej pory nie wiedział czemu uciekła z jego mieszkania. Czy ta dwójka była jeszcze wtedy parą, czy dopiero co się rozstali?

- Pomyślałaś co by było, gdybym nie pojawił się w porę?

- Menma taki nie jest. To złość przez niego przemawia.

- Mówisz jak ofiara przemocy domowej, która jeszcze nie rozumie, że nie powinna doszukiwać się winy w sobie i bronić tego, który ją krzywdzi. Facet który podnosi rękę na kobietę jest śmieciem i nigdy nie powinno się takich ludzi bronić.

- Osądzasz go, chociaż nic o nim nie wiesz. - Hinata dalej broniła swojego napastnika, co irytowało Sasuke. Znał takie przypadki i wiedział, że to może się na niej fatalnie odbić.

- Czemu cię nachodzi? - Wyglądało, że mu na to nie odpowie.

- Jak mnie znalazłeś? Pierścionek nie był podpisany.

- Kiedy znajduje się błyskotkę za kilkanaście tysięcy złotych, to lista możliwych opcji się zawęża.

- Kilkanaście tysięcy? - Sasuke kiwnął jej głową. - Chwalił się, że dał dwadzieścia pięć tysięcy.

- Ma to znaczenie ile dokładnie kosztował? - Uchiha bacznie obserwował dziewczynę, ważąc czy jest interesowna czy też nie.

- Zdziwiłbyś się dla jak wielu osób ma to znaczenie. - Westchnęła ciężko. - Kiedy nosisz na palcu tak drogi pierścionek ludzie ci gratulują, a za plecami obgadują. Dziękuję, że mi go przyniosłeś. Dzięki temu mogę zamknąć pewien rozdział tak jak należy. 

Patrząc na jej zatroskaną twarz czuł absurdalną chęć przygarnięcia jej do siebie i zamknięcia w żelaznym uścisku. Zapewnienia, że obroni ją przed światem, a w szczególności przed Menmą. Mógłby dać jej poczucie bezpieczeństwa, nie oczekując nic w zamian. Co się z nim działo? Czy gdyby ją teraz pocałował, kochaliby się na kanapie przykrytej puchowym, niebieskim kocem? 

- Sprowadza cię coś więcej?

Zapytała niepewnie, a on nie mógł odgadnąć do czego zmierza. Chciała się go pozbyć, czy zatrzymać? Co powinien powiedzieć? Przyszedł tu by oddać zgubę, a trochę z ciekawości. Kobiety,  które znał, zapewne rzuciłyby mu się na szyję, dziękując za jego fatygę. Hinata nie skakała z radości. Nawet się nie uśmiechnęła do niego. Była ofiarą nieudanego związku, który zakończyła z jakiegoś powodu, a jej niedoszły mąż nie akceptował rozstania. Dalej był jednak ciekawy czy tamtej nocy byli zaręczeni. O kim myślała, gdy ją całował.

- Nie. - Odparł po czasie, a ona z ulgą wypuściła powietrze. Uderzyło w niego ukłucie rozczarowania. Nie takiej reakcji się spodziewał.

- Dziękuję za wszystko. Nie będę cię dłużej zatrzymywać.

- Za wszystko? - Zapytał odruchowo, a ona spojrzała na niego nieśmiało.

- Za dzisiaj. - Sprostowała.

- Gdyby coś się działo - z kieszeni wyciągnął portfel i po chwili podał jej swoją wizytówkę - dzwoń do mnie bez względu na porę, nawet w nocy.

- Nie musisz tego robić.

- Wstąpiłem do policji by pomagać. Moim obowiązkiem jest chronić tych, którzy sami nie są w stanie się obronić. Znam takich ludzi jak Menma. On tak łatwo nie odpuści i może posunąć się dużo dalej niż podniesienie ręki na staruszkę.

- Wrzuciłeś go do jednego wora razem z innymi kryminalistami. Menma potrafi być bezczelny, ale nie jest damskim bokserem. - Jej ton brzmiał oskarżycielsko. 

- Z jakiegoś powodu zerwałaś zaręczyny.

- Nigdy nie podniósł na mnie ręki. Przez cały czas, jak byliśmy razem dobrze mnie traktował.

- Więc czemu go zostawiłaś? - Czy posunął się za daleko? Jej twarz była czerwona i nie wiedział czy to ze złości czy zawstydzenia. Oczy błąkały się po sąsiedniej ścianie. Pewna myśl uderzyła w niego. Co jeśli to przez ich wspólną noc? Czy on przyczynił się do rozstania pary jak z żurnala? - Przepraszam, nie powinienem zadawać tak osobistych pytań.

- Nie powinieneś.

Zaskoczyła go ponownie, zgadzając się z jego stwierdzeniem. Ogarnęła go złość i nie był pewien na co się tak naprawdę złości. 

- Jeśli to koniec przesłuchania, to...

- Pójdę już. Pamiętaj tylko, że moja propozycja jest dalej aktualna. Dzwoń nawet jeśli to fałszywy alarm.

- Zapamiętam.

Wyszedł nie wierząc w to, że się odezwie. Ta myśl czy też może przeczucie, które go dręczyło się potwierdziło. Hinata miała problemy, a on mógłby się założyć, że tu nie chodzi tylko o złamane serce. Facet, który chce odzyskać kobietę, nie nazywa ją ani suką, ani dziwką, a on wyraźnie słyszał te określenia z ust Menmy. Ushi nie godził się z faktem, że nie są już parą. Dalej nazywał Hinatę swoją narzeczoną, a to potęgowało niepokój Uchihy. Podejrzewał, że kiedy Hinata w końcu zdecyduje się do niego zwrócić o pomoc, będzie już za późno.

Nie mogąc znieść niepokoju mieszanego z rozczarowaniem i złością, zadzwonił do Naruto, aby spotkali się w barze Akatsuki za pół godziny. Sam ruszył do centrum, aby zjeść wcześniej jakiegoś kebaba, a potem udać się do lokalu. Zdecydowanie potrzebował alkoholu, by nie myśleć o niedawnym spotkaniu.


 * * * * *

Tak wiem, dawno mnie tu nie było, ale wczoraj usiadłam i naskrobałam coś nowego. Niech to będzie coś ode mnie dla was "na umilenie wakacji". Piszę w cudzysłowiu, bo słodzenia to tu nie było. No ale może jakoś mi to wybaczycie ;)


niedziela, 17 lutego 2019

Muspelheim - Rozdział 3

Gdy wracali do wioski, Hinata nie mogła przestać się uśmiechać. Coś się jej w końcu udało. Choć Sasuke nie powiedział jeszcze jakie zadanie ma wykonać, to ona już zastanawiała się jak to będzie, gdy pokona Sakurę.
Meri czuł się podobnie. Wprost nie mógł doczekać się, kiedy wrócą do domu i dowiedzą się w końcu, co takiego wymyślił dla nich Sasuke. Zadanie nie mogło być skomplikowane. Może dla normalnego człowieka, ale nie dla kogoś, kto miał za pomocnika kogoś takiego jak on. Jego znajomość magi była niezastąpionym atutem, który Hinata dzierżyła w dłoni, a o którym Uchiha nie miał pojęcia. Oznaczało to, że każde, nawet z pozoru niewykonalne wyzwanie, było tylko hipotetycznie niewykonalne. Skrzat pocierał rączki z zadowolenia, niecierpliwie wyczekując słów jakie wypowie bezczelny brunet. Powstrzymywał nawet swój wewnętrzny głos, który podpowiadał mu, aby zesłać jeszcze jakieś nieszczęście na przyszłego nauczyciela Hinaty. Mężczyzna był tak niemiły dla jego przyjaciółki, że należał mu się z niejeden psikus w ramach odwetu. Powstrzymał się, bo czuł, że będzie miał bardzo dużo okazji na wprowadzenie jakiś perfidnych zagrań, gdyby okazało się, że uchihowy krnąbrny charakter da w siwe znaki podczas szkolenia.
Doszli w końcu do wąwozu, który para przyjaciół przeszła poprzednio dzięki wiedzy i zdolnością skrzata. Sasuke spojrzał na dziewczynę podejrzliwie. Większość drogi potykała się, bądź wyplątywała włosy i suknię z dziko rosnących krzaków. Dopiero teraz doszło do niego, że tak niezdarna dziewczyna nie mogła poradzić sobie z przedostaniem się przez wąwóz. Zaczął się więc zastanawiać jakim sposobem dotarła do niego.
- Idź pierwsza. - Powiedział do niej twardo.
- Ja? - Zapytała niepewnie, uświadamiając sobie, że przecież nie może zdradzić sposobu jak się tu przedostała naprawdę.
- Będę cię asekurował, w razie, gdybyś nie dała rady. - Powiedział od niechcenia. Tak naprawdę chciał zobaczyć jak sobie poradzi, bo coś mu konkretnie nie pasowało.
- Ty idź pierwszy, proszę. - Odpowiedziała uroczo, choć jej mina była niepewna.
Kiwnął jej jedynie głową na potwierdzenie. Nie sądził, aby w ogóle dała radę. Poszedł kawałek po jednym z grubych konarów. Wyjął z za paska linę zakończoną hakiem. Zamachnął się kilka razy w powietrzu, po czym zarzucił na solidną gałąź kilka metrów nad sobą. Sprawdził czy jest wystarczająco mocno zaczepiona. Kiedy test wypadł pozytywnie, złapał wyżej i odbił się, przeskakując na drugą stronę. Jego stopy stanęły po drugiej stronie wąwozu. Szarpnął w odpowiednim geście liną, a hak odczepił się z wysokiego konara, wpadając idealnie w rękę właściciela. Zaczął zwijać linę, jednocześnie rozglądając się za Hinatą. Nie dostrzegł jej po drugiej stronie. Pomyślał nawet, że gdzieś się schowała, czy też odeszła. Do głowy podeszła mu jeszcze jedna myśl. Spadła? Już chciał podejść bliżej urwiska, aby zajrzeć w dół, kiedy usłyszał głos.
- Ruszamy dalej?
Uchiha gwałtownie odwrócił się za siebie. Stała tam ona cała, z niewinnym uśmiechem. Jakim cudem? Przemknęło mu przez głowę. Przecież była za nim. On przechodzenie przez wąwóz miał dopracowane do perfekcji, a ona jak się przedostała?
- Jak to zrobiłaś? - Zapytał stanowczo.
- Przeskoczyłam, chodźmy już.
Odwróciła się delikatnie, po czym chciała ruszyć, ale on szarpnął ją za ramie, odwracając w swoją stronę.
- Jak to zrobiłaś? - Zapytał jeszcze bardziej stanowczym tonem.
- Przeskoczyłam. - Tym razem ton jej głosu nie był już tak pewny jak chwilę wcześniej.
- Nie kpij ze mnie. Nie jestem ślepy, ani naiwny.
- Przecież to nie jest ważne jak. Możemy już iść do wioski.
- Nigdzie stąd nie pójdziesz, jeśli nie powiesz mi jak to zrobiłaś. - Warknął nieprzyjemnie, ciągle trzymając jej ramie.
- Jeśli ci powiem, to obiecasz, że nikomu tego nie zdradzisz? - Zapytała go z obawą w głosie. Nie chciała z nim zadzierać, a czuła, że inaczej nie uda się z tego wybrnąć, niż mówiąc prawdę. Nie chciała też psuć relacji między nimi, skoro jako uczeń i mistrz mieli się często widywać.
- Mów! - Prawie że rozkazał.
- Obiecaj. - Wypowiedziała hardo, czekając na to jedno słowo, które da jej możliwość zdradzenia sekretu.
- Obiecuję. - Burknął pod nosem. Bez względu na to jaki sekret skrywała, obiecywanie milczenia było bez sensu. On i tak nie planował rozmawiać z kimkolwiek o dzisiejszym dniu i tym, że z nią rozmawiał. Dodatkowo zdradzanie sekretu przejścia przez wąwóz nie leżało w jego interesie. To było jego sekretne miejsce, a każdy nieproszony gość był niemile widziany.
- Dobrze, powiem więc. - Wzięła kilka wdechów, zastanawiając się jak dobrać słowa. - Tylko pamiętaj, że nie możesz o tym rozpowiadać, bo czekają cię niemiłe konsekwencję. - Na jej twarzy było widać powagę i przekonanie, że to co mówi jest ważne i prawdziwe. Przełknęła ślinę z zaciśniętymi oczami. Kiedy rozchyliła powieki, wypowiedziała słowa, które miały wyjaśnić wszystko. - To magia.
Sasuke przyglądał jej się bacznie. Jego mina nie zmieniła się od chwili wypowiedzenia ostatniego słowa. Nie można było wyczytać jego myśli, ani kolejnego kroku. W pewnym momencie puścił ją.
- Już wiem czemu interesujesz się Naruto. - Rzekł surowo, po czym zaczął iść w stronę wioski.
- Tak? - Zapytała z zadowoleniem. Przyjął jej wyjaśnienia dużo lepiej niż się spodziewała. - Co masz na myśli?
- Pewnie widzisz w nim bratnią duszę, bo oboje jesteście zdrowo porąbani.
Hinacie nie podobało się porównanie jakie odnosiło się do niej i Naruto. Nic jednak nie powiedziała. Pokonali kilka kroków, po czym Sasuke potknął się, ale złapał równowagę, i jakby nigdy nic szedł dalej starając się nie dać po sobie znać, że był zły. Uchiha się nie potykają, zwłaszcza w towarzystwie. Przez jego głowę przeszła myśl, że może Hinata naprawdę była wiedźmą, tak jak to ludzie mówili. Szybko jednak wybił sobie z głowy taką myśl. To by potwierdzało istnienie magii, w którą on nie wierzył i nie zamierzał nigdy uwierzyć.

Gdy w końcu znaleźli się wystarczająco blisko terenów, na których ktoś mógłby ich razem zobaczyć, Sasuke przystanął i spojrzał na dziewczynę. Zmierzył ją nieprzychylnym spojrzeniem. Obserwacja Hinaty utwierdzała go w przekonaniu, że jakiekolwiek szkolenie nie będzie miało sensu, przy tak gapowatej osobie. Prędzej żółw zacznie latać, niż ona walczyć. Rozejrzał się. Nie potrafił pozbyć się wrażenia, że nie są tu jedynie we dwoje, choć nigdzie nikogo nie dostrzegał.
- Kiedy zajdzie słońce, przyjdź do mnie i zapukaj pięć razy. - Rzekł twardo, jakby mówił do kogoś mało kumatego.
- Dobrze. - Odpowiedziała odrobinę zdyszana. Tępo jakie narzucał Sasuke było zdecydowanie za szybkie dla niej.
- Nie wcześniej, nie później i pięć razy, bo nie otworzę drzwi. - Nie do końca dowierzał jej, że zapamiętała zasady jakie narzucił.
- Po zachodzie słońca, zapukać pięć razy. Będę punktualnie. - Odpowiedziała mu jednym tchem, z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Zobaczymy.
Po tym jednym słowie odwrócił się i poszedł w stronę swojego domostwa. Pokonał kilkanaście kroków, po których poczuł na łydce, tuż nad kostką smagnięcie pokrzywy. Noga zaczęła intensywnie szczypać i swędzieć, ale on nie zatrzymał się. Zagryzł zęby, udając, że nic się nie stało. Nie mógł uwierzyć, że był tak rozkojarzony, że nie zauważy przeklętego zielska na drodze. Jako Uchiha nie pokazał ani na twarzy, ani po swoim zachowaniu, że cokolwiek się stało. Meri z zadowoleniem potarł dłonie. Najwyraźniej towarzyszące mu pragnienia względem bruneta były zbyt silne, a ta jedna, jakże dorodna pokrzywka, to przecież nic strasznego. Do wieczora nie będzie nawet śladu, ale przez najbliższe kilkanaście minut będzie szczypało, i to bardzo. Już on się o to postarał.
Hinata z zadowoleniem i podekscytowaniem przyglądała się odchodzącemu mężczyźnie. W końcu któryś z jej planów miał szansę na powodzenie. Trochę bała się, że Sasuke zdradzi jej sekret Naruto, czy też komuś innemu, kto mógłby ją zdemaskować przed blondynem. Do domu wracała w podskokach, nucąc pod nosem wesołą melodię. Meri główkował co mogło wpaść do głowy Sasuke. W pewnym momencie zamarł, przystając na drodze. Ponieważ był niewidoczny, nie musiał się martwić, że ktoś go zauważy, a tym bardziej jego zaniepokojenie. Przyszła mu do głowy myśl, która kazała powściągnąć radość. Co jeśli Uchiha za pomoc będzie oczekiwał od Hinaty jej kobiecość? Mężczyźni często przyjmowali właśnie takie zapłaty. Jak postąpiłaby w takiej sytuacji jego przyjaciółka? Jako naiwne dziewczę, raczej nie zakładała takiej opcji. Kącik ust skrzata powędrował w górę. Do głowy przyszedł mu paskudny, zakazany czar. Jeśli interes nie stanie, to nic cwaniaczek nie zdziała, choćby chciał i kombinował na wszystkie możliwe sposoby. Spokojniejszy poszedł za Hinatą do domu.

Młoda dziewczyna z podekscytowaniem, ale i niepokojem wyczekiwała zachodu słońca. Kiedy ostatnie promienie znikały za horyzontem, a na niebie pozostawała jedynie pomarańczowa łuna, ona stała już przed domem Sasuke, nie chcąc spóźnić się i przegapić okazji jaką dostała od losu. Zgodnie z zastrzeżeniem Sasuke, zapukała dokładnie pięć razy, robiąc krótkie odstępy między uderzeniami, tak aby nie było żadnej wątpliwości co do ilości. W drzwiach nie stanął właściciel domu. Kazał jej czekać na tyle długo, że zastanawiała się czy nie powinna powtórzyć niedawno wykonanej czynności. Kiedy zacisnęła dłoń w pięść i zaczęła przymierzać się do kolejnych pięciu uderzeń, Meri złapał ją za skrawek płaszcza, pociągając w dół. Sugerował w ten sposób, że to będzie o pięć puknięć za dużo i drzwi się przed nią nie otworzą. Szybko pojęła jego myśl, choć bardziej była przekonana, że brunet nie dosłyszał uderzeń w drzwi, przez co jej szansa znikała z każdą kolejną chwilą, w której niebo stawało się coraz ciemniejsze. W końcu straciła nadzieję, a jej twarz przyodział smutek. Nie zrezygnowała mimo tego. Obeszła dom dokoła, wypatrując światła w którymś z okien. Wszędzie było ciemno. Pomyślała, że Sasuke ją oszukał, lecz mimo tego nie poddała się. Usiadła pod drzwiami, licząc, że gdy wróci, dotrzyma danego jej słowa. Przymknęła oczy wyobrażając sobie siebie z Naruto. Roześmiana twarz blondyna, z szeroko otwartymi oczami, zawsze poprawiała jej humor i dodawała siły w trudnych chwilach. Myśląc o nim, nie odczuwała samotności, a nieprzychylne spojrzenia mieszkańców były bez znaczenia. Wystarczyłoby jej, aby on się do niej uśmiechnął co rano, a cały jej świat byłby piękny i wspaniały.
- Wstawaj! - Z rozmyślań wyrwał ją męski, nieprzychylny głos. Mężczyzna miał już dość obserwowania jej. Liczył na jakąś skuchę, ale ona potrafiła zarówno słuchać jak i stosować się do wydawanych poleceń. Oznaczało to, że inteligencją przewyższała przynajmniej połowę z kobiet zamieszkujących wioskę.
Hinata podniosła się sprawnie, próbując dostrzec coś więcej w szarościach, jakie panowały na zewnątrz. Sasuke przysunął się bliżej drzwi, po czym bez problemu wsunął klucz w zamek. Pociągnął za klamkę, jednak jak przystało na dżentelmena, przepuścił ją przodem. Hinata weszła powoli, nie wierząc, że znalazła się w domu Uchihy. Przez myśl przeszło jej pytanie, jak wiele osób miało okazję przekroczyć próg tego domu. Sasuke nie był towarzyski, to też podejrzewała, że jest ona jedną z nielicznych osób dostępującą szansy zajrzenia do środka. Lekko się uśmiechnęła, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że Naruto na pewno był tu nie raz i choć mała, to istnieje szansa, że przyjdzie i tego wieczoru.
- Tędy. - Sasuke zapalił jedną z lamp naftowych i wskazał drogę, którą miała kroczyć dziewczyna w dalszą część domu.
Rozglądała się z zaciekawieniem. Spodziewała się bałaganu, nieładu, tudzież mrocznego wnętrza, jakie pasowałoby do samotnego, na swoje własne życzenie, młodego mężczyzny. Zamiast tego, w słabym blasku lampy, ujrzała perfekcyjnie wysprzątany dom, uderzający po oczach dostojnością i szykiem. Było zbyt ciemno, aby mogła dojrzeć więcej szczegółów, nad czym odrobinę ubolewała. Sasuke poprowadził ją na wygodną sofę w jednym z pokoi. Usiadła niepewnie, czując, że nie pasuje do tego miejsca. Ona była prostą, zwyczajną dziewczyną, niezdarną i nie bardzo lubianą. To miejsce odzwierciedlało kogoś takiego jak Sasuke, dumnego, zadbanego, pewnego siebie z ekscytującym wyglądem. Kogoś, kto miał to, czego chciał i zamykał się na to, czego nie potrzebował. Po chwili przed nią pojawił się Uchiha z poważną miną. W dłoni trzymał miecz, schowany w pięknej ozdobnej pochwie. Podał go jej, a ona bez słowa wyciągnęła swoją dłoń, przyjmując podarek. Nie bardzo wiedziała co ma zrobić  w tej chwili.
- To miecz przekazywany w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie.
- Dlaczego mi go dajesz? - Wystrzeliła z pytaniem, nie czekając na dalsze słowa Sasuke.
- Nie bądź głupia. - Rzekł twardo, z nieukrywaną krytyką jej zachowania. - Nigdy nie podarowałbym nikomu pamiątki rodzinnej.
- Ale... - Nie dokończyła, zdając sobie sprawę, że to co sobie pomyślała, było niemądre.
- To właśnie twoje zadanie. Będę cię szkolił, pod warunkiem, że go naostrzysz. Ma być w stanie przeciąć spadającą kartkę papieru.
- Spadającą kartkę papieru? - powtórzyła cicho po nim, nie dowierzając jakie wytyczył jej zadanie.
- Daję ci na to dwa tygodnie. - Kompletnie zlekceważył jej słowa. 
Meri odetchnął z ulgą. Nie musiał rzucać, żadnego zaklęcia, skoro Sasuke nie zachował się źle w stosunku do dziewczyny. Był co prawda niemiły, ale mógł mu to puścić mimo uszu, skoro zadanie nie miało uwłaczać czci dziewczyny. Skrzat z trudem powstrzymywał radość. Równie banalnego wyzwania, nie mogła dostać Hinata od Uchihy. Naostrzyć mieczyk? Palce zaczęły go świerzbić, przez co z trudem powstrzymywał się od rzucenia zaklęcia od razu. Dwa tygodnie to czas zbyt długi nawet dla zwykłego człowieka. Mają przecież bardzo dobrego kowala we wiosce, który poradziłby sobie ze szczególnie tępym orężem w góra dwa dni. Tak jednak postępują ludzie. Skrzaty wypowiadają jedno proste zaklęcie. Czasem trzeba je powtórzyć kilka razy, ale cały proces to góra jedna godzina, przy bardzo opornej broni. Oznaczało to, że Hinata będzie miała swojego nauczyciela, a Uchiha w żaden sposób się nie wykręci. Meri uśmiechnął się, patrząc na bruneta. Przez głowę przeszła mu myśl, że może ten gburowaty młodzieniec udaje tylko takiego niedostępnego, a tak naprawdę chce spędzić z Hinatą więcej czasu. W końcu dziewczyna wcale nie była brzydka. Niezdarna owszem, co było poniekąd jego zasługą. Trochę roztrzepana, nieobyta w towarzystwie, ale nie głupia. Posiadała wiedzę praktyczną, dającą jej duże pole do popisu w lecznictwie, sama hodowała króliki, szyła, gotowała, potrafiła postawić na nogi niejednego stojącego jedną nogą w grobie. Byłaby pewnie też bardziej lubiana, gdyby ludzie nie przypięli jej łatki dziwaczki, co w większości również zawdzięczała najlepszemu przyjacielowi i starszej kobiecie, która ją wychowywała.
- Możesz już iść. - Sasuke burknął pod nosem, nie chcąc przeciągać spotkania z Hinatą.
Dziewczyna skinęła głową, po czym udała się w stronę wyjścia. 
- Do zobaczenia, Sasuke. - Krzyknęła zanim zniknęła za drzwiami.
- Uparte utrapienie. - Sasuke wziął głęboki oddech. Nie podobał mu się plan szkolenia kogokolwiek. Sam pomysł wydawał mu się bez sensu, dlatego nie rozumiał, czemu on z nią w ogóle dyskutował o ewentualnych treningach.

 * * *
 Meri zatarł rączki. Jego uśmiech na twarzy szeroko odsłaniał zęby. Kazał Hinacie wyciągnąć miecz z pochwy i ułożyć na stoliku. Dziewczyna sprawnie wykonała jego polecenie.
- No to szykuj się Młoda. Zaraz mieczyk będzie ostry jak brzytwa, a od jutra Sasuke będzie twoim nauczycielem.
Uniósł dłoń, wypowiedział kilka słów pod nosem i wycelował zaklęcie w miecz rodziny Uchiha. W ułamku sekundy pomieszczenie rozświetlił błysk. Początkowo źródło światła było skupione wyłącznie na broni. Szybko jednak rozeszło się promieniście dokoła.
Niczym fala uderzeniowa postrącało wszystkie luźne przedmioty z szafek. Kilka z buteleczek potłukło się, niektóre turlały się jedynie po podłodze. Najbardziej ucierpiał magiczny stwór. Odrzuciło go bowiem, przez co uderzył w ścianę, a wieszak stojący obok przewrócił się na niego, zasłaniając całkowicie ubraniami na nim zawieszonymi. Hinata przewróciła się jedynie, choć był to raczej niefortunny upadek. Głową bowiem uderzyła w rant pobliskiej szafki.
- Cholera by to! - Jako pierwszy odezwał się Meri. Niezdarnie wykopał się ze sterty ubrań. Nie zwracając uwagi na szkło na podłodze, podszedł do stolika. Miecz leżał tam dalej, w nienaruszonym stanie. - No jo, magiczny! A niech cię jasna cholera potomku Uchiha. - Zrezygnowany i zdenerwowany spojrzał na swoją przyjaciółkę. - Ani czary ani nawet najlepszy kowal na świecie nie pomogą. Załatwił nas.



* * * * *

W bólach i trochę kazałam Wam na ten rozdział czekać, ale jest :)



poniedziałek, 24 grudnia 2018

Dzień w Raju - Rozdział 5



Wesołych i pogodnych świąt :)
A za kilka dni udanego wyskoku do nowego roku.

* * * * *
Kilka kolejnych dni dla dwójki przyjaciół minęły bardzo szybko. Raport napisali wspólnie, aby móc zająć się kolejną trudną sprawą. Jakieś dwa miesiące wcześniej zaginęła dwudziesto trzy letnia kobieta. Nikt nie wiedział, co się z nią dzieje, aż jej ciało wypłynęło na brzeg pobliskiego jeziora. Ślady wskazywały, że mogło chodzić o napaść na tle seksualnym. Sasuke wraz z Naruto szybko zaangażowali się w śledztwo. Skoro ktoś zrobił to raz, mógł spróbować ponownie. Liczył się więc czas, aby uniknąć takiej sytuacji. Uchiha wspólnie z Uzumakim przesłuchali rodzinę dziewczyny. Kobieta przez pięć lat spotykała się z mężczyzną, który jak myślano, miał zostać jej mężem. Zaręczyli się, ale ona po pół roku zerwała plany małżeńskie, zaczynając spotykać się z kimś innym. Obaj panowie nienawidzili się szczerze, a na przesłuchaniu zachowywali się dziwnie. Policja w domu dziewczyny znalazła listy z pogruszkami, sugerujące, że jeśli nie odejdzie od aktualnego kochanka i nie wróci do poprzedniego, to spotka ją coś złego. W jej telefonie było pełno smsów od byłego partnera, z błaganiem o to, by wróciła do niego. Ona odpisywała początkowo, że to nie ma sensu, ani nie wchodzi w rachubę, a później przestała reagować na wszelkie wiadomości. Ślady wskazywały na byłego partnera. Śledczy mięli jednak wątpliwości. Jego smsy i listy, jakie otrzymywała od anonimowego adresata, były pisane innym stylem. W pogróżkach można było dopatrzeć się wyrafinowania, którego nie miał były narzeczony. Sasuke próbował rozgryźć, kto jeszcze mógł skorzystać na śmierci dziewczyny. Tak bardzo pochłonęła go praca, że zapomniał o układzie, jaki zawarł kilka dni wcześniej z mężczyzną podającym się jako Mrozu. Uchiha zdziwił się widząc, kto stoi przy wejściu do jego mieszkania. 
- Mogłeś zadzwonić, nie czekałbyś pod drzwiami. - Sasuke starał się ukryć zaskoczenie.
- Nie czekałem. Wiedziałem, że wracasz do domu, to też postanowiłem się wybrać do ciebie. Jestem tu zaledwie od jakiś czterdzieści sekund. 
Sasuke nie chciał wiedzieć, skąd ktoś taki jak Mrozu wiedział, że o tej porze będzie w domu. Czasem niewiedza jest lepsza. Przybyły mężczyzna nie trzymał w dłoni żadnej teczki, ani choćby kartki. Wyglądało jakby przechodził w pobliżu i postanowił zajrzeć. Od tak przyjacielskie odwiedziny. Policjant spodziewał się, że tego dnia zakończy się jego poszukiwanie Hinaty, bo nie istniała możliwość dotarcia do niej bez nakazu, a wiadomo, że nikt nie dostanie go bez konkretnego powodu. Ta myśl nie wywołała smutku ani rozczarowania u bruneta. Był już zmęczony tą sprawą i chciał ją zakończyć, zanim Naruto dowie się, co on robi po pracy. Choć Uzumaki był dla niego jak brat, to wolał nie wdrażać go w temat księżycookiej kobiety. On by nie odpuścił, robiąc mu przy okazji dużo wstydu w pracy. 
Sasuke otworzył drzwi, wpuszczając przodem gościa. 
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - Mrozu zapytał, chcąc nieco poprawić atmosferę. 
- Miałem ciężki dzień. - Odrzekł Uchiha nie chcąc wchodzić w szczegóły, że taki jest prawie zawsze. 
- Masz komputer? 
Ruchem głowy wskazał mu właściciel mieszkania, gdzie może znaleźć to, o co zapytał. Chwilę trwało, zanim Mrozu dostrzegł torbę z laptopem. Spodziewał się raczej jednostki stacjonarnej. Podszedł do stolika i wyciągnął laptopa, a następnie zabrał się za jego podłączanie. 
- Chyba nie często z niego korzystasz. - Urządzenie wyglądało jak nowe. Żadnej ryski, choć model wskazywał, że raczej to kilkuletni sprzęt. 
- Nie mam na to czasu. Chcesz herbatę? 
- Poproszę kawę z mlekiem i cukrem. 
- Mleka to raczej nie mam. 
- Więc niech będzie herbata i poproszę hasło. - Ruchem głowy Mrozu wskazał na ekran. 
Sasuke podszedł i wprowadził ciąg znaków odblokowujący dostęp do komputera. Niewiele na nim miał, dlatego nie przeszkadzało mu, by ktoś z niego miał skorzystać. Zostawił Mrozu w salonie, a sam udał się do kuchni przyrządzić herbatę. Gdy wrócił, jego gość coś pisał na klawiaturze. 
- To co cię do mnie sprowadza? - Zapytał Uchiha, gotowy na złe informacje. 
- Znalazłem ją. - Odparł z dumą mężczyzna, ciesząc się jak małe dziecko, kiedy dostrzegł zaskoczenie na twarzy Sasuke. 
Mrozu przekręcił komputer w stronę policjanta, pokazując zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny, o długich, rozpuszczonych włosach w zwiewnej sukience, na jachcie otoczonym wodą. Jedno kliknięcie myszką i przed ich oczami pokazała się ta sama kobieta, tym razem zdjęcie zrobione było z bliska, a koło niej stał czarnowłosy mężczyzna z oczami jak węgielki. Oboje byli wyraźnie zadowoleni. 
- Ona nazywa się Hinata Hyuga, a on Menma Ushi. Zdjęcie zrobione rok temu, po tym jak się zaręczyli. Za niecałe dwa miesiące biorą ślub. Pierścionek jaki masz, ona dostała od niego, w dniu zaręczyn. Koleś jest synem Ibuka Ushi. To jeden z najbogatszych biznesmenów w tym kraju. Kasy ma jak lodu, to też go stać na takie cudeńka. Jej ojcem jest Hiashi Hyuga. Mieszka czterdzieści kilometrów stąd i też śpi na forsie. Para idealna na okładkę magazynu, choć ten Menma to podobno niezły wywijas, no ale jak się ma tak ważnego tatusia, to na więcej można sobie pozwolić, bo wszystko ci się upiecze. Pogrzebałem trochę i udało mi się dostać jej adres. - Na stoliku położył małą karteczkę z zapisanym adresem. 
- Znalazłeś coś, co mogłoby sugerować, że ma jakieś kłopoty? - Sasuke miał mętlik w głowie. Jedna z opcji, której nie chciał usłyszeć, właśnie stawała się boleśnie realna, co mu się nie podobało. 
- Kłopoty? To spokojna dziewczyna. Trochę szara myszka, choć niebywale atrakcyjna jak na taką osobę. Co masz na myśli mówiąc o kłopotach? 
- Zdawała się smutna i zagubiona, gdy ją widziałem. Jakby coś się stało. - Uchiha zyskał dużo szacunku dla pracy, jaką wykonał Mrozu, przez co postanowił otwarcie powiedzieć to, co go zastanawiało. 
- No wiesz, wesele tuż tuż, to też mogła martwić się, że coś nie idzie wedle planu, albo sukienka źle leżała. To kobieta, a one bardzo się takimi sprawami przejmują. Mogła się też o coś z narzeczonym pokłócić. Powodów jest wiele. Skoro zgubiła pierścionek, to musiała być nieźle roztargniona.
Sasuke nie wnikał w to, jak Mrozu doszedł do wniosku, że Hinata zgubiła pierścionek. Odpowiadało mu, że nie zadawał zbyt wiele pytań, na które on nie chciałby odpowiadać.
- Jak ją znalazłeś? - Musiał zapytać z ciekawości. Zagadkowy mężczyzna zachowywał się tak, jakby było to dziecinnie proste, a przecież on nie miał pomysłu jak zabrać się do poszukiwań w sposób nie ujawniający jego zainteresowania.
- Ma się te swoje sposoby. - Zaśmiał się Mrozu, ciesząc się w duchu, że udało mu się sprostać powierzonemu mu zadanie.
- Przez firmę ubezpieczeniową? - Sasuke chciał pokazać, że i on miał jakiś pomysł na podejście do sprawy.
- Biorąc pod uwagę to co mi powiedziałeś, miałem wystarczająco dużo danych, aby spróbować czegoś prostszego. Nie ukrywam, że imię dziewczyny odegrało kluczową rolę.
- Dobrze wiedzieć.
- Czemu chciałeś ją znaleźć? - Mrozu w końcu zapytał o powód, licząc, że Sasuke polubił go wystarczająco, aby coś mu zdradzić.
- Mówiłem, że to sprawa prywatna. - Ton Uchihy wskazywał, że nie będą o tym rozmawiać. Całe szczęście gość szybko to załapał.
- Masz dla mnie jeszcze jakieś zadanie?
- Coś się znajdzie.
Sasuke wprowadził Mrozu w nową sprawę, którą aktualnie rozwiązywał z Naruto, licząc, że dzięki temu nie padnie już żadne pytanie dotyczące Hinaty. Gdy to zrobił, jego gość poszedł sobie, zostawiając policjantowi namiary na siebie, gdyby chciał coś jeszcze od niego. Za drzwiami zacisnął z zadowolenia pięści. Wyglądało na to, że zawarli niepisaną umowę o współpracy, a przecież tego właśnie chciał.
Sasuke był o wiele mniej radosny. Informacje, które przyniósł mu Mrozu, nieszczególnie przypadły mu do gustu. Obejrzał profil Menmy, gdzie sporo z jego zdjęć pokazywało szczęśliwą parę. Widok Hinaty w objęciach innego nieco go drażnił. W końcu nie wytrzymał i poszedł pod prysznic. Miał dość całego dnia. Przed pójściem spać postanowił, że w wolnej chwili pojedzie do Hinaty, aby oddać jej pierścionek. Był zły i jednocześnie ciekawy jej reakcji, kiedy stanie przed nią oko w oko.

* * * * *

Dwa dni później Sasuke podjechał pod adres, jaki spisał mu na kartce Mrozu. Osiedle należało do zadbanych. Bloki wyglądały na starsze budownictwo, choć niedawno odświeżona elewacja dodawała im wyraźnego szyku i wdzięku. Miejscowi graficiarze przystroili je swoimi dziełami sztuki, które  mocno kontrastowały swoją różnorodnością barw z eleganckimi elewacjami. Uchiha rozejrzał się, zastanawiając się czy powinien w ogóle opuszczać auto. Sprawa była jasna i klarowna. Hinata miała narzeczonego. Data ich ślubu była zbyt bliska, aby mogła nie mieć znaczenia. Za niecałe dwa miesiące miała stać się żoną innego mężczyzny. Człowieka, z którym konkurowanie nie miało sensu. Najlepsza partia w mieście. Bogaty, według wielu kobiet przystojny, z mocnymi plecami. Co mógł zaoferować on? Pensję policjanta? Mieszkanie wzięte na kredyt, który miał spłacać jeszcze przez dwadzieścia pięć lat? Sierota z kryminalistą w rodzinie, hańbą na honorze, żądny zemsty, nie zdolny do miłości. Każda inteligentna kobieta wybrałaby tego, przy którym niczego jej nie zabraknie. Sasuke wziął do ręki telefon i odblokował. Na ekranie pokazało się ostatnio oglądane zdjęcie z przeglądarki. Uśmiechnięta dziewczyna, w zwiewnej, letniej sukience stała na jachcie i spoglądała na niego, a on nie mógł oderwać wzroku. Widział ten uśmiech na żywo. Tylko przez chwilę, ale się pojawił, gdy wypiła czerwonego drinka, przygotowanego przez Sasoriego. Nie pamiętał jak wtedy na niego zareagował. Zapamiętał uśmiech, ale nie sądził, że więcej się nie powtórzy. Samo zdjęcie wywoływało w nim zarówno uśmiech, jak i smutek. Nie mógł sam siebie zrozumieć. Nigdy nawet przez myśl mu nie przeszło, że mógłby być tym drugim dla jakiejkolwiek kobiety. Nawet jego matka stawiała go wyżej w hierarchii od reszty męskich członków rodziny. Kobiety szalały, gdy się pojawiał. Podrywały go zarówno młode, jak i te dojrzałe. Był pewny, że strzała Amora trafi również Hinatę. Dziewczyna dobrze maskowała swoje zainteresowanie, co mu odpowiadało. Nie była nachalna, ale w taksówce stanowczo dała znać, czego chce. Wtedy chciała jego, a on jej. Nie chciał jej skrzywdzić. Kochając się z nią, starał się, aby było jej równie dobrze jak jemu. Podświadomie liczył na ciąg dalszy. Nie na związek, bo on nie bawił się w związki. Mogli się spotykać od czasu do czasu, by umilić sobie czas. Jej ucieczka zmieniła wszystko. Już nie myślał o właścicielce księżycowych oczu, w kategoriach przyjaźń z plusem. Wiedza, że niedługo ma zostać mężatką, wywoływała w nim złość. Nie mógł znieść myśli, że może w tej chwili ona robi to z innym. Sasuke wyłączył otwarte zdjęcie, a drugą dłonią przetarł twarz.
- Co ja tu robię? - Zapytał szeptem, nie mogąc uwierzyć w to, że ma tak niedorzeczne myśli. On, Sasuke Uchiha zdecydowanie tak nie postępuje! Jest nieczuły na takie sprawy i wszystko jedno mu, z kim sypiają wszystkie kobiety na świecie.
Mimo wojny, jaka powstała w jego głowie, nie odjechał. Siedział i obserwował, zbierając się sam w sobie, aby podejść pod drzwi mieszkania Hinaty. Jakaś cząstka jego kazała mu zostać w aucie. W czasach, kiedy jeszcze był szczęśliwy i miał rodzinę, jego starszy brat powiedział mu kiedyś: "Jeśli masz przeczucie, to go nie lekceważ. Pójdź jego śladem i przekonaj się, gdzie cię zaprowadzi." Coś w nim krzyczało, by obserwował dalej, więc siedział prawie pół godziny. W końcu spostrzegł drobną postać w ciemnej czapce i trochę za dużej kurtce, idącą w stronę blokowiska. Bez wątpienia była to kobieta. Rozglądała się nerwowo w każdą stronę, przez co wzbudziła jego zainteresowanie. Przystanęła nawet na chwilę, po czym ruszyła dalej. Mały chłopiec biegł za piłką, którą wykopnął jego kolega. Wpadł na dziwnie zachowującą się kobietę. Czapka spadła jej z głowy. Ta krótka chwila wystarczyła, aby Sasuke dostrzegł osobę, którą poszukiwał od jakiegoś czasu. Uderzył go strach wymalowany na jej twarzy. Rzuciła się po okrycie głowy, osłaniając się natychmiast po podniesieniu czapki. Ponownie rozejrzała się nerwowo po okolicy. Skupiała wzrok na niektórych z aut, ale nie na jego. Ruszyła powoli w stronę swojego bloku. Zastanawiał się czy wyjść od razu, ale ponownie zdał się na instynkt. Teraz mogłaby uciec, poza tym nie chciał robić zamieszania przy świadkach. Znał jej adres i mógł zadzwonić do drzwi w każdej chwili, wiedząc już, że jest w domu. Odczekał, aż zbliżyła się do klatki. Wyjął spokojnie kluczyki i wyszedł w momencie, kiedy zniknęła za drzwiami. W tej samej chwili wyszedł z auta również inny mężczyzna. Miał zarzucony kaptur na głowę, przez co nie było widać, kim jest. Sasuke był pewny, że w ciągu ostatniego kwadransa nikt nie zajechał na parking. To oznaczało, że również i on czekał. Uchiha nie śpieszył się. Chciał zobaczyć czy po raz kolejny przeczucie podpowiada mu prawidłowo. Zakapturzony mężczyzna szybkim krokiem ruszył w stronę klatki, gdzie nie tak dawno zniknęła Hinata. Ostatnie piętnaście metrów przebiegł. Na domofonie wpisał numer, po czym wszedł i ruszył dalej. Uchiha nie zdążył dojść do klatki, przed zamknięciem się drzwi. Zadzwonił więc pod numer, który na pewno nie należał do Hinaty i jak przypuszczał, należał do kogoś na wyższym piętrze.
- Słucham? - Odezwał się męski głos.
- Poczta. - Sasuke uśmiechnął się w duchu, bo miał szczęście trafiając na kogoś płci męskiej. Oni zazwyczaj są bardziej leniwi i z wyższego piętra raczej nie będzie mu się chciało od razu zejść po jakiś list do skrzynki na dole.
- Proszę. - Odrzekł bez entuzjazmu mieszkaniec bloku, po czym rozeszło się brzęczenie zamka i cisza w głośniczku.
Policjant nie udał się do windy, tylko od razu ruszył na klatkę schodową. Zakładał, że Hinata mieszka na drugim piętrze. Już po drodze słyszał jakieś głosy, które nie brzmiały na spokojną, miłą rozmowę. Rumor nasilał się z każdym przebytym stopniem.
- A idź stąd, bo dzwonię na policję! - Echo poniosło po korytarzu i klatce schodowej głos starszej kobiety.
- Odwal się przeklęta starucho. - Odpowiedział jej męski, nieprzyjemny ton.
Sasuke znalazł się na miejscu w idealnym momencie. Widział jak mężczyzna wyrywa staruszce miotłę, po czym bierze zamach, aby uderzyć ją, jej własną bronią. Na linii ataku pojawiła się Hinata, chcąc uratować chwiejącą się kobietę. Księżycooka mocno zacisnęła powieki i napięła mięśnie, wiedząc, co ją czeka. Usłyszała dźwięk stłumionego uderzenia, skrzywiła się lekko, ale nie poczuła bólu, jaki powinien przeszyć jej ciało. Kiedy otworzyła oczy, dostrzegła jak atakujący mocno zaciska zęby. Przed ciosem uratowała ją dłoń, ściskająca trzonek od miotły. Idąc wzrokiem za właścicielem zbawczej ręki, poczuła jak brakuje jej powietrza. Rozpoznała swojego wybawcę, choć ciężko było jej uwierzyć w zaistniałą sytuację. Nogi ugięły się pod nią. Możliwe, że by upadła, gdyby starsza pani nie odciągnęła jej nieco dalej.
- Lepiej się nie wtrącaj. - Wysyczał z groźbą w głosie atakujący mężczyzna.
- Już się wtrąciłem. - Odpowiedział mu pewnie Sasuke, ani przez chwilę nie spuszczając z niego wzroku. Wychował się w domu, gdzie nie istniała wyrozumiałość dla tych, którzy podnoszą rękę na kobietę. Pogarda, jaką odczuł do zakapturzonego mężczyzny, była wyraźnie wymalowana na jego twarzy.

* * * * *
Udało mi się :)
No i mam nadzieję, że ten rozdział o wiele bardziej się podobał od poprzedniego :D
Miłej nocki ;))


poniedziałek, 3 grudnia 2018

Dzień w Raju - Rozdział 4


Sasuke z irytacją spoglądał na przyjaciela. Błyskające, kolorowe światła raziły mu oczy. To nie one powodowały niezadowolenie na jego twarzy. Ledwo pojawił się w barze uwielbianym przez Naruto, a już musiał spławić dwie napalone małolaty, które zabrały się od razu za macanie go po pupie. No a mówią, że to mężczyźni są zboczeni i napaleni. Uchiha w swoim życiu wystarczająco dużo otrzymał dowodów obalających tą teorię. Nie chciał myśleć, do jakich czynów były zdolne kobiety bywające w takich miejscach jak klub Akatsuki. Nie należał do desperatów, którzy korzystają z każdej nadarzającej się okazji. Był zdobywcą, tylko jak tu zdobywać, kiedy zdobycz sama pcha się w ręce? Po raz trzeci obdarzył mijaną kobietę wzrokiem seryjnego mordercy, aby się od niego odsunęła. Całe szczęście była wystarczająco trzeźwa, by dać mu spokój.
Początkowo chciał tu przyjść, choć przyjacielowi mówił co innego. Gdy zdał sobie sprawę, czemu znalazł się w tym klubie, jeszcze bardziej się zdenerwował, tym razem na siebie. Coraz częściej myślał o tej, która zwiała od niego z domu, nie zostawiając żadnych namiarów na siebie. Owszem było coś, co mogło pomóc. Mały krążek, z super brylantem, wart połowę jego auta. Gdzieś podświadomie nie dawało mu to spokoju. Skoro nie widział u niej tego pierścionka, to może miała też obrączkę. To by wyjaśniało jej ucieczkę i wybór jego mieszkania, jako miejsca schadzki. Będąc atrakcyjną kobietą, mogła zbajerować jakiegoś bogatego staruszka, który nie zadowalał jej w łóżku, tak jakby tego chciała. Wyszła więc na imprezę, początkowo się wahała, a gdy nadarzyła się okazja i odpowiednia osoba, wykorzystała sytuację.
- Idziemy do baru na kolejną rundę. - Naruto wrzasnął do ucha Uchihy.
Brunet skrzywił się na kolejną dawkę hałasu. Już kiedyś tłumaczył blondynowi, że wystarczy, aby powiedział to normalnie, bo i tak przekrzykuje hałas w głośnych klubach, a on nie chce przedwcześnie ogłuchnąć. Ciężko było mu to wytłumaczyć, a ciągłe powtarzanie robiło się nudne. Podeszli oboje do miejsca, gdzie klientów obsługiwał Sasori. Mieli tam zniżkę. Uchiha rozejrzał się, co podchwycił czerwonowłosy mężczyzna.
- Jak się udała noc z kobietą z księżyca? - Barman był o wiele bardziej dyskretny niż Uzumaki, dzięki czemu pytanie usłyszał jedynie brunet.
Mężczyzna w odpowiedzi wzruszył jedynie ramionami. Szybko domyślił się, o kogo mu chodzi, choć w pierwszej chwili Sasori go zmylił. Skoro nie często towarzyszyła mu osoba przeciwnej płci przy barze, to taka sytuacja musiała zapaść w pamięć, a tym bardziej taka kobieta jak Hinata. W dodatku uratował ją prawdopodobnie przed gwałtem. Jego ostatnia myśl podsunęła mu wersję, która bardzo mu się nie spodobała. Co jeśli dziewczyna, którą tu poznał, wcale nie chciała się z nim kochać? Jej smutne oczy sugerowały problemy, a on zaczynając zrzucać z niej ubrania, był świadomy tego, że jest pijana i niekoniecznie świadoma tego, co robi. To tłumaczyłoby jej ucieczkę, po tym jak organizm zaczął wystarczająco kontaktować. Zakładał, że ona wykorzystała go w jakimś swoim planie, teraz zaczął zastanawiać się, czy to nie on wykorzystał jej stan. Wyciągnął telefon i napisał krótką wiadomość do Chojego, informując, że odwiedzi go następnego dnia. Na jego telefonie szybko pojawiła się odpowiedź.
Choji: "Lepiej abyś przyjechał teraz. Za dwie godziny farmimy do rana, to też jutro będę nieprzytomny do wieczora."
Po przeczytaniu wiadomości, Sasuke podjął szybką decyzję. Napisał do znajomego taksówkarza, aby podjechał po niego pod klub, po czym schował telefon i klepnął przyjaciela w ramie.
- Ja się zmywam.
- No ale jak? Ty chyba żartujesz. Sasuke!
Blondyn wrzasnął, ale to nic nie dało. Uchiha parł do przodu, odchodząc sobie w najlepsze, nie dając szansy na zatrzymanie go w klubie choćby na sekundę dłużej niż to konieczne. Wyszedł przed przyjazdem zamówionej taryfy. Odpisał krótką odpowiedź to Chojiego: "OK!" i schował telefon. Kilka minut później odjeżdżał spod klubu w stronę centrum miasta.
Po około pół godziny od ostatniej wiadomości, brunet znalazł się przed blokiem znajomego hakera. Wcisnął przycisk z numerem pięć, a po kilku sekundach brzęczenie dochodzące od drzwi wejściowych, zasygnalizowało, że Choji odblokował zamek. Sasuke pchnął metalowe drzwi, wchodząc na klatkę schodową. Spokojnym krokiem wszedł na pierwsze piętro, gdzie już czekał na niego właściciel mieszkania.
- Wchodź. - Zakomunikował, przepuszczając policjanta.
Choji był sympatycznym człowiekiem o nieco większych gabarytach. Za każdym razem w dłoni trzymał coś do jedzenia. Biorąc pod uwagę fakt, że niewiele robił przerw od jedzenia, dziwiło, że jego nadwaga nie przerodziła się w skrajną otyłość. 
- W zasadzie to nie zdejmuj kurtki. - Rzekł pucołowaty mężczyzna, wkładając chipsa do buzi.
Sasuke powstrzymał się od komentarza. Uniósł prawą brew, spoglądając spod byka na znajomego.
- Próbowałem znaleźć ten pierścionek. Przeszukałem bazy większości firm ubezpieczeń. Z takich, które decydują się na tak ryzykowne inwestycje jest mało. W końcu biżuterię łatwo zgubić. - Jego wypowiedź przerwał dźwięk chrupania kolejnych chipsów. - Została jedna i jeśli ktoś ją ubezpieczył, to pewnie w niej.
- Sprawdziłeś ją? - Policjant zadał pytanie, chcąc naprowadzić Chojiego na dobry tor. Nie widział potrzeby na przeciąganie tematu.
- Próbowałem, ale dranie mają zaporę, z którą ja sobie nie poradziłem.
Sasuke ręce opadły. Fatygował się tu po to, aby usłyszeć, że nic z jego poszukiwań? Miał ochotę przywalić hakerowi za marnowanie jego czasu.
- Gdzie ja to położyłem? - Choji zapytał sam siebie, macając się po kieszeniach. - Aaaa - Podszedł do półki koło drzwi i wrócił z małą karteczką. - Masz tu namiary na kolesia, który jest Bogiem w tych sprawach. On ci znajdzie pierścionek i nie tylko.
- Co to za koleś? - Sasuke poczuł irytację. Za dużo osób zaczęło mieszać się w jego osobiste sprawy. Pójście do Shino zaczynało przynosić więcej złego, niż dobrego.
- Mało go znam, bo jest bardzo skryty, ale kiedyś zgadałem się z nim, że czasami pomagam glinom. No i po nitce do kłębka wyszło, że jara go prowadzenie śledztw. Nie tak dawno napisał mi, że gdybyście potrzebowali pomocy, a ja nie dałbym rady, to mam ci to dać. - Wyciągnął kartkę, podając ją brunetowi.
- Można mu ufać?
- To dziwak, ale na pewno nie papla, ani konfident.
- Na przyszłość byłbym wdzięczny, gdybyś nie mówił nikomu o tym, że z nami współpracujesz. Informatorzy powinni pozostać anonimowi. - Sasuke przypieczętował swoją wypowiedź nieprzychylną miną.
- Jasne. - Słowa mężczyzny nie brzmiały przekonywająco. - Tak w ogóle to nie ma z tobą Naruto? Pokazałbym mu nowego seta, którego wczoraj zdobyłem. Koksiarski zestaw.
- On nie bierze udziały w tym śledztwie. Dobranoc.
Brunet szeroko otworzył drzwi, chcąc wyjść w mieszkania maniaka gier i jak najszybciej skończyć temat.
- Przekaż Naruto, że mam dla niego kostkę... - Choji przerwał widząc, że Sasuke nie zamierza nawet zapamiętać nazwy, jaką usiłował podać. Uchiha nie interesował się grami, przez co zawsze wychodził, jak tylko on i Uzumaki zaczynali rozmowę o tematyce walczących bohaterów. - Nie ma za co.
Choji nie był zły. Poniekąd sam chciał, aby jego nocny gość już wyszedł. Musiał się porządnie najeść przed maratonem, jaki planował w związku ze swoją ulubioną grą. Przybyły policjant był mu nieco nie na rękę, to też załatwił temat najszybciej jak to możliwe. Wcześniej próbował się czegoś dowiedzieć a propos pierścionka, ale kiepsko mu szło, no ale przecież jego kumpel dowie się więcej, Choji za to zyska masę czasu na swoje ulubione hobby.

Sasuke wsiadł do taksówki i kazał odwieść się do domu. Kierowca dojechał w niecały kwadrans. Przez kilkanaście minut Uchiha walczył sam ze sobą, aby nie wyciągnąć kartki od Chojiego. Był ciekawy zawartości. Powstrzymał się, bo nie planował zachowywać się jak jego najlepszy przyjaciel. Zakładał, że tam będzie numer telefonu, czy coś w tym stylu. W domu resztką samokontroli zdjął na spokojnie buty i kurtkę. Poszedł najpierw do łazienki, później po szklankę soku i dopiero wtedy wyjął kartkę z kieszeni spodni. Takie postępowanie miało potwierdzić to, że wcale aż tak mu nie zależy na tym, by postawić kolejny krok w sprawie znalezionego pierścionka. Jego głowa podsunęła mu kolejną myśl. Może Hinata ukradła biżuterię, stąd cała ucieczka przed nim. Sasuke rozłożył papierowy zwitek. Wewnątrz było jedno zdanie, którego się nie spodziewał. Miał wysłać numer swojego telefonu na podany adres mailowy. Nic więcej i mniej. Informacja wydała mu się absurdalna. Cała sytuacja zaczynała go męczyć. Jakby grał w grę typu EXIT. Świat się na niego uwziął. Owszem, rozwiązywał różne sprawy w swojej pracy, ale żeby coś takiego spotkało go w życiu prywatnym? Czysty absurd. W pierwszej chwili się zdenerwował. Chwilę później złapał za telefon, wszedł w prywatnego maila i wysłał numer na wskazany adres. Przyrzekł sobie, że to ostatnia osoba, którą wdrożył w temat i jeśli to nie pomoże, zaniesie pierścionek do klubu, aby oni się nim zajęli, a on ostatecznie zapomni o wieczorze, jaki spędził z zagadkową dziewczyną.
Gdzieś w podświadomości czekał na telefon. Nawet wziął smartfona ze sobą do łazienki, gdy poszedł się kąpać. Minęły dwie godziny, a żadne nowe połączenie nie przyszło. Zirytowany swoją własną głupotą, położył się do łóżka. Czas było zapomnieć o temacie. Podjął decyzję, że kończy ze śledztwem, które do niczego nie prowadziło. To nie było w jego interesie, aby odnaleźć właścicielkę pierścionka, skoro ona sama nie robiła nic, aby odzyskać swoją własność. 

* * * * *

Rankiem wstał nieco niewyspany. Cztery godzinki snu okazały się kiepskim pomysłem. Naruto, choć przespał podobną ilość godzin, tryskał humorem i entuzjazmem. Sasuke nie rozumiał jak ten chłopak to robi. Zachowywał się tak, jakby brał amfetaminę, choć dobrze wiedział, że to nie możliwe. Uzumaki unikał nawet kawy. Głównie dlatego, że nie odpowiadał mu smak, ale również dlatego, że zamiast pobudzać, wywoływała u niego senność. Chłopak mógł więc doskonale wykorzystać swoją energię w ciągu dnia, chociaż lubił spać i wylegiwać się w łóżku do południa. 
Dwójka przyjaciół od rana miała masę zajęć do wykonania. Czekały na nich papiery do przejrzenia, podczas gdy oni pisali sprawozdania ze swoich ostatnich spraw, jakimi zajmowali się przez ostatnie dwa tygodnie. Planowali też wyjść w teren, by zapoznać się z jednym z nowych tematów. Ich wielki sukces przyczynił się do obarczania ich większą ilością zadań. Skoro byli dobrzy, młodzi i ambitni, dostali szansę, aby udowodnić czy to jednorazowy strzał, czy też początek drogi na szczyt.
- Nie myślałem, że bycie policjantem to tyle papierowej roboty. - Poskarżył się Naruto, widząc jak mało zrobił w porównaniu do tego, co mu zostało. 
Sasuke był bardziej sumienny i zdyscyplinowany. Nie rozglądał się na boki w poszukiwaniu wybawienia, dlatego jemu papierkowa robota szła znacznie szybciej.
- Nie marudź, tylko działaj. - Odrzekł szatyn, nie mając ochoty wdawać się w dyskusję, która wydłuży ich pracę.
- Uzumaki i Uchiha! Kończcie szybciej, bo macie wyjazd służbowy zaplanowany na dziś. - Kakashi rzucił teczkę z wytycznymi na biurko Sasuke.
Policjant natychmiast do niej zajrzał, aby zobaczyć, czego ma dotyczyć ich wyjazd. Naruto doskoczył do kolegi, zaglądając mu przez ramie. On też był ciekawy, co im tym razem przydzielono.
- Ale czad! Jedźmy od razu, a pisanie dokończymy, gdy wrócimy.
- Naruto, jeśli nie skończycie sprawozdań, to wyślę inną grupę. - Zastrzegł przełożony, co wywołało grymas na twarzy wesołka.
- Sasuke.... - Blondyn złożył rączki jak do modlitwy, przywdziewając na twarz najmilszy z uśmiechów.
- Daj te papiery, których jeszcze nie zacząłeś. - Westchnął zrezygnowany brunet. - Tylko pamiętaj, że gdy wrócimy, to piszesz raport.
- Jasne! Wiedziałem, że jesteś najlepszym z przyjaciół. - Naruto szybko podskoczył do swojego biurka, zabierając z niego dwie teczki, po czym grzecznie położył je na biurku Sasuke. - Lecę po kawę dla ciebie i jakieś ciastka. - Wykrzyczał dobitnie, po czym wybiegł, prawie rozbijając się w drzwiach.
- Może z rozpędu wypełnisz też papiery za mnie? - Znudzonym głosem odezwał się Shikamaru.
- Niech ci Kiba pomoże. - Wspominany mężczyzna nawet na nich nie spojrzał. Miał słuchawki na uszach i słuchał swojej ulubionej audycji o treningach dla psów. Jednocześnie trzymał w dłoni długopis i coś notował na kartce, choć tak naprawdę powinien zająć się swoją pracą. On podobnie jak Naruto, obarczał robotą swojego partnera, Shikamaru. Kakashi przymykał oko na poczynania Kiby, gdyż jego raporty nie nadawały się do pokazania komukolwiek. Podstawowym problemem było pismo, które nawet jemu stwarzało problemy przy próbie odczytania, ale i forma stylistyczna dawała dużo do życzenia. Shikamaru zamiast sprawdzać, choć ciężko było cokolwiek sprawdzić, i dawać uwagi, wolał od razu napisać to w dość oszczędnych słowach, ale za to w bardzo rzeczowych.
- Sam to zrobię.
Odpowiedział Nara po kilku minutach, co nieco rozbawiło Sasuke. Jak Kiba i Shikamaru się dogadywali, skoro oboje byli tak skrajnie różni? On tego nie pojmował, choć jego przyjaźń z Naruto też zdawała się innym dziwna.

* * * * *

Sasuke i Naruto wyjechali późnym popołudniem. Udało im się wrócić dopiero koło dwudziestej pierwszej kolejnego dnia. Sasuke zmęczony drogą i całym dniem spędzonym w obcym mieście, ciężkim krokiem wchodził na swoje piętro budynku, w którym mieszkał. Na klatce, koło jego drzwi dostrzegł postać siedzącą pod ścianą. Po posturze wnioskował, że to mężczyzna, choć ciężko było to stwierdzić, gdyż miał założoną luźną bluzę, a kaptur zarzucony na głowę. Poczuł pewien rodzaj niepokoju podchodząc bliżej. Napiął mięśnie licząc się z tym, że ten ktoś na niego czeka i ma złe zamiary. Nienawiść, jaką nosił w sercu od dawna, rozgorzała świeżym ogniem. Czy to mógł być ten, którego poprzysiągł zabić? Człowiek siedzący pod ścianą poruszył się, po czym podniósł głowę, aby zobaczyć, kto idzie. Spojrzenie dwójki mężczyzn się spotkało. Sasuke odetchnął, widząc, że to nie jest osoba z jego koszmarów, tylko ktoś zupełnie mu obcy. Mężczyzna wstał, z wyrazem napięcia na twarzy. Czekał na niego, co było widać. Sasuke podszedł do drzwi, ale nie włożył klucza do zamku. Spoglądał twardo na gościa przed nim.
- Nie poznajesz mnie, prawda? - Po tych słowach zdjął kaptur i czujnie przyglądał się policjantowi.
- A powinienem? - Czy go znał? Kogoś mu przypominał, a jednocześnie był obcy.
- Trochę się zmieniłem od ostatniego razu, jak się widzieliśmy. Byłem grubszy i brzydszy. Potem zrobiłem się jeszcze większy, aż znalazłem się w szpitalu z pękniętym żołądkiem i teraz jestem taki. - Dłońmi pokazał cały swój wizerunek.
- Czemu myślisz, że mnie to interesuje? - Sasuke zapytał surowym tonem.
- Bo oto jestem. - Uchiha podniósł wysoko prawą brew, nie rozumiejąc, co to ma oznaczać. - Wysłałeś mi swój numer telefonu. Pomyślałem, że jeśli zadzwonię, to niczego w ten sposób nie udowodnię. Jestem tu, bo chciałem ci pokazać moją wartość. Znalazłem cię, mając tylko twój numer i wiem o tobie wystarczająco dużo...
- To jakiś żart? - Sasuke odczuwał coraz większą irytację. Był zmęczony minionym dniem i nie miał zamiaru na jakieś głupie numery. - Idź do domu i nie zawracaj mi głowy. - Odrzekł resztką sił, licząc, że koleś sobie pójdzie.
- To ja ją znalazłem. - Mężczyzna nie dawał za wygraną. - Tą dziewczynkę. Przesłuchiwałeś mnie w jej sprawie. Wiem, że dorwałeś tego gościa, co to zrobił. Śledziłem tą sprawę bez przerwy. Nie mogę o tym zapomnieć. Do tej pory śni mi się ta mała. Którejś nocy powiedziała mi, że mam się wziąć w garść i wykorzystać to, co potrafię, aby pomagać takim ludziom jak ty. Dlatego ucieszyłem się, kiedy kumpel przyznał się, że czasami pomaga policji, kiedy potrzebują informacji. Nie miałem pojęcia, że trafi na ciebie. Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy.
Przestał mówić, kiedy ktoś przekręcił klucz w zamku, a jedne z drzwi zaczęły się otwierać. Sasuke szepnął do mężczyzny, by założył ponownie kaptur, po czym spojrzał zabójczym wzrokiem na sąsiadkę. 
- Och Sasuke, czy mógłbyś mi pomóc? Potrzebny mi silny mężczyzna, który zdoła zawiesić półkę. Trzeba wywiercić kilka dziurek w ścianie. - Odezwała się młoda kobieta w dość skąpym stroju.
- O tej porze jest cisza nocna. - Odpowiedział oschle, otwierając drzwi do mieszkania.
- To może przyjdziesz jutro w godzinach, kiedy będzie można trochę pohałasować?
- Wtedy będę w pracy. Dobranoc.
Uchiha wepchnął gościa do swojego mieszkania, zamykając drzwi na zamek.
- Nie należysz do uczynnych lokatorów, co? - Chłopak zrzucił ponownie kaptur, rozglądając się z ciekawością po korytarzu.
- Zejdź na ziemię. Jej wcale nie chodziło o półkę.
- Więc o co? - Pożałował tego pytania, jak tylko dostrzegł minę bruneta.
- Napijesz się czegoś? - Tymi słowami dał znać, że zaprasza go do mieszkania.
- Gorącej herbaty. Zmarzłem czekając na ciebie.
- Długo czekasz?
- Trzy godziny. - Sasuke spojrzał na gościa jeszcze raz. Faktycznie się zmienił. Kiedy go ostatni raz widział, był jeszcze grubszy niż za pierwszym razem. Teraz jednak wyglądał na okaz zdrowia, z figurą jakiej nie jeden z mężczyzn mógłby mu pozazdrościć.
- Nie pamiętam twojego imienia. - Rzekł twardo, nie udając, że jest inaczej,
- Zwracaj się do mnie Mrozu.
- Sasuke. - Mężczyźni uścisnęli swoje dłonie, pieczętując w ten sposób swoją znajomość, ale i poniekąd deklarując współpracę.
- To w czym mógłbym ci pomóc?
Uchiha westchnął, rozważając czy powinien angażować w sprawę kogokolwiek, czy też ją zamknąć i zapomnieć raz na zawsze.
- Znamy się, tylko jaką mam pewność Mrozu, że mogę ci ufać? - Przed podjęciem decyzji, chciał go jeszcze chwilę wybadać.
- Czy ja wiem? Pewnie, jak zacznę cię zapewniać, to niewiele da. Jestem raczej skryty. Nawet ten twój znajomy, od którego masz liścik niewiele o mnie wie. Nie lubię wychodzić z domu, ludzie w rzeczywistości mnie krępują i onieśmielają, dlatego raczej jestem samotnikiem. Jedyne co lubię, to rozmowy z innymi graczami, ale nasze tematy prawie zawsze dotyczą gier i takich tam.
Żołądek Sasuke wykręcił fikołka. Kolejny maniak gier. Co ci ludzie mają w głowach?
- Może daj mi jakieś zadanie, a ja ci udowodnię moją wartość. W końcu udało mi się ciebie odnaleźć.
- Nie sądzę, abyś teraz mógł mi pomóc. Twój kolega jest dobry, a miał problem.
- Przekonaj się. Chcę pomagać ojczyźnie.
- To sprawa prywatna. Nie ma nic wspólnego z ojczyzną. - Sasuke zaczął mieć coraz większe wątpliwości, czy aby nie popełnia błędu.
- No dobra, może być prywatna sprawa. Chcę pomagać, może kiedyś uda się uratować niejedną Niki przed takimi ludźmi jak Saturo.
To zdanie zadziałało na Sasuke tak jak życzyłby sobie tego Mrozu. Uchiha poszedł do sypialni i przyniósł pierścionek. Położył go na stół przed przybyłym.
- Jak znajdziesz mi dziewczynę, która nosiła ten pierścionek, to możemy rozpocząć współpracę.
- Hmmm - Mrozu uśmiechnął się nieśmiało. - Dasz mi jakieś wskazówki, czy mam sobie radzić sam od początku do końca?
Sasuke wyjął kartkę z nazwą firmy, która prawdopodobnie wykonała ową błyskotkę i szacowaną wartość biżuterii. Położył ją koło pierścionka.
- A ta dziewczyna? Coś o niej wiesz?
- Brunetka, długie włosy, oczy jasne, ktoś stwierdził, że księżycowe. Możliwe, że ma na imię Hinata.
- To w sumie dużo istotnych informacji. - Mrozu ucieszył się, widząc już pomysł na rozpoczęcie poszukiwań.
- Tak sądzisz? - Sasuke wątpił, żeby mu się udało. Skoro Choji nie dał rady, to znaczyło to, że sprawa jest przegrana.
- Wszystko da się znaleźć, trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać. - Wyjął telefon, aby móc zrobić kilka zdjęć pierścionkowi. - Dam znać jak dowiem się, do kogo należy pierścionek. Myślę, że uporam się z tym nie dłużej niż w tydzień.
Mrozu wypił w pośpiechu swoją herbatę, po czym pożegnał się z Sasuke i wyszedł. Uchiha przejechał dłonią po włosach. Nie miał siły, aby zagłębiać się w temat bardziej. Zbieg okoliczności jaki dziś się dokonał, był zbyt duży, aby od tak w niego uwierzyć. Gdyby Mrozu jakimś cudem znalazł Hinatę, to istniała szansa, że zacznie wierzyć w cuda.

* * * * *

Sorki, że nie wczoraj, tylko dziś. Miałam wyjazd i wróciłam padnięta. Zasiadłam do kompa i napisałam rozdział do końca, ale niestety nie dałam rady sprawdzić. To też dziś tekst przejrzałam. Mam nadzieję, że większość byków wyłapałam. a resztę przepraszam :)



wtorek, 10 kwietnia 2018

Dzień w Raju - Rozdział 3


Saturo nie miał szans na uniewinnienie. Choć wszystko miało jeszcze potrwać, to wiadomo było, że czeka go dożywocie. W ramach łaski mógłby dostać sto pięćdziesiąt lat pozbawienia wolności, ale to na jedno wychodziło. Został oskarżony o nie jedno, a sześć zabójstw małych dziewczynek ze szczególnym okrucieństwem. Dowody jakie ukrywał w składziku pani Hogaki, były jego trofeami, przez które wznowiono postępowanie w pięciu niewyjaśnionych sprawach, dotyczących zabójstwa. Na nożycach do żywopłotu znaleziono krew Niki, co przypieczętowało ostatecznie winę Saturo. Znalazł się również kluczyk do kłódki, jaka była na drzwiczkach składziku. Wszystko ułożyło się w jedną zgrabną całość. Niejasne stało się tylko to, dlaczego Niki przyjęła łańcuszek od Saturo.

Kilka kolejnych dni zleciało szybko. W środę Sasuke i Naruto zakończyli swoją część pracy, przekazując pełną dokumentację prokuratorowi. Uzumaki chciał oblać ich wielki sukces. Zarządził więc imprezę u siebie w domu.
- Dawaj, ruszamy. Muszę jeszcze dokupić coś do picia i podskoczyć po pizzę. Jedziesz ze mną? - Spytał rozentuzjazmowany blondyn.
- Będę trochę później. Muszę coś jeszcze załatwić. - Uchiha odburknął, udając wielce zaczytanego w aktach nowej sprawy.
- Tylko nie każ na siebie zbyt długo czekać, bo wyślę po ciebie radiowóz.
Jak tylko Naruto opuścił pomieszczenie, Sasuke wyciągnął z kieszeni mały pierścionek i dokładnie mu się przyjrzał. Uśmiechnął się i zaciskając dłoń, wyszedł z komisariatu. Mały krążek ponownie znalazł się w jego kieszeni, a on pojechał do pobliskiego jubilera. Wysiadł z auta, lecz zatrzymał się przed wejściem. Nie bardzo wiedział jak poprowadzić rozmowę ze sprzedawcą. Przez gardło nie przeszłyby mu jakiekolwiek tłumaczenia, a sprzedawca mógłby pomyśleć, że biżuterię ukradł i przychodzi, by poznać jej wartość. Zacisnął pięści z irytacji. Wystarczyłoby wprowadzić w temat Naruto, a wtedy on by zajął się tłumaczeniem, a Uchiha mógłby tylko pilnować, by przyjaciel nie powiedział zbyt wiele. Ten plan jednak odpadał. Jego zbyt wygórowane ego nie przeżyłoby upokorzenia związanego z przyznaniem, że chce dowiedzieć się czegokolwiek o dziewczynie, która uciekła niczym kopciuszek, pozostawiając po sobie kilka fantów, między innymi złoty pierścionek, o biustonoszu nie wspominając. Uzumaki mógłby pomyśleć, że zależy mu na odnalezieniu tej dziewczyny, a to przecież była kompletna bzdura. Postanowił więc obrać inny kierunek. Ponownie znalazł się w aucie i ruszył w stronę zaprzyjaźnionego lombardu. Prowadził go dziwny człowiek z niebywałą wiedzą, z której korzystali niejednokrotnie podczas swojej pracy w policji.
Nieduży pierścionek, jaki znalazł się w posiadaniu Sasuke, był jedynym śladem, który mógł coś sensownego powiedzieć mu o właścicielce. Słabo jednak wierzył, że zdradzi nazwisko dziewczyny. Ona jak do tej pory nie pojawiła się u niego w domu, co też sugerowało, że wartość pierścionka jest niewielka. Możliwe, że odpuściłby sobie tą sprawę, ale czuł, że jest to winny Hinacie, gdyż to właśnie ten mały, niepozorny pierścionek nakierował jego uwagę na biżuterię Niki na zdjęciu. Choć nie miał pewności, czy nie nadinterpretuje znaczenia złotego krążka, instynktownie poszedł tym śladem. Specem od wszystkiego był Shino. Prowadził on lombard, w którym można było dostać prawie wszystko. Jego wiedza zaskakiwała nie jednego i to nie raz. Był jednak specyficzny i mimo czystej kartoteki, wyglądał jak typ spod ciemnej gwiazdy. Miał też nietypowe hobby, którego najlepiej było nie poruszać, bo potrafił zamęczyć wiedzą o wszelkiej maści robaczków, jakie żyją na świecie. Sasuke wszedł do sklepu, od razu dostrzegając zakapturzoną postać przy ladzie. Właściciel rozmawiał z klientem, chcącym wepchnąć mu znaczki, które według młodzieńca były warte fortunę. 
- Kolekcja jest niekompletna, a przez to warta połowę tego co pan myśli. Nie zaproponuję więcej i to moje ostatnie słowo. - Rozbrzmiał niski, lakoniczny głos właściciela.
- W takim razie nie sprzedaję! - Zakomunikował twardo klient, zamykając gwałtownie klaster i szybkim krokiem kierując się do wyjścia. Po chwili rozbrzmiał huk trzaskanych drzwi. 
- Nie udana transakcja? - Sasuke rzucił mimochodem, aby jakoś zacząć rozmowę.
- Wróci tu, gdy sprawdzi, że nigdzie nie dostanie więcej za swoje znaczki, niż u mnie. - Odpowiedział Shino ze spokojem w głosie. - Co cię do mnie sprowadza? 
- Mam coś, o czym chciałbym się czegoś dowiedzieć. - Odpowiedział Sasuke, po czym spostrzegł, że Shino wyciąga gumowe rękawiczki. - Nie będą potrzebne. - Na szklanym blacie położył mały pierścionek. 
Mężczyzna w kapturze nic nie mówiąc odłożył rękawiczki i odszedł kawałek, po czym wrócił z dużą, jubilerską lupą. Podniósł biżuterię przyniesioną przez policjanta i od razu spojrzał na przedmiot przez dodatkowe szkło powiększające, nie zdejmując wielkich okularów, jakie miał na nosie.
- Hmmm... - Wydobyło się z ust właściciela lokalu. - Ciekawe.
- Co jest w nim ciekawe? - Zapytał mimo chodem Sasuke. Starał się nie pokazać, jak bardzo zaintrygowany jest odpowiedzią na swoje pytanie. 
Shino zlekceważył usłyszane słowa. Podszedł do gabloty z podobnymi przedmiotami i chwilę czegoś szukał. Gdy znalazł, przyglądał się co chwila jednemu, to drugiemu pierścionkowi. 
Brunetowi brakowało teraz Naruto. Blondyn bez wątpienia nie wytrzymałby i już zadałby masę pytań, za które Sasuke by go zgonił, ale na które sam chciałby poznać odpowiedzi. Brak niecierpliwego i dociekliwego przyjaciela, uświadomił mu, jak dobrym są duetem i że on w pojedynkę czuje się niekompletny. Przez gardło nie przeszło mu jednak żadne z pytań, jakie zadałby Uzumaki, to też stał, starając się utrzymać na twarzy maskę obojętności.
- To jakiś dowód w sprawie? - Spokojnie, obojętnie i dość lakonicznie zapytał Shino.
- Coś w tym stylu, choć to bardziej sprawa prywatna. - Równie obojętnym głosem odparł Uchiha. On jednak w przeciwieństwie do rozmówcy, starał się utrzymać taką postawę, pod maską obojętności.
- Dlatego nie przyszedł Naruto. Już myślałem, że się pokłóciliście. Słyszałem, że rozwiązaliście trudną sprawę. Naruto ponoć organizuje imprezę. Wysłał mi...
- Do rzeczy. - Przerwał mu groźnie Sasuke. - Możesz mi coś o tym powiedzieć? - Ruchem głowy wskazał na pierścionek w ręku zakapturzonego mężczyzny.
- To zależy co chciałbyś wiedzieć. - Shino zdawał się w ogóle nie przejąć zachowaniem bruneta.
- Coś co naprowadziłoby mnie na właściciela. - Odrzekł z irytacją Uchiha.
- Chciałeś chyba powiedzieć właścicielkę. To zdecydowanie damska biżuteria.
- Do rzeczy! - Warknął groźnie brunet, żałując w duchu, że zrezygnował z wizyty u prawdziwego jubilera.
- To niezłe cacuszko. - Właściciel lombardu wrócił do lakonicznego wypowiadania słów. W dalszym ciągu ignorując nieprzyjemną postawę policjanta. - Ktokolwiek go nosił, albo ma kasy jak lodu, albo bardzo bogatego narzeczonego.
- Jest dużo wart? - To już był jakiś ślad, więc Sasuke zmienił nastawienie na bardziej przyjazne.
- Widzisz ten pierścionek? - Shino uniósł w dłoni przedmiot ze swojej zawartości sklepu. Uchiha kiwnął mu głową. - Jest wart niecałe dziesięć tysięcy. Ten co ty przyniosłeś, jest dużo nowszy i ma większy kryształ. Bez wątpienia to brylant i jak się domyślam, najlepszej jakości. To domena firmy, która zajmuje się produkcją. Każdą ze swoich ozdóbek znakują małym logiem. Nie powiem ci ile dokładnie jest wart, ale
zakładam, że kilkanaście tysięcy.
Sasuke wciągnął powietrze, zachłysnąwszy się tą wiadomością. Hinata nie stwarzała wrażenia tak bogatej, ani z ubioru, ani z charakteru. Skąd więc miała taki drogi pierścionek?
- Gdzie można kupić taką biżuterię? - Liczył, że gdzieś go to zaprowadzi, dlatego musiał spytać.
- Nie mają sklepów, w tej okolicy. - Sasuke skrzywił się na słowa Shino. - Z ich usług korzysta sama śmietanka. Jeśli coś chcą, przyjeżdża konsultant i składa ofertę, pokazuje najnowsze modele, bądź na bieżąco tworzy projekt dostosowany do klienta.
- Czy można więc odnaleźć właścicielkę? - Sasuke chciał, aby pytanie zabrzmiało tak, jakby nie była to informacja ważna. Sam jednak słysząc swój głos, wiedział, że mu się to nie udało. Shino zmierzył go czujnie wzrokiem, po czym udał, że nie dostrzega nietypowego zachowania policjanta.
- To będzie trudne. Udzielą ci informacji, jeśli będziesz miał nakaz. - Domyślając się, że brunet nic takiego nie dostanie, kontynuował dalej. - Jest jednak inny sposób. Bogacze mają dziwne upodobania. W ostatnim czasie modne robi się ubezpieczanie wszystkiego, łącznie ze swoimi częściami ciała. Jest duża szansa, że właściciel ubezpieczył pierścionek od kradzieży, czy też zniszczenia. Jeśli coś takiego miało miejsce, to proponuję zajrzeć do Chojiego. On może pomóc.
- Dzięki. - Sasuke zagarnął pierścionek do kieszeni, podał rękę Shino i wyszedł, rzucając przez ramię: "Trzymaj się".

Informacje od Shino nie dawały spokoju Sasuke. "Pierścionek jest prawdopodobnie wart kilkanaście tysięcy złoty." Skąd ludzie biorą na to kasę i po co im tak droga biżuteria? On nigdy nie kupiłby takiego pierścionka, bo wydawałoby mu się, że to marnowanie pieniędzy. Jak widać, można zgubić tak cenną rzecz i co wtedy? Czemu Hinata po niego nie wraca? Nie wyglądała na taką, która nosi kradzioną biżuterię. Niepokoiło go też, że mógłby to być pierścionek zaręczynowy, jak wspomniał właściciel lombardu. To by oznaczało, że dziewczyna z baru potraktowała go tak, jak zazwyczaj on traktował kobiety. Że też zrobiła to akurat ta, którą zdecydował się zabrać do swojego domu. Nie takiego obrotu spraw się spodziewał.
- O czym myślisz? - Naruto radosnym głosem, rozwiał jego rozmyślania dotyczące pierścionka i jego właścicielki.
- Zastanawiam się czemu tak się szczerzysz. - Odburknął mu od niechcenia.
- No stary, powinieneś się cieszyć. Rozwiązaliśmy naszą pierwszą poważną sprawę, a dodatkowo pięć innych. Jesteśmy mistrzami.
Blondyn miał racje. Powinien się cieszyć, tylko jakoś tego nie czuł. Niki nie była pierwsza. Gdyby śledczy dorwał Saturo, kiedy popełnił pierwszą z brodni, pięć pozostałych dziewczynek żyłoby prawdopodobnie do teraz. Ich pierwszy, wielki sukces w rzeczywistości miał gorzki posmak. Zmusił się jednak do uśmiechu i stuknął swoją butelką o szkło w ręku przyjaciela.
- Za mistrzów. - Burknął z udawanym entuzjazmem.
Naruto uśmiechnął się promieniście, klepnął przyjaciela w ramię i powędrował do kolejnego ze swoich gości, zostawiając Sasuke samego na balkonie. Uchiha ukrywał się tu przed piszczącymi dziewczynami, które nader entuzjastycznie chciały świętować z nim ten dzień. Każda z obecnych kobiet drażniła go i psuła humor, nawet gdy milczała. Problem w tym, że one nie chciały siedzieć przy nim cicho, tylko zamęczały go swoim ciągłym paplaniem. Wyjątkiem była Sakura. Poznał ją, gdy zaczynał akademię. Początkowo jej nie znosił, bo zachowywała się jak inne z jego koleżanek. Na jego nieszczęście podzielono ich na trzyosobowe grupy. Wtedy też trafił do drużyny z wkurzającym Naruto Uzumakim i irytującą Sakurą Haruno. Ciężko było mu wytrzymać z tą dwójką, ale tylko do czasu. W którymś momencie, stali się jego przyjaciółmi. Sakura dalej się w nim podkochiwała, ale przestała zachowywać się tak jak jej koleżanki, co poprawiło ich wzajemne relacje.
- Pewne rzeczy się nie zmienią.
Uchiha podniósł głowę, a jego wzrok spotkał się z zielonymi tęczówkami Sakury. Mimowolnie na usta wpełzł mu cwaniacki uśmiech.
- Po co zmieniać coś, co jest dobre? - Odrzekł z przekąsem.
- Suń się, Uchiha. - Dosiadła się do niego, jak tylko zrobił jej miejsce na niewielkiej ławeczce. - To w twoim stylu. Impreza na waszą cześć, a ty siedzisz ukryty, z dala od reszty.
- Co tu świętować? Nie wróci to życia żadnej z ofiar.
- Zawsze wiedziałam, że tylko grasz takiego nieczułego gościa. - Odparła smutno. - Założę się, że jesteś zdolny do dużo głębszych uczuć niż chociażby Naruto.
Prychnął głośno i upił kilka łyków piwa.
- Nigdy nie zakładaj się o to, bo ewidentnie przegrasz wszystko co postawisz. - Odpowiedział jej obojętnie, nie patrząc na nią. Według niego się myliła. On nie był już zdolny do żadnych uczuć. Jedyną silną emocją jaką znał, była nienawiść.
Dalszą wymianę zdań uniemożliwiło pojawienie się Shikamaru. On również postanowił ulotnić się z imprezy, a balkon był najlepszą lokalizacją, bo można było zapalić.
- Upierdliwa ta impreza. - Skwitował nowo przybyły, wypuszczając z ust dym tytoniowy.
Haruno i Uchiha wymienili jedynie porozumiewawcze spojrzenia. Chwilę później Sakura oparła głowę na ramieniu Sasuke. Nie przeszkadzało mu to. Była jego przyjaciółką i było jej wolno na wiele więcej niż innym kobietom. On nie przyznałby się na głos do tego, ale czasem jej bliskość była pokrzepiająca i mile widziana. Choć skrywał to w sobie, ona wiedziała, że nawet taki twardziel jak Sasuke Uchiha czasem potrzebuje drugiego człowieka. Liczyła, że kiedyś zda sobie sprawę z tego, że jest dla niego kimś więcej i stworzą wspólnie coś, co można nazwać związkiem. Czekała już dość długo na niego, ale była gotowa poczekać tyle ile będzie trzeba.

* * *

Sasuke wrócił do domu późno w nocy. Czuł się zmęczony całym dniem. Nie wypił zbyt wiele na imprezie, w przeciwieństwie do Naruto i Kiby. Blondyn w którymś momencie odpadł. Wspólnie z Shikamaru położyli jego do łóżka, Inuzukę na kanapie, ogarnęli resztę gości i wyszli. Dopiero w swoim mieszkaniu Uchiha zauważył, że ma wiadomość od Shino. Odczytał przesłany tekst. „Gadałem z Chojim. Ma dla Ciebie pewne informacje w sprawie tego pierścionka.”
Nie miał jednak głowy, aby złościć się na właściciela lombardu za to, że rozmawiał w jego sprawie z Chojim, chociaż sam jeszcze nie zdecydował się na wizytę u niego. Tak to bywa, kiedy zgłasza się do kogoś, kto cię zna. Tego dnia położył się spać, nie zastanawiając się co dalej. Mógł przecież podjąć decyzję rano, kiedy będzie w miarę wyspany, wypoczęty i całkowicie trzeźwy.



* * * * *

Przyznam się, że przez chwilę miałam stracha, że to opowiadanie wygra, a ja nie będę miała co wstawić :)) No ale jak widać, moje obawy nie były słuszne. Wybrałam je, bo było zbyt często blisko wygranej, nie łapiąc się na publikacje. Mam nadzieję, że osłodzi osobom głosującym przegraną. Wiem, że jest dość mało tekstu, ale ciężko było mi ostatnio znaleźć czas, a kiedy była chwila, padałam ze zmęczenia, przez co pisanie nie szło. 
Dziękuję wszystkim głosującym. Następne opowiadanie jakie się pojawi, to oczywiście Labirynt Luster :))
PS. Nie ogarniam czemu nie chce się skopiować w takim formacie jak mam napisane opowiadanie w wordzie :(( Próbowałam to poprawić, ale nie dałam rady